Życie za pasję - Pamięci Steve'a Irwina

Animal Planet
2010-09-03, ostatnia aktualizacja 2010-09-03 16:57
Fot. Animal Planet

Poznaj człowieka, który przypłacił życiem swoją wielką pasję.



Podróże po całym globie, niebezpieczne wyprawy, sceny mrożące krew w żyłach, stawanie twarzą w twarz z najniebezpieczniejszymi na świecie gatunkami zwierząt - to zawodowa codzienność łowców krokodyli. Czy narażają życie wyłącznie dla pasji? Głównym ich celem jest ocalenie zagrożonych wyginięciem gatunków zwierząt oraz ochrona naturalnych ekosystemów. Z pewnością najbardziej znanym przedstawicielem tego niecodziennego zawodu był Steve Irwin. 4 września 2006 roku zmarł w wyniku ugodzenia przez jadowitą płaszczkę.

Od dziecka pasjonował się dziką naturą. Nie bał się pokonywać kolejnych granic, aby być jak najbliżej fascynującego świata przyrody. Jego rodzice prowadzili niewielki park gadów Queensland Reptile and Fauna Park. Steve zajmował się wtedy łapaniem krokodyli na terenach zamieszkałych i przenoszeniem ich w bezpieczne, odludne tereny. Jako dorosły mężczyzna zaczął podróżować po różnych zakątkach świata w obronie zagrożonych wyginięciem gatunków zwierząt. Wszystkie zarobione pieniądze inwestował w zakup ogromnych obszarów ziemi w Stanach Zjednoczonych, Australii, na Fidżi i Vanuatu z przeznaczaniem na rezerwaty przyrody. Dzięki oszczędnościom spełnił również swoje marzenie - założył własne zoo w Beerwah, w stanie Queensland w Australii.

Irwin całe życie poświęcił ochronie dzikich gatunków zwierząt, ale to właśnie łapanie krokodyli i profesjonalne zajmowanie się ich transportem było jego głównym zajęciem. Jako mistrz w swoim fachu Steve opracował "przewodnik łowcy". Używał trzech różnych sposobów chwytania wielkich gadów: w siatkę, w pułapkę w kształcie bramy oraz w wodną pułapkę. Metody te wymagają od poławiaczy wielu lat doświadczenia - muszą nie tylko właściwie ustawiać pułapki, ale także umieć potem bezpiecznie wypuścić krokodyla na nowym terytorium.

Pierwsza metoda, chwytanie w siatkę, była używana przez Steve'a od początku jego kariery aż do lat 90. Łowca musi opanować zasady prawidłowego ustawiania siatki - metoda oznacza spotkanie z krokodylem "twarzą w twarz". - Kiedy krokodyl jest w wodzie, a nad powierzchnię wystaje mu tylko czubek głowy, bardzo trudno oszacować jego wielkość. Jest jednak łatwy sposób - ocena śladu pozostawionego w mule. Można również sprawdzić liczebność stada, hierarchię osobników i ich zachowania - zapewniał Steve. Najlepszym miejscem na ustawienie siatki jest łagodne zejście do wody. Siatkę należy rozpiąć przy najbliższych drzewach - muszą mieć wysokość przynajmniej 6 metrów, aby ich gałęzie utrzymały siatkę ważącą nawet 400 kg. Pułapka powinna być ustawiona do 5 metrów w głąb wody, na maksymalnej głębokości jednego metra (inaczej istnieje ryzyko, że krokodyl utonie w siatce, zanim wyciągniemy go na brzeg). Siatka musi być na tyle duża, aby zwierzę mogło wyjść z niej, nie dotykając głową jej góry. Jeśli krokodyl ma na przykład 3,5 metra długości, wówczas siatka osiąga prawie 5 metrów długości, 1,5 metra szerokości i metr wysokości.

Druga metoda - pułapka w kształcie bramy - jest pewną modyfikacją pułapki siatkowej. Zamiast sznurka używane są tutaj metalowe pręty. Podstawową zaletą tej metody jest szybkość budowy - można ją zamontować szybciej, niż siatkową pułapkę. Klatka sprawdza się szczególnie tam, gdzie siatka tonie - na mieliznach lub brzegach wartkich rzek. Krokodyl wchodzi przez otwartą bramkę, kiedy całe jego ciało zmieści się w klatce, opuszczają się przednie kraty i zwierzę zostaje bezpiecznie schwytane.

Wodna pułapka została wymyślona przez Steve'a w 2000 roku. - Modyfikujemy ją cały czas w miarę powiększania wiedzy na temat pułapek - pisał na swojej stronie internetowej. - Te pułapki okazały się niewiarygodnym sukcesem - nigdy nie zawiodły, nigdy się nie zepsuły - dodawał. Były zbudowane z aluminium - bardzo lekkie, ale i mocne zarazem. Główną zaletą konstrukcji jest to, że nie trzeba jej zakładać przy lądzie - łowca po prostu zabiera pułapkę na pokład łodzi i umieszcza ją w dowolnym miejscu w rzece. - Najważniejsze jest dobro krokodyli - w takiej pułapce zwierzęta mogą przebywać chwilę w wodzie i mniej się stresują - twierdził Steve.

Praca Steve'a nie ograniczała się wyłącznie do chwytania krokodyli. Jako gorącemu orędownikowi praw zwierząt zależało mu na wypracowaniu "kompromisu" pomiędzy światem ludzi i dzikich stworzeń. Steve wyruszył na pomoc rolnikom uprawiającym pola ryżowe, robotnikom z plantacji herbacianych i pasterzom bawołów. Całym sercem angażował się w wielogodzinne rozmowy, by wytłumaczyć im, jak uniknąć ukąszenia. Dzięki temu ocalono wiele zagrożonych wyginięciem gatunków węży. Jeździł również z misjami badawczymi na Antarktykę, gdzie odwiedzał siedliska lęgowe z setkami tysięcy pingwinów. Próbował również przechytrzyć sprytne, ważące nawet do 450 kg lamparty morskie. Każda wyprawa łowcy krokodyli była inna, ale za każdym razem pełna wyzwań.



Jak naprawdę wyglądało codzienne życie Łowcy krokodyli? Oglądaj Pamięci Steve'a Irwina w sobotę, 4 września od godziny 15:00 oraz w niedzielę, 5 września od godziny 9:00 na kanale Animal Planet.

  • 32 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

  • Lubilem go ogladac, ale nie za opowiesci the_rapist 04.09.10, 15:04

    o zwierzatkach, ale za jego fantastyczny akcent. »

  • Życie za pasję - Pamięci Steve'a Irwina winogronka.easy 04.09.10, 16:33

    A mi się bardzo nie podoba co ten gość z tymi zwierzętami wyprawiał. Właściwiepo co on to robił? Z pasji? Ale czy każda pasja jest godna podziwu? Moimzdaniem nie fascynował się przyrodą ale »

  • Życie za pasję - Pamięci Steve'a Irwina starveling 04.09.10, 23:21

    Prawda jest - była taka, że po prostu był showmanem, a jego programy balansowały na granicy cyrku i kreacji własnej osoby, przy jednocześnie bardzo infantylnych komentarzach. Jego programy »