Psychotesty - sprawdź, czy jesteś pracoholikiem
Zostać bezrobotnym i utrzymać ten status to zadanie trudniejsze, niż się wydaje. Po pierwsze, trzeba chcieć zarejestrować się w urzędzie pracy. Po drugie, kiedy już się to zrobi, należy wykazywać gotowość do podjęcia pracy i jednocześnie unikać uzyskiwania przychodów wyższych, niż połowa krajowego minimum. Po trzecie wreszcie, trzeba w ogóle wiedzieć, że się do grupy bezrobotnych zalicza. Jeśli któregokolwiek z tych warunków się nie dotrzyma, można zostać osobą bierną zawodowo, która w oficjalnych statystykach bezrobotnym nie jest.
Brak gotowości Nogi trzeba masować, bo co kilka dni córka pani Bożeny budzi się i nie jest w stanie samodzielnie zejść z łóżka. Co jest tego przyczyną? Tego pani Bożena nie wie i nie ma jak sprawdzić. Jej córka, dorosła kobieta, nie ma
ubezpieczenia. Nie pracuje, nie jest zarejestrowana jako bezrobotna, nikt za nią składki do NFZ nie płaci.
Córka pani Bożeny należy do liczącej ponad 14,1 mln osób grupy biernych zawodowo. Zaliczają się do nich emeryci (ponad 6,3 mln), studenci i uczniowie (3,2 mln), niepełnosprawni i chorzy (2,1 mln). 1,5 mln osób, głównie kobiety, zajmuje się prowadzeniem domu. Grubo ponad 463 tys. osób nie pracuje, pracować by chciało, jednak bezrobotnymi nie są. To ludzie, którzy przestali szukać pracy ze względu na "zniechęcenie bezskutecznością poszukiwania pracy". Grupa ta powiększyła się w porównaniu z 2008 rokiem o 20 proc.
Właśnie brak potwierdzenia gotowości do podjęcia zatrudnienia to powód, dla którego córka pani Bożeny nie może skorzystać z powszechnej służby zdrowia - uznana została za bierną zawodowo. Kiedy szła do pracy zaraz po zawodówce, wydawało się, że wszystko będzie inaczej. Została jednak zwolniona. Do tego ciąża, dziecko. Praca poszła w odstawkę. Zarabiał ojciec dziecka, ale i on stracił pracę. Dla zarejestrowanych bezrobotnych reguły są jasne: trzeba co miesiąc meldować się w urzędzie i przyjmować proponowane
oferty pracy. Córka pani Bożeny nie robi ani jednego, ani drugiego. Wypada ze statystyk.
Takich przypadków jest więcej. Z informacji Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Katowicach wynika, że w lutym 2010 roku prawie 7,4 tys. osób (35 proc. ogółu wykreślonych z listy) utraciło status bezrobotnego z powodu braku potwierdzenia gotowości do pracy. W całym kraju w lutym 2010 roku bezrobotnymi przestało być niemal 190 tys. osób (w porównaniu z tym samym okresem roku poprzedniego). Około 37 proc. z tej grupy przyjęło ofertę pracy, pozostali zostali wykreśleni z ewidencji z innych przyczyn. 55,5 tys. osób ze względu na brak potwierdzenia gotowości do pracy, 10 tys. na własne życzenie.
Połowa bez rejestracji Innym przykładem osoby będącej bez pracy, ale niewpływającej na oficjalny wskaźnik poziomu bezrobocia, jest B.N., pracownica biurowa ze Śląska. Jej historia zaczyna się w okresie poprzedniego kryzysu. W tamtym czasie bankructwo i zwolnienia to rzecz normalna. O osłonach dla upadających zakładów nikt nie myśli, jedyne, na co mogą liczyć byli pracownicy to zasiłek dla bezrobotnych wypłacany przez krótki czas. A i to nie zawsze.
Firma, w której pracuje B.N., upada bez wielkiego hałasu. To mała fabryka na Górnym Śląsku. Szef wsiada do swojego samochodu, uważając swoją rolę za zakończoną. B.N. tymczasem, po kilkunastu latach pracy, najpierw na państwowym, później u prywaciarza, próbuje odnaleźć się w nowej sytuacji.
Jej problemy zaczynają się, kiedy okazuje się, że szef nie wystawił pracownikom świadectw pracy. B.N. nie tylko nie może zarejestrować się jako bezrobotna, ale też podjąć nowego zatrudnienia. Jej kilkanaście lat doświadczenia formalnie nie istnieje. Zamiast do pracy, B.N. musi chodzić na rozprawy, które w założeniu mają rozwiązać problem braku świadectwa, ale ponieważ ciągną się już któryś rok z kolei, są tylko męczącym, drażniącym rytuałem.
Takich historii w całym kraju jest pewnie sporo. I nie ma się czemu dziwić, ponieważ - jak wynika z badań CBOS - bezrobotnego spotkać można w co czwartym gospodarstwie domowym. Ponad połowa osób, które straciły pracę w 2009 roku nie zarejestrowała się w urzędzie pracy. To wynik o 21 punktów procentowych gorszy niż rok wcześniej.
Ukryte i nieświadome W statystyce istnieje także pojęcie bezrobocia ukrytego. Zdaniem Gabrieli Jabłońskiej, analityka rynku pracy z firmy doradztwa personalnego Sedlak & Sedlak, taki rodzaj bezrobocia występuje głównie na wsi. Stąd inna jego nazwa - bezrobocie agrarne. - Przykładowo, w gospodarstwie rolnym pracuje dziesięć osób, przy czym wystarczyłoby tylko sześć - opowiada Jabłońska - Dodatkowe cztery osoby nie przyczyniają się do wzrostu produkcji, mogłyby pracować wyłącznie poza gospodarstwem. Ale tego nie robią, twierdząc, że przecież mają pracę. W rzeczywistości są bezrobotne - dodaje.
Bezrobocie agrarne wynika często z nieświadomości osób, które je tworzą. - Inne przyczyny to niechęć do podejmowania zatrudnienia, "wyuczona bezradność", przekonanie, że to państwo powinno zapewnić obywatelowi zatrudnienie - uzupełnia listę powodów Jabłońska - Nie bez znaczenia pozostają tradycje rodzinne, bardzo mocno zakorzenione w polskiej mentalności - przyznaje i wyjaśnia: - Skoro od pokoleń cała rodzina uprawiała ziemię, to dlaczego teraz miałoby być inaczej? Wyjazd do miasta w poszukiwaniu innego zatrudnienia to ostateczność.
Ile może być takich osób? Obecnie liczba bezrobotnych zarejestrowanych na wsi nie przekracza miliona. Zdaniem Jabłońskiej rzeczywista liczba osób pozostających bez pracy (uwzględniająca bezrobocie ukryte) jest jednak znacznie większa, niż pokazują to urzędy pracy czy nawet badania ankietowe.
Świadome i krótkotrwałe Bezrobocie, które nie jest bezrobociem może wyglądać również tak, jak w przypadku Marty. Zwolnienie z pracy to dla niej niemal chleb powszedni. Po kilku miesiącach albo sama rzuca pracę, albo firma rezygnuje z jej usług. Dlaczego? Trudno powiedzieć, przyczyn jest wiele. Czasem niezgodność charakterów - Marta potrafi krzyknąć i nawet przed szefem nie czuje respektu. Innym razem z powodu kryzysu w branży, kiedy indziej z powodu intryg kolegów z pokoju.
Wcześniej rejestrowała się w urzędzie pracy - żeby dostać ubezpieczenie zdrowotne. Zasiłek? Tego nigdy nie brała pod uwagę, zasiłek ma posmak upokorzenia, jest dobry dla tych ze starego bezrobocia, a nie dla niej, młodej, dynamicznej i upartej osoby z dwoma fakultetami i planami na poważną karierę. Do tego pracowitej, a nie żadnego lenia.
Tym razem w ogóle się nie rejestruje. Robi doktorat i chociaż nie dostaje stypendium, składkę zdrowotną ma opłaconą. A więc jedyny powód, dla którego miałaby odwiedzić PUP w rodzinnym mieście - odpada. Zresztą, na bezrobociu nie zamierza pozostawać długo. Ma praktycznie zaklepaną posadę w dużej korporacji. Faktem jest jednak, że bez pracy spędza przynajmniej trzecią część roku. Wśród ponad 3,2 mln uczniów i studentów wielu jest takich, którzy uczą się właściwie tylko dlatego, żeby uciec od bezrobocia.
Statystyka i rzeczywistość Bezrobotny bezrobotnemu nierówny. Jedni nie rejestrują się, ponieważ liczą, że pracę znajdą szybko. Inni - nie mogą. Są też tacy, którzy wypadli ze statystyk, ponieważ nie potwierdzili w powiatowym urzędzie pracy gotowości do podjęcia zatrudnienia lub odmówili przyjęcia oferty.
W ujęciu statystycznym, bezrobotny - chociaż o tym nie wie - też musi spełnić określone wymagania, dzięki którym będzie mógł się tak nazywać. Musi być zdolny i gotowy do podjęcia pracy w pełnym wymiarze czasu, nie może się uczyć (z wyjątkiem szkół dla dorosłych i wieczorowych lub zaocznych). Musi też być zarejestrowany w urzędzie pracy i aktywnie szukać zatrudnienia.
Statystyka i urzędowe rejestry nie są w stanie w pełni odwzorować rzeczywistości. Warto o tym pamiętać, czytając kolejne komunikaty GUS dotyczące wysokości bezrobocia.