Pisanie CV może wydawać się frustrujące... - Jak zrobić to profesjonalnie?
Jolanta Żurek jest księgową. Pracuje w dużej rzeszowskiej firmie. Co dwa tygodnie, czasem częściej, staje się opiekunką kilkuletniego chłopca. - Jego brat ma wodogłowie. Rodzice, koncentrując się na opiece nad chorym dzieckiem, nie zawsze mają czas i siły, żeby temu zdrowemu dziecku poświęcać dużo czasu. Więc jeżdżę do nich i bawię się z nim. Czasem po drodze robię zakupy, czasem zostaję w domu z obydwoma chłopcami, a mama idzie coś załatwić - opowiada Jolanta Żurek.
Anna Czapka i Ewa Forystek studiują na Uniwersytecie Rzeszowskim. Ania od maja jeździ do czteroletniej dziewczynki z zespołem wad genetycznych. - Czytam jej książeczki, śpiewam, bawimy się - mówi Ania. Ewa zajmowała się dzieckiem z chorobą nowotworową. - Bawiłam się z nim. Na szczęście mój podopieczny wyzdrowiał. Teraz czekam na kolejną rodzinę, która będzie chciała pomocy wolontariusza - wyjaśnia.
Jolanta, Ewa, Ania są wolontariuszkami w fundacji Podkarpackie Hospicjum dla Dzieci. Pod opieką hospicjum jest ponad 40 dzieci. Część z nich to dzieci z chorobami nowotworowymi, ale większość jest nieuleczalnie chora. Dzięki pomocy pracujących w hospicjum lekarzy, pielęgniarek, rehabilitantów dzieci mogą być w domu. Fachowców wspierają wolontariusze. - Mamy wolontariuszy akcyjnych, którzy pomagają nam w zbiórkach pieniędzy, organizowaniu imprez na rzecz hospicjum, przy robieniu świątecznych kartek, które każdego roku wysyłamy do naszych darczyńców - mówi Rafał Ciupiński, prezes fundacji.
Wolontariuszem akcyjnym może zostać każdy. Żeby zostać wolontariuszem medycznym, który opiekuje się kimś w rodzinie, trzeba przejść specjalny 40-godzinny kurs. - To muszą być ludzie wrażliwi i ciepli, ale równocześnie tacy, którzy nie będą się rozklejać przy pacjencie czy jego rodzinie. Bo to nie jest pomoc - tłumaczy prezes fundacji. A Jolanta Żurek dodaje: - Najpierw jest rozmowa kwalifikacyjna, trzeba wypełnić ankietę, którą przegląda psycholog. W czasie rozmowy wstępnej zapytano m.in., czy umiem piec torty. Każdemu z dzieci hospicyjnych organizujemy uroczyste urodziny, domowy tort jest lepszy i tańszy niż kupiony w cukierni.
Zajęcia na kursie prowadzili psycholog, kapelan, pielęgniarka. - Mówiono nam, że o podopiecznych się nie opowiada wszystkim dookoła, żeby nie wchodzić z buciorami do tych rodzin, i jak mamy sobie radzić z uczuciami współczucia i żalu - mówią wolontariuszki. Po części teoretycznej kandydaci na wolontariuszy mieli kilkudniową praktykę. Razem z lekarzem jeździli do rodzin, które chciały pomocy wolontariuszy. - Jeśli między nami a rodziną zaiskrzyło, to potem do tych rodzin wracaliśmy - mówi Ewa Forystek. Po części praktycznej wiele osób zrezygnowało z wolontariatu.
Za swoją pracę wolontariusze w hospicjum nie dostają pieniędzy, nikt nie zwraca im za dojazd do rodzin. Dlaczego zdecydowali się na taką pracę? - Wolontariuszem zostałam z przypadku. Przyszłam do hospicjum w sprawie odpisu 1 procentu od podatku. Dałam się przekonać do udziału w kursie i zostałam. Wolontariat pewnie nie przyda mi się do awansu w pracy, ale współpracownicy wiedzą, czym się zajmuję w wolnym czasie. Dwa lata temu przed świętami zorganizowałam w pracy pierwszą zbiórkę na rzecz hospicjum, rok później koledzy sami dopytywali, kiedy będzie i dali drugie tyle - opowiada Jolanta.
- Chciałyśmy robić coś pożytecznego. Może kiedyś wpiszemy sobie do CV, że byłyśmy wolontariuszkami, ale chyba nie będziemy budować na tym kariery zawodowej - stwierdzają Ania i Ewa. Ania studiuje fizjoterapię i pedagogikę, a Ewa prawo.
Dziewczyny mówią, że najmilszą zapłatą za pracę z chorymi dziećmi jest reakcja dzieci. - Moja podopieczna już mnie rozpoznaje i uśmiecha się do mnie - mówi Ewa. Praca w hospicjum, dodatkowe zajęcia sprawiły, że lepiej organizują i wykorzystują czas. Jolana Żurek dodaje: - Jak się ma do czynienia z takimi historiami jak w hospicjum, człowiek inaczej ustawia hierarchię wartości. Inaczej patrzy na życie i ludzi. I to jest najcenniejsze.