Jak podaje GUS, w zeszłym roku deweloperzy rozpoczęli budowę ok. 40 tys. nowych mieszkań. To o blisko 40 proc. mniej niż w 2008 roku. O tyle samo spadła też liczba wydanych pozwoleń na budowę. Inwestycje, które zaczynają się właśnie teraz, będą gotowe do odbioru najwcześniej za półtora roku, dwa lata.
Co piąty nie płaci Robert od ponad dwóch lat pracuje w krakowskiej firmie budowlanej. Jest pomocnikiem na budowie. W drugiej połowie ubiegłego roku szef zaczął wypłacać Robertowi i jego kolegom pensję w ratach. - Tłumaczył się trudną sytuacją na rynku. Wtedy nie myśleliśmy, że zamiast ograniczać wynagrodzenie, firma przestanie nam płacić - wspomina 30-latek.
Pod koniec roku już nie było pensji. Nie było także pieniędzy za płatne urlopy, o nadgodzinach nie wspominając. Robert policzył, że pracodawca jest mu winien ponad 5 tys. zł. - Nie zarabiałem dużo, było to jakieś 1300 zł na rękę, ale mieć, a nie mieć, to różnica - żali się mężczyzna.
Kiedy proszenie szefa nie przyniosło rezultatu, Robert poszedł po pomoc do Państwowej Inspekcji Pracy. Ta na początku tego roku zleciła kontrolę.
Inspektor dopatrzył się kilku zaniedbań, nałożył karę grzywny i kazał firmie zapłacić zaległe wynagrodzenie.
Podobne sytuacje przydarzały się tysiącom pracowników branży budowlanej. I chociaż według analityków kryzys na rynku powoli dobiega końca, wiele firm wciąż zalega z płatnościami. - Największe problemy z wypłatą pensji nadal mają pracodawcy z branży przemysłowej. Budownictwo, obok handlu, jest na drugim miejscu, stanowi ponad 17 proc. wszystkich dłużników - mówi Danuta Rutkowska, rzeczniczka głównego inspektora pracy.
Przyznaje, że 2009 rok dał się deweloperom we znaki. - W budowlance poszkodowanych jest prawie 12 tys. pracowników, którym firmy zalegają z wypłatami. Średnio jest to 1300 zł na osobę - dodaje Rutkowska.
Kilka dni temu GUS podliczył także, że w styczniu i lutym tego roku branża budowlana nadal notowała spadki produkcji - odpowiednio o 15 i blisko 14 proc. Najgorzej, według statystyków, było w deweloperce - liczba budowanych mieszkań w porównaniu z ubiegłym rokiem spadła o jedną trzecią.
Tadeusz Zając, główny inspektor pracy, podkreśla, że główną przyczyną kryzysu w branży budowlanej jest zastój na rynku i brak rezerw finansowych. - Zdarzają się sytuacje, gdy pracodawcy pieniądze zaoszczędzone dzięki nieterminowym wypłatom wynagrodzeń przeznaczają na spłatę innych zobowiązań firmy - mówi.
Milionowe długi Tak było w przypadku dwóch deweloperów, którzy w 2009 roku praktycznie zniknęli z rynku. Ich długów GUS nie ujął w statystykach, w przypadku jednego toczy się postępowanie upadłościowe, a drugiego ściga prokuratura. Jeden z deweloperów - Leopard z Krakowa - ma ponad 200 mln zł długu. Syndyk zajął majątek, a podwykonawcy czekają na swoje pieniądze. - Dochodziło nawet do tego, że musieliśmy wynajmować firmy ochroniarskie, żeby pilnowały zbudowanych już mieszkań, za które zapłaciliśmy. Podwykonawcy w ramach rekompensaty za długi firmy grozili, że rozbiorą budynki i wezmą materiały, za które nie dostali pieniędzy - mówi Krzysztof, jeden z klientów dewelopera.
Podwykonawcy nadal czekają na pieniądze, a klienci na mieszkania. Dopóki syndyk nie spłaci długów Leoparda, dopóty niedoszli mieszkańcy nie będą mieć pewności, że wprowadzą się do mieszkań, za które zapłacili po kilkaset tysięcy złotych.
Drugi z deweloperów to zarejestrowana w Warszawie, a budująca w Niepołomicach pod Krakowem Providentia. Firma winna jest głównemu podwykonawcy prawie 20 mln zł. - Konta spółki są puste i nie ma szans na wyegzekwowanie długu - mówi Paweł Szczepański z Zakładu Remontowo-Budowlanego "Adma" ze Staszowa, który budował osiedle. Inwestor zniknął, sprawę bada prokuratura, a do połowy wybudowane osiedle niszczeje.
Jacek Bielecki z Polskiego Związku Firm Deweloperskich podkreśla, że spektakularne upadłości, które zanotowano w 2009 roku, nie powinny przesądzać o całej branży. - Rzeczywiście ubiegły rok był biznesowo bardzo ciężki dla deweloperów, były kłopoty finansowe, a przetrwali ci, którzy mieli rezerwy - mówi i zaznacza, że inwestorzy najgorsze mają już za sobą. - Teraz nastroje są dobre, zaczynają się nowe inwestycje.
Potwierdzają to analitycy rynku nieruchomości. - Na rynku widać ożywienie, branża staje na nogi. Deweloperzy przeczekali najtrudniejszy okres, wstrzymując budowy - mówi Piotr Krochmal, rzeczoznawca majątkowy. - Teraz
banki zaczynają chętniej udzielać kredytów, a klienci szukać nowych mieszkań. W tym roku powinno być zdecydowanie lepiej, zarówno dla firm, jak i dla pracowników branży - dodaje.
Jest szansa na pieniądze Byli pracownicy upadłych firm, którzy do 30 czerwca 2007 r. nie złożyli wniosku o wypłatę zaległych wynagrodzeń, mają jeszcze szanse na odzyskanie pieniędzy. Mogą z takim wnioskiem wystąpić teraz do Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych i poprosić o niewypłaconą przez upadłą firmę lub likwidatora pensję. Sejmowa komisja polityki społecznej i rodziny przyjęła w marcu projekt ustawy w tej sprawie. Według szacunków Ministerstwa Pracy sprawa może dotyczyć ponad 4,5 tys. osób. Żeby móc ubiegać się o pieniądze z FGŚP, trzeba mieć wyrok sądu przeciwko byłemu pracodawcy uznający prawa do zaległych wynagrodzeń oraz potwierdzający to, że nie zostały one wypłacone.