Człowiek inaczej patrzy na życie

Anna Gorczyca, Rzeszów
2010-05-31, ostatnia aktualizacja 2010-05-31 12:51

W tej pracy trzeba lubić dzieci, często przydatne są talenty plastyczne, a czasem dobrze jest umieć piec torty. Co się zyskuje? Wdzięczność rodziców i uśmiech dziecka. Ta praca pomaga odróżnić rzeczy ważne od błahych.

Wolontariusze rzeszowskiego hospicjum wysyłają co roku kartki świąteczne do darczyńców
Fot. Fundacja Podkarpackie Hospicjum Dla Dzieci
Wolontariusze rzeszowskiego hospicjum wysyłają co roku kartki świąteczne do...
ZOBACZ TAKŻE

Pisanie CV może wydawać się frustrujące... - Jak zrobić to profesjonalnie?



Jolanta Żurek jest księgową. Pracuje w dużej rzeszowskiej firmie. Co dwa tygodnie, czasem częściej, staje się opiekunką kilkuletniego chłopca. - Jego brat ma wodogłowie. Rodzice, koncentrując się na opiece nad chorym dzieckiem, nie zawsze mają czas i siły, żeby temu zdrowemu dziecku poświęcać dużo czasu. Więc jeżdżę do nich i bawię się z nim. Czasem po drodze robię zakupy, czasem zostaję w domu z obydwoma chłopcami, a mama idzie coś załatwić - opowiada Jolanta Żurek.

Anna Czapka i Ewa Forystek studiują na Uniwersytecie Rzeszowskim. Ania od maja jeździ do czteroletniej dziewczynki z zespołem wad genetycznych. - Czytam jej książeczki, śpiewam, bawimy się - mówi Ania. Ewa zajmowała się dzieckiem z chorobą nowotworową. - Bawiłam się z nim. Na szczęście mój podopieczny wyzdrowiał. Teraz czekam na kolejną rodzinę, która będzie chciała pomocy wolontariusza - wyjaśnia.

Jolanta, Ewa, Ania są wolontariuszkami w fundacji Podkarpackie Hospicjum dla Dzieci. Pod opieką hospicjum jest ponad 40 dzieci. Część z nich to dzieci z chorobami nowotworowymi, ale większość jest nieuleczalnie chora. Dzięki pomocy pracujących w hospicjum lekarzy, pielęgniarek, rehabilitantów dzieci mogą być w domu. Fachowców wspierają wolontariusze. - Mamy wolontariuszy akcyjnych, którzy pomagają nam w zbiórkach pieniędzy, organizowaniu imprez na rzecz hospicjum, przy robieniu świątecznych kartek, które każdego roku wysyłamy do naszych darczyńców - mówi Rafał Ciupiński, prezes fundacji.

Wolontariuszem akcyjnym może zostać każdy. Żeby zostać wolontariuszem medycznym, który opiekuje się kimś w rodzinie, trzeba przejść specjalny 40-godzinny kurs. - To muszą być ludzie wrażliwi i ciepli, ale równocześnie tacy, którzy nie będą się rozklejać przy pacjencie czy jego rodzinie. Bo to nie jest pomoc - tłumaczy prezes fundacji. A Jolanta Żurek dodaje: - Najpierw jest rozmowa kwalifikacyjna, trzeba wypełnić ankietę, którą przegląda psycholog. W czasie rozmowy wstępnej zapytano m.in., czy umiem piec torty. Każdemu z dzieci hospicyjnych organizujemy uroczyste urodziny, domowy tort jest lepszy i tańszy niż kupiony w cukierni.

Zajęcia na kursie prowadzili psycholog, kapelan, pielęgniarka. - Mówiono nam, że o podopiecznych się nie opowiada wszystkim dookoła, żeby nie wchodzić z buciorami do tych rodzin, i jak mamy sobie radzić z uczuciami współczucia i żalu - mówią wolontariuszki. Po części teoretycznej kandydaci na wolontariuszy mieli kilkudniową praktykę. Razem z lekarzem jeździli do rodzin, które chciały pomocy wolontariuszy. - Jeśli między nami a rodziną zaiskrzyło, to potem do tych rodzin wracaliśmy - mówi Ewa Forystek. Po części praktycznej wiele osób zrezygnowało z wolontariatu.

Za swoją pracę wolontariusze w hospicjum nie dostają pieniędzy, nikt nie zwraca im za dojazd do rodzin. Dlaczego zdecydowali się na taką pracę? - Wolontariuszem zostałam z przypadku. Przyszłam do hospicjum w sprawie odpisu 1 procentu od podatku. Dałam się przekonać do udziału w kursie i zostałam. Wolontariat pewnie nie przyda mi się do awansu w pracy, ale współpracownicy wiedzą, czym się zajmuję w wolnym czasie. Dwa lata temu przed świętami zorganizowałam w pracy pierwszą zbiórkę na rzecz hospicjum, rok później koledzy sami dopytywali, kiedy będzie i dali drugie tyle - opowiada Jolanta.

- Chciałyśmy robić coś pożytecznego. Może kiedyś wpiszemy sobie do CV, że byłyśmy wolontariuszkami, ale chyba nie będziemy budować na tym kariery zawodowej - stwierdzają Ania i Ewa. Ania studiuje fizjoterapię i pedagogikę, a Ewa prawo.

Dziewczyny mówią, że najmilszą zapłatą za pracę z chorymi dziećmi jest reakcja dzieci. - Moja podopieczna już mnie rozpoznaje i uśmiecha się do mnie - mówi Ewa. Praca w hospicjum, dodatkowe zajęcia sprawiły, że lepiej organizują i wykorzystują czas. Jolana Żurek dodaje: - Jak się ma do czynienia z takimi historiami jak w hospicjum, człowiek inaczej ustawia hierarchię wartości. Inaczej patrzy na życie i ludzi. I to jest najcenniejsze.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów