Kłamstwo sposobem na dobre CV - wypowiedz się
Gdy pracodawca prowadzi rozmowy rekrutacyjne, dość łatwo mu odrzucić kandydata, którego fryzura czy budowa ciała wydają się nieodpowiednie do danego stanowiska. Bardzo gruby kelner, który z trudnością przeciska się między restauracyjnymi stolikami, radca prawny z fioletowymi włosami - to nie są wymarzeni pracownicy. Co jednak zrobić, jeśli dotychczas przeciętnie wyglądający kucharz zapragnie mieć najdłuższe włosy na świecie, a policjant gwałtownie utyje?
Dopóki fryzura, tatuaż, makijaż czy tusza nie wpływają negatywnie na wykonywanie obowiązków, pracodawca nie ma w zasadzie podstaw do interwencji. - Wygląd jest naszą prywatną sprawą i pracodawca ma prawo w niego ingerować tylko w zakresie niezbędnym i uzasadnionym - mówi mec. Piotr Górny, radca prawny w kancelarii Adwokacko-Radcowskiej Czyżowski Górny Skwara. - Dozwolone wymagania dotyczą z reguły stroju służbowego, a nie tuszy, wzrostu, wyglądu czy twarzy. Pracodawca nie może selekcjonować pracowników według urody, ale może wymagać schludnego wyglądu czy zachowania zasad higieny.
Art. 100 kodeksu pracy zobowiązuje pracownika, by stosował się do poleceń przełożonych, które dotyczą pracy, jeżeli nie są sprzeczne z przepisami prawa lub umową o pracę. To oznacza m.in., że jeśli zdaniem pracodawcy nasz wygląd przekłada się na wynik pracy, może on określić w regulaminie pracy wymagania w tym zakresie. Trudno jednak udowodnić, że np. ostry makijaż ma negatywny wpływ na pracę księgowej lub sprzątaczki.
Gruba hostessa? Zapomnij! Wydajność może wiązać się z tuszą. Jeśli pracownik w czasie zatrudnienia znacznie utyje, może już nie być w stanie wykonywać pewnych zadań - np. przemieszczać się jako stewardesa między fotelami w samolocie czy gonić przestępcy jako policjant. W policji, a także w strażach miejskich prowadzone są okresowe testy sprawnościowe. Zły wynik teoretycznie oznacza, że pracownik przestał spełniać warunek sprawności fizycznej wymagany w danym zawodzie i może stracić pracę.
Brak zmian w wyglądzie pracowników, szczególnie jeśli chodzi o tuszę, to powód do zmartwień w agencjach zatrudniających hostessy. - W stałych umowach często jest zastrzeżenie, że hostessom nie wolno zmieniać wyglądu tak, aby mogło to zniechęcić klientów. Nie mogą np. wykonywać tatuaży w widocznych miejscach - mówi Mateusz Czarnecki, właściciel agencji hostess i modelek PiękniMłodzi.pl. - W przypadku hostess działających na zasadach luźnej współpracy wszystko i tak reguluje rynek - hostessy o awangardowym wyglądzie rzadziej otrzymują zlecenia.
Potwierdza to Katarzyna Kural, właścicielka agencji hostess InPlus: - Dziewczyny o typowej urodzie są chętniej wynajmowane przez klientów, ponieważ zależy im na tym, aby hostessy wyglądały podobnie.
Kucharz hipis? Ujdzie Włos w zupie jest jednym z częstych motywów w dowcipach o lokalach gastronomicznych. Mimo to kucharz może spokojnie zapuszczać włosy, bo żadne przepisy pracownicze tego nie zabraniają. Są za to regulacje sanepidu, które mogą do tego zniechęcić. - Bardzo długie włosy są dla kucharza dość uciążliwe - mówi Bastian Kolczyński, szef kuchni firmy Chochla.com z Warszawy. - Zgodnie z przepisami trzeba je chować pod czepkiem lub dokładnie spinać. Zakłada się, że do zupy włos może spaść tylko z głowy, zatem wąsy i brodę pracownik gastronomii może zapuszczać spokojnie.
Pracownicy front office w gastronomii na ogół nie mogą przesadzać z ekstrawagancją. Klienci na podstawie ich wyglądu oceniają lokal i jeśli wygląd obsługi budzi zastrzeżenia, właściciel firmy narażony jest na utratę gości oraz zysków.
- W eleganckich lokalach kelnerzy, którzy łamią normy związane z wyglądem, są często karani nieformalnie - obsługują np. mniej uczęszczane stoliki, co przekłada się na gorsze zarobki - mówi Bastian Kolczyński. - Zawód kelnera uległ pewnego rodzaju dewaluacji w ostatnich latach i wykonują go często ludzie bez starannego przygotowania związanego z etykietą i elegancją. Jeśli nie działa wspomniany argument ekonomiczny, często konieczna jest rozmowa dyscyplinująca.
Lokale gastronomiczne mają bardzo wiele wewnętrznych zaleceń dotyczących wyglądu personelu. Najbardziej typowe przytacza Sebastian Krauzowicz, szef kuchni hotelu Crocus w Zakopanem:
mężczyźni nie powinni nosić kolczyków oraz innej biżuterii niż zegarek czy obrączka,
należy unikać używania zbyt intensywnych perfum oraz wody kolońskiej,
lakier do paznokci u kobiet powinien mieć barwę klasyczną oraz nie wykazywać ubytków,
u panów nie dopuszcza się kilkudniowego zarostu,
do uniformu nie wolno przypinać ozdób innych niż zalecane przez firmę. Tolerancyjny pracodawca? Coraz częściej Piotr Pawłowski, właściciel firmy doradztwa personalnego Future Time, a wcześniej menedżer w wielu firmach, uważa, że pracodawcy coraz mniej sprzeciwiają się ekstrawaganckiemu wyglądowi pracowników: - Gdy kilkanaście lat temu pracowałem dla dużej firmy obuwniczej, zaproszono mnie do rozmów o współpracy z brytyjską firmą. Menedżer, który ją reprezentował, manifestował wyglądem przynależność do kręgu subkultury rocka alternatywnego. Miał długie włosy, kolczyki w kilku miejscach na twarzy. Musiałem długo przekonywać innych członków zarządu, żeby nie przejmowali się jego niecodziennym wyglądem, tylko patrzyli na możliwości rozwoju biznesu. Na Zachodzie oryginalny wygląd nie był już wtedy problemem.
Dziś także w Polsce w niektórych branżach (np. reklama, tekstylia) nietypowy wygląd to dozwolona manifestacja oryginalności. Sam Pawłowski, który poza pracą w biznesie od wielu lat stanowi filar alternatywnego zespołu Made in Poland, nie mieści się w kanonach wyglądu typowego menedżera. Nie wpłynęło to jednak negatywnie na jego karierę zawodową.
Monika Olejniczak,
dyrektor ds. personalnych Johnson & Johnson, uważa, że rozluźnienie norm dotyczy także stroju: - Jeszcze 10 lat temu pracownicy z biur wyglądali prawie tak samo. Dziś, gdy coraz bardziej liczy się kreatywność i wyniki pracy, a nie wygląd, stare kodeksy pełne zakazów i nakazów zostają wyparte przez luźniejsze zasady. Wygląd w pracy należy dostosować do osób, z którymi mamy relacje zawodowe. Od pracowników biurowych, księgowości czy administracji, gdzie prawie nie ma relacji z klientem, nie ma sensu wymagać garniturów i garsonek.
Użytkownicy Punk Forum na www.forum.punkserwis.org potwierdzają, że wygląd nie przeszkadza na ogół w pracy. Old Crewman, który pracuje w szkole, pisze: "Gdy pracowałem w podstawówce, prowadzałem wycieczki dzieciaczków z klas pierwszych (pierwsza para ze mną za rączkę) w glanach, czarnych dżinsach, czarnym fleku i w długich batach - rodzice robili zdjęcia. Ale z negacją się nie spotkałem, a w liceum to nawet chętniej odwiedzali gabinet pedagoga".
Paweł Ziółkowski, prawnik z Biura Doradztwa Gospodarczego z Warszawy, uważa, że pracownik nie musi rezygnować całkowicie ze swojego stylu. Wystarczy dostosować wygląd do sytuacji. - Gdy niedawno prowadziłem szkolenie, z dworca odebrał mnie pracownik firmy, który miał na sobie bojówki, a w brwi kolczyk - opowiada. - Drugiego dnia ten sam człowiek reprezentował firmę na szkoleniu. Zdjął kolczyk i założył nienaganny garnitur. Żadnego konfliktu stanowiska i wyglądu nie było.