Tropiciel jadu

Animal Planet
2010-03-31, ostatnia aktualizacja 2010-03-31 15:51

Wyprawy w najdalsze rejony Ziemi, stawanie oko w oko z najbardziej jadowitymi gatunkami zwierząt - oto, co czeka na każdego, kto zdecyduje się zostać "tropicielem jadu". Lata nauki o zachowaniach i zwyczajach gadów, płazów czy owadów, które dysponują śmiercionośną bronią to podstawa tego zawodu. Nie wszyscy jednak wiedzą, że jad może uratować życie tysięcy ludzi.

Donald Schultz i jego codzienna praca
Fot. Animal Planet
Donald Schultz i jego codzienna praca
Donald Schultz nie boi się nawet śmiertelnie jadowitej kobry
Fot. Animal Planet
Donald Schultz nie boi się nawet śmiertelnie jadowitej kobry
Trujące parzydełka meduz mogą być składnikiem leczniczej substancji
Fot. Animal Planet
Trujące parzydełka meduz mogą być składnikiem leczniczej substancji
ZOBACZ TAKŻE
- Nie pamiętam nawet, kiedy pierwszy raz zainteresowałem się jadowitymi zwierzętami. To było coś dziwnego - inne dzieci bawiły się zabawkami, a ja zastanawiałem się, jak złapać węża. Pierwszy raz udało mi się schwytać żmiję razem z ojcem, kiedy miałem 6 lat. Najważniejsze jednak, że od początku nie koncentrowałem swoich zainteresowań tylko na wężach - czułem, że są częścią wielkiej układanki, jaką stanowi cała natura - twierdzi Donald Schultz.

Donald ma bardzo nietypowe zajęcie. Jego zawodowa codzienność to tropienie najbardziej jadowitych gatunków zwierząt i pobieranie od nich próbek jadu. Potem dostarcza trujące substancje prosto do laboratoriów na całym świecie, a naukowcy sprawdzają, czy można z nich stworzyć nowe leki na nieuleczalne dotąd choroby.

- Jak zostałem "tropicielem jadu"? To bardzo dziwna historia. Jako nastolatek pracowałem w ośrodku hodowli węży, znanym na całym świecie Fitzsimons Snake Park w Durban w Republice Południowej Afryki. Umiałem poskromić węże, dlatego w wieku 13 lat bez problemu mogłem prezentować najbardziej jadowite gatunki podczas występów dla turystów. Przez kilka lat każdą wolną chwilę poświęcałem zgłębianiu herpetologii. Założyłem również firmę zajmującą się wycieczkami. Potem zakochałem się w nurkowaniu i zostałem zawodowym nurkiem - pracowałem między innymi w policji i wojsku. Po kilku latach w Johannesburgu przeprowadziłem się do San Diego i właśnie wtedy ponownie zająłem się pracą ze zwierzętami. Zawsze trzymałem co prawda w domu węże, ale dopiero w Kalifornii mogłem związać swoje zawodowe życie z gadami. Pracowałem w wielu klinikach i szpitalach weterynaryjnych - tak naprawdę było to jedno z moich życiowych marzeń. Po pewnym czasie zrozumiałem, że wolę jednak pracować ze zwierzętami w ich naturalnym środowisku - tak zostałem "tropicielem jadu". Robię to już od pięciu lat. Przez ten czas współpracowałem nad ważnymi projektami z wieloma naukowcami z całego świata. Chociaż moja praca to ciągłe wystawianie się na niebezpieczeństwo, jeszcze za wcześnie na siedzenie w fotelu i czytanie książki - śmieje się Donald.

Codzienność "tropiciela jadu" to ciągłe wyjazdy do najbardziej odległych zakątków świata. Czasem Donald przebywa poza domem ponad 6 miesięcy w roku. To, co wielu mogłoby się wydawać fascynującą pracą, nie jest łatwym kawałkiem chleba. Donald jest uznanym znawcą węży, autorem artykułów o herpetologii w poważnych naukowych czasopismach, ale nawet on ma świadomość, że każda kolejna wyprawa to igranie z losem i narażanie własnego życia. - Zwykle jedna wyprawa naukowa trwa od 7 do 12 dni, zależy jak daleko muszę jechać. Wszystko jest też uzależnione od tego, co spotkam na miejscu. Załóżmy, że chcę pobrać jad od rzadkiego gatunku pająka. Jadąc w miejsce jego występowania, nie mam żadnej pewności, że uda mi się go znaleźć. Czasem jest tak, że spotkam jakieś zranione zwierzę i zamiast pobierać próbki jadu, organizuję transport zwierzęcia do najbliższej kliniki. Kocham zwierzęta i nigdy naukowe wyzwanie nie przesłoni mi podstawowej misji, jaką jest pomoc wszystkim gatunkom.

Każda wyprawa jest inna, również dlatego, że inni są zleceniodawcy. Donald sam jest naukowcem i często organizuje wyprawy, aby zebrać wyniki badań do swoich artykułów naukowych. - Najczęściej jednak dostaję maila od jakiejś firmy czy uczelni: "Potrzebujemy próbki jadu węża, który żyje na takiej maleńkiej wysepce u wybrzeży Tanzanii. Mógłbyś to dla nas zrobić?". Wtedy kupuję bilet i jadę! Od pewnego czasu pracuję dla firmy farmaceutycznej, która wdraża przełomowy projekt zbadania wszelkich substancji obecnych w jadzie zwierząt. Dlatego podczas każdej wyprawy jadę nie tylko w jednym celu - od każdego węża, meduzy czy pająka, którego napotykam na swojej drodze, pobieram próbki trucizny - mówi Donald.

Praca "tropiciela jadu" jest nietypowym zawodem, ale bardzo potrzebnym ludziom na całym świecie. Co prawda na efekty czeka się bardzo długo - od pobrania próbki jadu do finalnego wykorzystania jej w leku mija od pięciu do nawet dziesięciu lat. Mimo to warto czekać - leki składające się z naturalnych składników nie posiadają prawie w ogóle efektów ubocznych. - Wiele osób zastanawia się, skąd wziąć ogromne ilości jadu potrzebne do produkcji danego leku na masową skalę. Nie musimy wcale zabijać zwierząt, aby pozyskać trucizny produkowane w ich organizmach. Dwa lata temu powstała nowa gałąź nauki, która zajmuje się tworzeniem DNA jadu z pozyskanych próbek, zawierających cząstki kwasu rybonukleinowego - RNA. Właśnie z tego kwasu można uzyskać białko, potrzebne do odtworzenia jadu.

Jak naprawdę wygląda praca "tropiciela jadu" dowiesz się w programie Życiodajny jad w każdy piątek o godzinie 20:00 na kanale Animal Planet.

  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

  • Tropiciel jadu starveling 02.04.10, 23:51

    Sądząc z fotografii, jednym z jadowitych zwierząt jest ... słoń afrykański!!!»

  • Re: Tropiciel jadu nikalaj 03.04.10, 09:49

    Słoń jest najbardziej jadowitym zwierzęciem zamieszkującym naszą planetę. Jegojad jest 5 razy silniejszy niż jad żyrafy.»