Psychotesty - czy potrafisz zarządzać czasem?
Przed mundialem włoskie media pisały, że państwowe firmy kategorycznie wykluczyły uleganie presji kibiców i nie pozwoliły na zarywanie godzin pracy tylko po to, żeby wspierać dopingiem narodową reprezentację. Doszło nawet do tego, że włoski minister ds. innowacji Renato Brunetta doradził rozmiłowanym w futbolu pracownikom wzięcie urlopu na czas turnieju w RPA.
Mecz w biurze Na szczęście dla włoskiej gospodarki (choć nieszczęśliwie dla kibiców) Włosi nie wyszli nawet z grupy, przegrywając mecz o życie ze Słowacją 2:3. Sukces naszych południowych sąsiadów zwiększył jednak liczbę polskich fanów przed telewizorami. Bo jak nie można dopingować swoich, to zawsze zostają sąsiedzi...
Tuż przed mistrzostwami w RPA brytyjski "The Wall Street Journal" podawał, iż według Chartered Management Institute w czasie trwania mundialu starty spowodowane spadkiem wydajności pracowników wyniosą w samej tylko Wielkiej Brytanii prawie półtora miliarda dolarów. PricewaterhouseCoopers doniósł z kolei, że ponad połowa brytyjskich mężczyzn zatrudnionych w biurach chce oglądać mecze, które akurat rozgrywane będą w godzinach pracy. Podobnie postąpić chciała co piąta Brytyjka. Według tamtejszych mediów większość firm nauczona doświadczeniami z poprzednich mistrzostw nie próbuje nawet walczyć z fanami piłki. A jak jest w Polsce? Portal MediaRun.pl podaje, że mecze pokazywane przez publiczną telewizję, w zależności od spotkania, ogląda od blisko 2 mln do nawet prawie 5 mln widzów. Spory procent tych milionów w trakcie trwania transmisji powinno wykonywać swoje zawodowe obowiązki.
Polacy albo oglądają mecze legalnie w pracy, albo śledzą ich przebieg ukradkiem na ekranach komputerów. Jeden z największych w Polsce operatorów sieci komórkowej na telewizorach rozstawianych w salonach, na których zwykle można oglądać kanały rozrywkowe, puszcza relacje ze spotkań w RPA. - Zdarza się, że ludzie, przechodząc obok i widząc telewizor, wchodzą, żeby obejrzeć mecz - mówi Anna, pracowniczka krakowskiego salonu operatora. Dodaje jednak, że pracownicy spotkania mogą oglądać jedynie kątem oka. - Wpatrywanie się w ekran przez cały mecz jest zabronione. Dlatego telewizor stoi w przejściu. Tylko mobilność pracujących u nas mężczyzn jakoś bardzo w ostatnich tygodniach wzrosła - żartuje.
Prawie jak "spotkanie z klientem" Nie wszyscy mają jednak tyle szczęścia. - Mundialu nie możemy oglądać, bo nie mamy w pracy telewizora, a większość stron internetowych jest zablokowana na stałe, żeby nie tracić czasu na serwisy społecznościowe - przyznaje Edyta, miłośniczka piłki nożnej i pracowniczka jednego z biur ubezpieczeniowych w Warszawie. - Ale koledzy znaleźli rozwiązanie. Zabierają do pracy laptopy z przenośnym internetem i programem do oglądania spotkań na żywo, i załatwione - uśmiecha się. - Szefostwo główne na razie się nie dowiedziało, a
kierownik placówki sam jest miłośnikiem futbolu - dodaje.
Co bardziej przezorni na czas półfinałów i finał zaklepali sobie już
urlop. Ale zdarzają się też tacy, którzy na czas trwania meczu wychodzą na "spotkanie służbowe"... Tak jak Robert,
programista z Olsztyna. - Telewizora w biurze nie mamy. To znaczy jest jeden, ale znajduje się piętro niżej od naszego
studia projektowego. Mniej interesujące mecze śledzimy w internecie, ale te bardziej ekscytujące, jak na przykład pojedynki o wyjście z grupy Anglii, Niemiec czy Włoch, wychodzimy już oglądać na żywo do pobliskiej kawiarni - przyznaje 30-latek. Odmeldowując się przed szefem, mówią, że wychodzą na "spotkanie w sprawie szczegółów projektu". - Ale to takie obopólne mruganie okiem, szef też jest kibicem i zdarza mu się nie pojawiać w pracy, kiedy gra jego ulubiona drużyna, czyli Hiszpania. Zdaje sobie sprawę, że wychodząc, niekoniecznie rozmawiamy z klientami - uśmiecha się Robert. Ale szybko dodaje, że mecze nie oznaczają obijania się w pracy. - Zostajemy dłużej, żeby dotrzymać terminów. Nie ma obaw, strat prze mundial nie będzie - zapewnia pracownik.
W najlepszej sytuacji okazują się być... pracownicy barów i pubów, gdzie spotkania rozgrywane w RPA pokazywane są na żywo. - Najlepsze jest to, że w trakcie spotkania mało kto nawet coś zamawia. Można więc spokojnie oglądać mecze - cieszy się Adam, barman w jednym z krakowskich pubów sportowych. - To jedna z takich chwil, kiedy uwielbiam swoją pracę - podkreśla.
Efektywny jak kibic Podczas gdy Zachód liczy przez mundial straty, polscy ekonomiści nie wróżą naszej gospodarce wielkich szkód spowodowanych zainteresowaniem Polaków mistrzostwami w RPA. Co więcej, uważają, że krótka przerwa na zaspokojenie kibicowskich potrzeb podczas rozgrywek jest wręcz wskazana. - Uważam, że jeżeli chodzi o efektywne wykorzystanie czasu pracy, to mamy ogromne rezerwy. Jeżeli zerkanie na wyniki mundialu zastępuje śledzenie różnych stron internetowych czy wyjście na papierosa, to pracodawcy nie mają powodów do zmartwień - komentuje Alfred Adamiec, ekonomista Noble Banku. - Może to nie jest dobra informacja dla pracowników, ale w polskich firmach, nawet prywatnych, nadal czuje się przerost zatrudnienia. Mundial więc na pewno nie pogorszy efektywności pracowników. Tym bardziej że Polacy w RPA nie grają. Dużo większym sprawdzianem dla polskiej gospodarki będą mistrzostwa Europy w 2012 - wyjaśnia.
Ireneusz Jabłoński, ekspert centrum im. Adama Smitha, ma podobne zdanie. - Sam co prawda rozgrywek na żywo nie oglądam, bo nie mam czasu, ale myślę, że dla tych, którzy żyją piłką nożną, jest to rodzaj rozrywki. Takiej, która relaksuje i pozwala rozładować złe emocje. A tym samym zwiększa efektywność i wydajność pracy - mówi.
Wątpliwości co do tego, czy pozwalać pracownikom śledzić mistrzostwa w RPA, nie ma również Leszek Stafiej, socjolog. - Tego typu wydarzenia jak wspólne oglądanie piłki nożnej to okazja do integracji i zacieśniania więzów w firmie. Pojawia się wiele nowych wspólnych tematów do rozmów. Myślę więc, że polityka pracodawców powinna skłaniać się ku większej wyrozumiałości niż ku zaostrzaniu rygorów w firmie na czas mundialu - podkreśla. - Takie okazje szef powinien wykorzystać, bo jak wiadomo, zadowolony pracownik, to lepszy pracownik.