Kiedy usłyszysz albo... albo

Małgorzata Kolińska-Dąbrowska
2010-07-12, ostatnia aktualizacja 2010-08-11 11:43

Jak pozbyć się niechcianego pracownika? Jak to zrobić, by miał jak najmniejsze szanse dochodzić praw w sądzie? Wystarczy znaleźć haka, a potem postawić ultimatum: albo dyscyplinarka, albo rozwiązanie umowy o pracę za porozumieniem stron. To bezprawne, ale - niestety - skuteczne.


Rys. Hanna Pyrzyńska-Piłat

Psychotesty - sprawdź, czy jesteś pracoholikiem



Większość pracowników w takiej sytuacji odchodzi z pracy. Nieliczni idą do sądu, by udowodnić, że zostali bezprawnie zwolnieni przy użyciu szantażu. Dlaczego? Bo nie mają siły psychicznej. Bo boją się stresu. Bo trudno udowodnić, że było się obiektem nacisku, bo przecież mało kto chodzi na rozmowę z szefem z dyktafonem. A do tego sądy pracy bardzo często podchodzą do spraw formalnie - jeżeli zawarto porozumienie stron, to znaczy, że pracownik rozstał się z firmą z własnej woli.

Mariola

- Przez pół roku od momentu, kiedy pani Krystyna została moją dyrektorką, proszę mi wierzyć, pół godziny przed wyjściem do pracy wymiotowałam ze zdenerwowania - opowiada pani Mariola. Pracowała jako asystentka dyrektora marketingu w dużej firmie medialnej. - Wchodziłam do sekretariatu i wiedziałam, że znowu usłyszę, że "jestem do niczego, że jestem beznadziejna, że nie spełniam żadnych standardów" - mówi dalej. - Szefowa często pokpiwała, pytając, jakim cudem przepracowałam tu 14 lat.

Pani Mariola pracowała w jednym miejscu od 1992 do 2008 roku. Była sekretarką i asystentką. - Każdy nowy szef po kilku dniach współpracy ze mną decydował, żebym została, bo znam firmę, procedury, jestem kompetentna i dobrze się ze mną pracuje. Przeżyłam kilku dyrektorów, bo ci zmieniali się co rusz. Niektórzy byli zastępcami, a potem awansowali, ale nigdy nikt nie powiedział mi, choć sama zawsze o to pytałam, że mam szukać sobie innej pracy - dodaje. - Może dlatego, że mam takie zasady: dobrze zrobić swoją robotę, nie plotkować, nie donosić, być lojalna wobec firmy. Wydawało się, że będzie tak dalej. Nowa dyrektor i asystentka współpracowały już jakiś czas. - 1 lipca 2008 roku w poniedziałek o godz. 15 nowa dyrektor zaprosiła mnie do gabinetu i wręczyła mi dwa pisma: na jednym było wypowiedzenie za porozumieniem stron, na drugim dyscyplinarka.

Pani Mariola od jakiegoś czasu nosiła się z zamiarem odejścia. Miała dość atmosfery w pracy. - To jednak ogromny stres. Nie rozumiałam, co się stało.

Okazało się, że szefowa wykorzystała jako pretekst do zwolnienia pewną sytuację sprzed kilku tygodni. Już wcześniej było wiadomo, że ktoś inny obejmie stanowisko asystentki. - Któregoś dnia przyszła do mnie sekretarka prezesa i poprosiła mnie o pomoc - o zeskanowanie dokumentów dotyczących osób, które miały wyjechać jako obsługa jednej z olimpiad. I przesłanie ich mailem. Skaner im się popsuł. Zgodziłam się. Kiedy zajmowałam się tą sprawą, pani dyrektor zainteresowała się, co robię. Mówię o tym, bo to ważne w tej historii. Skończyłam i wysłałam dokumenty do sekretariatu prezesa. Wszystko usunęłam z komputera, mając świadomość, że to informacje poufne, i zajęłam się swoją pracą.

Po trzech dniach wybuchła afera. - Te same dokumenty krążyły po całej firmie. Mnie oskarżono o przeciek.

Asystentka złożyła wyjaśnienia, szefowie je przyjęli i nastąpiła cisza. - Gdybym miała sprzedawać informacje, to nie takie. Miała w ręku umowy na zakup filmów. I określone kwoty. Bardzo interesujące konkurencję.

Spokój był do 1 lipca. Do popołudniowej rozmowy. - Byłam zaskoczona tym, co usłyszałam. Jakie porozumienie stron? Jaka dyscyplinarka? Powiedziałam, że muszę się chwilę zastanowić, porozmawiać z rodziną. Nie wiem, które pismo podpisać, bo to się wiąże z ewentualnym pozwem sądowym przeciwko pracodawcy. Usłyszałam, że nie ma takiej możliwości. Podpisuję i już. Zagroziła, że będzie mnie tak długo trzymała w pokoju, aż podpiszę. Zgłupiałam. Wydukałam, że to jest szantaż. Szefowa wzruszyła ramionami. Spytałam, na jakiej podstawie mnie zwalnia. To mnie powaliło. Usłyszałam: "Bo wynoszę tajne dokumenty. Nie ma do mnie zaufania". Poczułam, że muszę wyjść z tego pomieszczenia i przestać patrzeć na tę ironicznie uśmiechającą się kobietę. Podpisałam porozumienie stron - opowiada pani Mariola. Łamie się jej głos. Ma łzy w oczach. Choć minęło dwa lata i znalazła nową, dobrą pracę, emocje biorą górę. - Nawet nie zauważyłam, że wpisano mi tylko miesiąc wypowiedzenia. A mnie należały się już trzy.

Pani Mariola poszła do sądu pracy i wygrała. - Dlaczego nie poszła pani do sądu w sprawie wymuszenia podpisania porozumienia stron i mobbingu? - dopytuję. - Nie miałam na to ani siły, ani ochoty. Znajomi opowiadali, ile nerwów i zdrowia kosztuje proces. Zrezygnowałam. Chciałam tylko uciec z tej firmy, żyć normalnie - kończy pani Mariola.

Maria

Opowiada bardzo podobną historię. Także z mobbingiem w tle. Pani Maria przez kilkanaście miesięcy była nękana przez kierowniczkę działu. Pisała skargi do prezesa korporacji, do swojego dyrektora. Bez rezultatu. Aż do lipca 2007 r., kiedy jej przełożony obiecał, że zajmie się sprawą. Jednak wysłał ją na krótki urlop, żeby odpoczęła, bo jest przemęczona i zestresowana. - Choć już wtedy czekało na mnie pismo z wypowiedzeniem i zarzutami. To były same kłamstwa. Sformułowała je moja kierowniczka mobberka - tłumaczy pani Maria. - Mam na to dowody. Są w sądzie. Wypowiedzenie przygotowano na wypadek, gdybym nie podpisała rozwiązania umowy o pracę za porozumieniem stron.

Po powrocie do pracy została wezwana do szefa. - Miałam nadzieję, że poinformuje mnie, co zamierza zrobić w sprawie mobbingu. A usłyszałam od niego, że wykonuje czyjeś polecania, i zaproponował rozstanie za porozumieniem stron. Nie rozumiałam dlaczego. To mnie przez wiele miesięcy nękano. Chciałam zadzwonić do męża, razem zastanowić się, co robić. Usłyszałam: "Nie wyjdziesz z tego gabinetu. Masz trzy minuty na podpisanie dokumentu. Zamykam pokój. Wiem, że jak wyjdziesz, to pójdziesz do związków zawodowych lub na zwolnienie lekarskie. A ja za to odpowiem głową". Zapytałam, co będzie, jak nie podpiszę. "To zostaniesz zwolniona dyscyplinarnie" - usłyszałam. "Coś się wymyśli. Mogłaś się na mnie rzucić w furii. Ostatnio jesteś stale zestresowana, roszczeniowa i agresywna. Masz jakieś wydumane pretensje. Koledzy na moją prośbę to na pewno potwierdzą. W ostateczności mogłaś być nietrzeźwa" - przekonywał mnie szef. Co miałam zrobić? Podpisałam.

Pani Maria złożyła pozwy do sądu pracy - o mobbing, o bezprawne zwolnienie. Proces jeszcze trwa. Na jednej z rozpraw były dyrektor, a dziś także były pracownik tej firmy, opowiedział sądowi scenę zmuszania do podpisania zgody na rozwiązanie umowy o pracę.



Warto walczyć

Dwa tygodnie temu warszawski sąd pracy uznał, że wpisanie jednej z dziennikarek publicznej rozgłośni w 2007 roku na listę zwolnień grupowych, a przede wszystkim zmuszenie jej do podpisania zgody na rozwiązania umowy o pracę za porozumieniem stron, było przejawem "dyskryminacji w zatrudnieniu". Wyrok jest precedensowy, bo dziennikarka odeszła z radia za porozumieniem stron. Tyle że wymuszonym przez pracodawcę. Sąd przyznał dziennikarce odszkodowanie.



Danuta Rutkowska, rzeczniczka Głównego Inspektoratu Pracy

W ubiegłym roku co piąta otrzymana przez nas skarga, a było ich w sumie ok. 35 tys., dotyczyła nawiązania i rozwiązania stosunku pracy. Tylko taką informacją dysponujemy. Szczegóły, ile z nich to wymuszenie podpisania zgody na rozwiązanie umowy o pracę za porozumieniem stron, są w naszych inspektoratach rozsianych po całym kraju. Ale problemem zajmował się Sąd Najwyższy i stwierdził, że "nie można stawiać znaku równości między poinformowaniem pracownika o zamiarze rozwiązania z nim umowy o pracę a groźbą. Jednakże ze względu na okoliczności sprawy można uznać, że w konkretnych sytuacjach doszło do szantażowania pracownika i celowego działania wymuszającego na nim zgodę na rozwiązanie stosunku pracy na podstawie porozumienia stron, zwłaszcza gdy podstawy nie istnieją lub są wysoce wątpliwe. W takich szczególnych okolicznościach pracodawca narusza zasady współżycia społecznego, a groźba jest oczywiście bezprawna.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 13 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

  • W USA wiekszosc ludzi pracuje bez umow sselrats 13.07.10, 00:17

    Zatrudnienie jest dobrowolne z obu stron. I jakos nie brakuje ani motywacji ani lojalnosci. Odpowiedzialnosc jest tym tak w Polsce zapomnianym slowem.A jak sobie maly Kazio wyobraza: »