Psychotesty - sprawdź, czy jesteś pracoholikiem
Jak wygląda tajemnicze ogłoszenie? Na przykład tak: "Znana europejska firma poszukuje kandydatów na stanowisko - Doradca Finansowy do Działu Sprzedaży i Obsługi Klienta". Dalej wyszczególnione są wymagania wobec kandydata: "Wykształcenie średnie, wysoki poziom etyki zawodowej, doświadczenie w sprzedaży". Potem to, co firma oferuje: "Samodzielne stanowisko,
szkolenia, atrakcyjne wynagrodzenie". I na zakończenie kontakt do pośrednika. - Spełniam wszystkie warunki. Chętnie bym się zgłosiła do takiej pracy, tylko jednej rzeczy nie wiem: co mam sprzedawać? Telefony komórkowe, reklamy czy traktory? Na ciągnikach się nie znam - komentuje po przeczytaniu ogłoszenia Elżbieta, 52-letnia bezrobotna z Warszawy. - Nie wiem nawet, gdzie bym pracowała. W stolicy? We Wrocławiu czy w Pcimiu Dolnym? To randka w ciemno.
Bywa, że choć oferty są na stronach urzędów pracy, są tak przygotowane, by nie odpowiedział na nie żaden bezrobotny. Dlaczego? Bo miejsce pracy jest zarezerwowane dla pracownika z zagranicy. To najczęściej człowiek oddelegowany z zagranicznej centrali. A oferta musi być w pośredniaku tylko po to, by cudzoziemiec mógł uzyskać pozwolenie na pracę. - Taki jest zapis w ustawie o promocji zatrudnienia. Oferta musi przez tydzień wisieć u nas w powiatowym urzędzie pracy. Jeśli nie znajdzie się kandydat Polak, to zatrudnia się cudzoziemca - wyjaśnia Lech Antkowiak, wicedyrektor stołecznego urzędu pracy. - Urząd pracy musi zgodnie z ustawą potwierdzić, że nie jest w stanie znaleźć Polaka spełniającego wszystkie wymagania. A to jest podstawą do zatrudnienia obcokrajowca. - Szkoda, że ktoś, kto takie przepisy stworzył, nie pomyślał o nas, bezrobotnych, o naszym zmarnowanym czasie, pieniądzach wydanych na dojazdy do pośredników i przede wszystkim o rozbudzonych nadziejach. To się nie liczy? - zastanawia się pani Elżbieta.
Wymarzona oferta dla mnie 15 marca na stronie internetowej Urzędu Pracy w Warszawie ukazało się ogłoszenie dostępne tylko w urzędzie pracy przy ul. E. Ciołka. Szukano starszego specjalisty ds. przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy. Wymagane było wyższe wykształcenie (w tym licencjat) z zakresu finansów, ekonomii lub stosunków międzynarodowych. Kandydat miał znać biegle cztery języki: angielski, niemiecki, rosyjski i białoruski. Powinien mieć doświadczenie w bankowości. - Oferta jak szyta dla mnie. Jedno, co mi się od razu rzuciło w oczy, to wysokie wymagania i oferowane wynagrodzenie - 3800 zł - i brak konkretów - opowiada Janusz Andryszak. - Wszystko bardzo enigmatyczne. Nawet nie podano nazwy pracodawcy. Reszta informacji w urzędzie pracy. Szybko poszedłem odebrać skierowanie z pośredniaka.
Pan Janusz ma kwalifikacje bardzo zbliżone do wymaganych przez pracodawcę. - Ukończyłem studia podyplomowe i
kursy z bankowości, choć moje kierunkowe wykształcenie jest inne. Odbyłem również specjalistyczne szkolenia dotyczące przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy. Pracowałem ponad 10 lat w amerykańskich bankach. Znam biegle trzy z wymaganych języków, ale potrafię porozumieć się także po białorusku - wyjaśnia. Nic dziwnego, że uznał, iż to szansa właśnie dla niego. - Dopiero w pośredniaku okazało się, że pracodawcą jest znany, duży bank. Ku mojemu zdziwieniu na rozmowę w sprawie pracy skierowano mnie nie do banku, ale do firmy VIP-Service na warszawskim Żoliborzu - opowiada bezrobotny.
Po telefonicznym umówieniu się pojechał do biura pośrednika. I tu przeżył zaskoczenie. - Wybrałem się odpowiednio ubrany, jak na spotkanie rekrutacyjne do instytucji finansowej. A tu okazało się, że firma VIP-Service prowadzi działalność dosłownie w garażu. Do "biura" wchodzi się po takim pochyłym zjeździe dla samochodu. Nad nim, na górze, prawdopodobnie jest mieszkanie. Wszystko bardzo prymitywne: wystrój, meble i stare zaplamione krzesła do siedzenia.
Andryszak próbował dowiedzieć się, dlaczego bank nie prowadzi rekrutacji u siebie, tylko w tak obskurnym miejscu. - Pani Anna Wojszkun-Ćwiek, działając z upoważnienia męża, który jest właścicielem firmy, zapewniła mnie, że ma pełnomocnictwa od banku. Pokazała mi pisemne do reprezentowania banku przy załatwianiu zezwoleń na pracę obcokrajowcom chcącym pracować w tym banku. - Dzięki temu zorientowałem się, że tej pracy nie uzyskam, bo nie jestem cudzoziemcem. Choć pośredniczka tłumaczyła mi, że powody są inne: nie spełniam kryteriów, brakuje mi certyfikatu potwierdzającego znajomość białoruskiego, a moje studia podstawowe to nie finanse lub bankowość. Reszta: doświadczenie, kursy i szkolenia, nie liczą się. Pani Wojszkun-Ćwiek nawet nie próbowała weryfikować moich umiejętności. Zresztą chyba nie ma takich kwalifikacji.
Pranie ogłoszeń? Pan Janusz sprawdził, że oferta pokazała się tylko w UP. Nie było jej na stronach banku. - Pokazała się w poniedziałek, a w piątek już jej nie było - mówi. Zdaniem bezrobotnego bank planował zatrudnienie określonej osoby - cudzoziemca, dlatego nie podał
oferty pracy do publicznej wiadomości, tylko za pośrednictwem firmy VIP-Service przekazał ją do urzędu pracy. Liczył na to, że nie znajdzie się wśród bezrobotnych osoba z tak wysokimi kwalifikacjami. - To taka brudna metoda rekrutacji starszego specjalisty ds. przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy w banku. W USA nieopublikowanie oferty pracy uznawane jest za łamanie zasady równej możliwości zatrudnienia (equal employment opportunity) i amerykański odpowiednik naszej inspekcji pracy - Department of Labor - może nałożyć dużą karę na pracodawcę za nieprzestrzeganie tej zasady. Bank wie o tym doskonale i chyba dlatego 19 marca ze strony internetowej UP zniknęła nagle oferta StPr/10/0876. Po co publikować takie fikcyjne oferty? Dlaczego polskie prawo zezwala na to, by ogłoszenia o pracę nie zawierały najważniejszych informacji o stanowisku pracy, pracodawcy? - pyta Andryszak.
Przepisy do zmiany - Koniecznie trzeba znowelizować przepisy ustawy o promocji zatrudnienia. Ten dziwaczny zapis dotyczący pracy dla cudzoziemców miał podobno chronić krajowych bezrobotnych, by cudzoziemcy nie odbierali im miejsc pracy. Ale to fikcja. On sankcjonuje manipulacje. Nie trudno się domyślić, że gdy na takie stanowisko zgłosi się Polak, to jego kandydatura nie przejdzie - uważa pani Elżbieta.
To racja. Firmy pośrednicy otrzymują od pracodawców pełnomocnictwa na "czynności z zakresu prawa pracy dotyczące spraw związanych z legalizacją pobytu i zatrudnienia oddelegowanych do pracy na terenie Polski cudzoziemców". Wcale nie zajmują się rekrutacją, czyli nasz bezrobotny nie ma po co tam w ogóle chodzić. Przy okazji może trzeba wprowadzić standardy, jak powinna wyglądać oferta pracy. Można posłużyć się amerykańskim przykładem.
Na podobny pomysł wpadł jeden z naszych czytelników i przesłał do "Gazety" opis tego, jak powinno wyglądać dobre ogłoszenie o pracę. Oto, co napisał:
W ofercie koniecznie musi być podana nazwa firmy. Lokalizacja to bardzo ważny czynnik podczas rekrutacji. Zdarza się tak, że odrzucamy jakąś ofertę z powodu kilometrów, które hipotetycznie musielibyśmy wyjeździć (benzyna, czas wolny stracony na bezsensownych podróżach). Czasem jest tak, że pracodawca nie chce nas przyjąć z powodu znacznej odległości od miejsca zamieszkania. Choć pachnie to dyskryminacją, trudno odmówić mu logiki. ¨Trzeba oznaczać tzw. martwe ogłoszenia, czyli te, które przestają być aktualne. Powszechny bałagan panujący wśród ogłoszeń doprowadza do zbędnej frustracji i straty cennego czasu przez poszukującego.
Ogłoszenia drobne typu: "Praca w magazynie, Bielany, zatrudnię" itp., nie powinny być dopuszczane do publicznej wiadomości. Jeżeli od przyszłego pracownika oczekuje się, aby był rzetelny pracowity itd., to jak ma zaufać takiemu pracodawcy? Jaki on daje sygnał - oszczędzając na literkach w ogłoszeniu, być może będzie oszczędzał i na przyszłym pracowniku. Musi być podana wysokość zarobków. Powinno zabronić się ogłoszeń typu: "Magazyn Obsługa Klienta, zarobki 2500/1500 albo zarabiaj 3000". Wszyscy oszczędzą czas, gdy podana jest wysokość zarobków. Szukający mogą zdecydować, czy są zainteresowani ogłoszeniem, a pracodawcy nie marnują czasu na rozmowę z człowiekiem, który jak usłyszy, ile będzie zarabiał, podziękuje za współpracę. Przestać wymagać listów motywacyjnych. To fikcja. Rozumiem ideę listów motywacyjnych na stanowiska kierownicze menedżerskie, tam gdzie jest wymagane wykształcenie wyższe i wiedza specjalistyczna. Po co list motywacyjny na stanowisko magazyniera, sprzątaczki (sic!), kelnera, telemarketera itp.? Poza tym przecież listy są tylko pobieżnie czytane. A zasadniczą ich wadą jest to, że są stekiem kłamstw i zbiorem pochlebstw skierowanych do pracodawcy. Nie przesadzać z elementami graficznymi. Najczęściej przedstawiają zafałszowany obraz uśmiechniętych ludzi. Ci, co konstruują ogłoszenia, nie zdają sobie sprawy z tego, że szukanie pracy nie jest sielanką. Szukanie pracy bywa trudniejsze od samej pracy, a sposób, w jaki przedstawiane są ogłoszenia, sprawy nie ułatwia. Barokowa wręcz stylistyka tylko przeszkadza i rozprasza uwagę. Dokładne, jasne, przejrzyste i kompletne ogłoszenia szybciej docierają do zainteresowanych i spełniających warunki - po prostu przyśpieszają proces rekrutacji pracowników. Odpowiedź Anny Wojszkun-Ćwiek do artykułu " Prawda i fałsz ogłoszeń" autorstwa Małgorzaty Kolińskiej - Dąbrowskiej zamieszczonego na portalu "gazetapraca.pl" w dniu 13 kwietnia 2010 roku W Artykule podano, że Pan Janusz Andrysiak przeżył zaskoczenie gdy "... wybrał się .... na spotkanie rekrutacyjne do firmy finansowej". Jest to informacja nieprawdziwa, ponieważ w rozmowie telefonicznej uzgodniłam z Panem Januszem Andrysiakiem termin spotkania, a także od razu poinformowałam go, iż firma "VIP- SERVICE" prowadzi wstępną rekrutację w biurze na Żoliborzu jako pośrednik upoważniony przez instytucję finansową.
Nie jest również prawdziwy opis biura "VIP-SERVICE" w przedmiotowym Artykule. Użycie określeń: "działalność prowadzona dosłownie w garażu", "wszystko bardzo prymitywne: wystrój, niebie, stare zaplamione krzesła", że firma prowadzona jest "w tak obskurnym miejscu" nie mają potwierdzenia w rzeczywistości. Działalność jest prowadzona na parterze domu jednorodzinnego w prestiżowej dzielnicy Żoliborz - Oficerski. W opinii klientów, z którymi pracujemy od lat, standard naszego biura oceniany jest wysoko. Biuro jest zadbane, czyste i eleganckie. Gazetapraca.pl zamieściła powyższe informacje bez ich weryfikacji i sprawdzenia.
Stwierdzenie dotyczące mojej osoby" zresztą chyba nie ma takich kwalifikacji", jest również nieprawdziwe i podważa kompetencje oraz reputację jaką cieszę się od lat w swojej branży. Posiadam kwalifikacje do rekrutacji zarówno pracowników z Polski jak i z zagranicy. VIP-SERVICE" działa jako agencja zatrudnienia i posiada upoważnienia do działania w tym zakresie od klientów, z którymi współpracuje. Wykształcenie i staż zawodowy oraz kilkuletnie doświadczenie potwierdza, iż posiadam odpowiednie kwalifikacje do wykonywania tych czynności.
Wszystkie czynności wykonałam zgodnie z ustawą o promocji zatrudnienia. Domysły o tym dlaczego "ze strony internetowej UP zniknęła nagle oferta STPRIIO/0876" są nieprawdziwe, ponieważ zgodnie z przedmiotową Ustawą oferta jest ważna 14 dni od dnia jej zgłoszenia.
Anna Wojszkun-Ćwiek