Happy Easter Amelia

Wojciech Staszewski
2010-04-06, ostatnia aktualizacja 2010-04-06 11:01

Żyję za dotacje z Unii Europejskiej, Paweł przesyła mi pieniądze z Londynu i mam jeszcze 20 funtów tygodniowo dodatku na dziecko - opowiadała Magda rok temu, kiedy wróciła do rodzinnego Lublina. Zgadnijcie, gdzie teraz jest.

Hanna Pyrzyńska-Piłat
Hanna Pyrzyńska-Piłat
ZOBACZ TAKŻE

Psychotesty - sprawdź, czy jesteś pracoholikiem



Skrócony słownik polsko-angielski Magdy

A - Anglia, raj utracony. B - babcia, lepsza od niani i nie trzeba płacić 120 funtów tygodniowo. C - córka, to z jej powodu Magda wróciła do Polski. Z - znajomości, jedyny sposób, żeby dostać pracę w Lublinie. Gdyby się nie udało - patrz punkt A.

19 grudnia 2008 r. - start

Ale na razie jest 19 grudnia 2008 r. Magda i Paweł Oświatowie lecą z Londynu do Lublina - na święta do domu. Magda znajdzie pracę, wtedy Paweł zostawi angielską firmę (budowa ogrodów, własna działalność) i zamieszkają w trzypokojowym mieszkaniu babci, które wykupili za funty.

Koniec grudnia 2008 - sami biali

Pierwsze wrażenie Magdy: jak tu szaro. Na ulicy sami biali ludzie. Nikt się nie uśmiecha. Kierowcy nie przepuszczają pieszych na pasach. Po świętach Paweł wraca do Londynu, a Magda idzie wyrobić Amelce polski akt urodzenia i PESEL. - Pani w urzędzie upierała się, że muszą być oboje rodzice. Po długich umowach zgodziła się, że będę sama z upoważnieniem od Pawła - opowiada Magda.

Kiedy prasa pyta, okazuje się, że rygor jest mniejszy. Lesław Mazur z lubelskiego USC: - Tylko do wydania dowodu osobistego dla dziecka wymagamy obecności obojga rodziców, i to niekoniecznie w tym samym czasie. PESEL dziecku może wyrobić nawet babcia, pod warunkiem że dziecko jest zameldowane na okres dłuższy niż trzy miesiące.

Początek stycznia 2009 - szukam pracy (I)

Magda opowiada: - Zaczęłam szukać pracy. Najpierw zrobiłam sobie CV, bo przez pięć lat miałam tylko angielskie. Patrzyłam w internecie: w Anglii bardziej stawia się na doświadczenie, a w Polsce - na formalne wykształcenie. Przychodzę na pierwsze spotkanie, a tam 15 osób umówionych na tę samą godzinę. U nas w Anglii nigdy by tak nie zrobili. To miała być "praca biurowa". A zaproponowali mi, żeby jeździć po wsiach i sprzedawać ludziom Tele2. Ja szukam pracy, ale kiedy w Londynie czeka na mnie posada menedżera hotelu, to nie wezmę byle czego.

Wakacje 2002 - szczeble Polaka

Najpierw do Anglii wyjeżdża Paweł, Magda przyjeżdża na dwa miesiące na wakacje. Zostaje, porzuca studia (hodowla zwierząt na lubelskiej Akademii Rolniczej). - Przeszłam przez wszystkie szczeble Polaka na Wyspach - opowiada. - Sprzątałam, byłam kelnerką, superwizorem w hotelu.

Na rozmowie jest wystarczająco bystra i bezczelna, dostaje pracę po dwóch dniach. Będzie zarządzać pokojówkami w małym hotelu (64 pokoje). Magda: - Najpierw byłam w szoku, że jak dziewczyna nie sprzątnie pokoju, to moja wina, że nie dopilnowałam. A potem je poustawiałam. Wyciągnęłam hotel z dna. Dostałam drugi, większy, a potem naprawdę duży - 176 pokoi koło stadionu Wembley. Tam miałam pod sobą 15 dziewczyn, Polki, jedna Ukrainka, jedna Gruzinka i dwie z Ghany. Tych dwóch nie mogłam się nijak pozbyć, chociaż były niegrzeczne dla gości.

Biorą z Pawłem ślub, Magda rodzi Amelkę, idzie na macierzyński. A po powrocie oznajmia szefowej, że odchodzi. - Przedszkole drogie, 320 funtów tygodniowo. A ja zarabiałam 300 funtów na tydzień - wylicza Magda. - Można wziąć nianię z Polski za 120. Ale kiedy mi koleżanka opowiedziała, jak przysnęła i dziecko ją obudziło, to nie chcę mieć niani. W Polsce babcia by mogła z małą posiedzieć.

Badanie 2008 - wracają, bo tęsknią

Dlaczego Polacy wracają? Według sondażu Instytutu Spraw Publicznych z kwietnia 2008 r. pierwszy powód to "tęsknota za domem", a drugi "rodzina i przyjaciele w Polsce" - to aż dwie trzecie odpowiedzi. "Trudności z zarobieniem dostatecznych pieniędzy" albo "wysokie koszty utrzymania" wymieniło tylko 12 proc. badanych.

- W kryzysie to się zmienia - mówi Andrzej Jasieniecki, szef wrocławskiej firmy Euro-Tax pomagającej odzyskać podatek wracającym z zagranicy. - Ludzie tracą pracę na emigracji i kalkulują: tam te pieniądze się szybko rozejdą, a w Polsce to niezły start.

Londyn 2012 - olimpiada dla superwizorów

Czego nie ma w Anglii? Kryzysu. A już na pewno nie w hotelarstwie. - Przed olimpiadą budują hotele jak głupie - opowiada Magda. - Mają teraz wszystkich awansować. Superwizorzy zostaną menedżerami hoteli. Szefowa z Londynu przysyła Magdzie maile: come back.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 104 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów

  • Po co wracać do neoliberalnego szamba? synprl 20.04.10, 10:32

    Żeby tyrać za 1100 zł na skurwysyna złodzieja? Albo żeby zdychać z głodu? W latach 80-tych perspektywy były lepsze niż obecnie. Ja sobie w obecnym systemie radzę nieźle, żyję w nim już »

  • Happy Easter Amelia hy16t 20.04.10, 12:29

    Co to za manager za 300 funtów tygodniowo? Ta pani pewnie była maksymalnie nastanowisku "managera" sprzątaczek.»

  • Happy Easter Amelia paulita 20.04.10, 14:45

    coś w tym artykule, za przeproszeniem, śmierdzi. manager w anglii zarabiający 300 funtów tygodniowo? każdy kto pracował choć przez chwile w anglii wie ze tyle wiecej sie zarabia w 6dni za »