Za śledczych się nie uważają

Michał Świech
2010-09-06, ostatnia aktualizacja 2010-09-06 08:59

Chociaż, zgodnie z literą prawa, mogą pojawić się u pracodawcy o każdej porze dnia i nocy, inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy nie są współczesnym wcieleniem Eliota Nessa. W przeciwieństwie do tropiącego mafię agenta FBI ograniczeni są obowiązującym prawem oraz pragmatyzmem.

Na początku może być skarga. Skarga może zrodzić się ze spotkania pracownika i przedstawiciela inspekcji pracy w ramach prowadzonego przez OIP poradnictwa. Pracownik może mieć wątpliwości dotyczące legalności swojego zatrudnienia, może też uważać, że jego prawa są naruszane. Kiedy swoje podejrzenia potwierdzi na spotkaniu, składa pisemną skargę. W ten sposób jego sprawa nabiera rozpędu i trafia do puli rozpatrywanej przez inspektorów.

Skąd się biorą skargi?

Może się też zdarzyć, że skarga wpłynie drogą elektroniczną lub poprzez tradycyjną pocztę. Jeśli jest podpisana, również znajdzie się wśród planowanych kontroli. Jeśli jest anonimowa, szanse na to są znacznie mniejsze. - Skargi anonimowe rozpatrujemy czasami - mówi Agata Kostyk-Lewandowska z wrocławskiego Okręgowego Inspektoratu Pracy we Wrocławiu - Jeżeli na jej podstawie możemy wnioskować, że może dojść zagrożenia życia, interweniujemy - wyjaśnia. Pracownicy, którzy chcieliby donieść na pracodawcę na przykład nieprawidłowo rozliczającego czas pracy, muszą przełamać swój strach i podpisać się imieniem i nazwiskiem.

We wrocławskim OIP sprawy wynikające ze skarg zajmują inspektorom najwięcej czasu. Przypadków tego rodzaju jest tak dużo, że czasem trzeba przesuwać kontrole planowe. Jednak najpoważniejszym elementem pracy inspektorów są wypadki przy pracy. - Kiedy dochodzi do wypadku śmiertelnego, jesteśmy na miejscu niezwłocznie. Nierzadko zanim ofiara zostanie zabrana z miejsca zdarzenia - mówi Agata Kostyk -Lewandowska.

Wypadki na pierwszym miejscu

Wypadki to dla inspektorów rzecz priorytetowa z oczywistych względów. Na szczęście ich liczba stale się zmniejsza. O ile w 2008 roku poszkodowanych w takich zdarzeniach było w całym kraju nieco ponad 104 tys. osób, to w roku 2009 tylko 87 tys. Coraz mniejsza jest też liczba wypadków śmiertelnych i takich, w których poszkodowani znajdują się w ciężkim stanie. W 2009 roku tych pierwszych było 401, drugich 827.

Priorytetowy charakter wypadków przy pracy oznacza dla inspektorów m.in. to, że zjawiają się u pracodawcy bez zapowiedzi. - Trudno informować pracodawcę, u którego zdarzył się wypadek, że za siedem dni przyjedzie do niego inspektor - wyjaśnia Agata Kostyk-Lewandowska. Zwłaszcza, że w przypadku wypadków ciężkich, śmiertelnych lub zbiorowych pracodawca ma obowiązek zawiadomić odpowiedni inspektorat. Także dla samej firmy lepiej, żeby inspektorzy pojawili się jak najszybciej. Jeśli wypadek miał miejsce przy maszynie, nie można jej ruszać do momentu przeprowadzenia dochodzenia. Nieużywana przez tydzień maszyna to dla firmy same straty, lepiej więc jeśli wszystko przebiegnie szybko i sprawnie.

Żmudna praca z papierami

Inspektorzy pracy w 2009 roku zbadali przyczyny i okoliczności ponad 2,3 tys. wypadków. Wśród przyczyn dominowały te tzw. ludzkie - stanowiły blisko połowę wszystkich ustalonych przez inspektorów przyczyn.. To głównie nieprawidłowe zachowanie pracownika. Przyczyny określone jako organizacyjne (40%), w przeważającej mierze dotyczyły sfery ogólnej organizacji pracy. Najrzadziej do wypadków dochodziło z przyczyn technicznych.

Dochodzenia związane z wypadkami to praktycznie jedyne okazje do wykazania się przez inspektorów pracy umiejętnościami śledczymi. W pozostałych przypadkach pracują głównie z dokumentami. Sprawdzana jest dokumentacja, ewidencja czasu pracy itp. Czasem trzeba porozmawiać z pracownikami. Z reguły są to żmudne działania, które z pracą agenta Tomka mają niewiele wspólnego.

Znienacka lub z zapowiedzią

Jak wygląda kontrola? Wróćmy do przykładowej skargi wniesionej przez pracownika, który na spotkaniu w OIP upewnił się, że jego prawa są łamane. Inspektor, który zabiera się za taką sprawę staje przed wyborem: może zawiadomić pracodawcę o swojej wizycie, może też pojawić się w zakładzie niespodziewanie. Od czego zależy wybór? Ostatecznie decyduje pragmatyzm. - Ustawa o inspekcji pracy daje nam prawo kontroli o każdej porze dnia i nocy - mówi Agata Kostyk-Lewandowska. - Z drugiej jednak strony ustawa o swobodzie prowadzenia działalności gospodarczej nakazuje nam poinformować pracodawcę na siedem dni przed kontrolą - dodaje. Sprawę komplikują regulacje międzynarodowej Konwencji Pracy. - Daje nam ona prawo do niezapowiedzianej kontroli u pracodawców działających w przemyśle i handlu - wyjaśnia Kostyk-Lewandowska. Jeśli więc skarga dotyczy jednej z tych branż - inspektor może zdecydować się na niezapowiedzianą wizytę u pracodawcy. W przypadku firm działających w branży usługowej jest już inaczej.

Regulacje prawne to tylko część dylematów inspektora. Ważne jest bowiem także to, czy zaskoczenie będzie celowe. Pracownikom podejrzewającym swojego pracodawcę o nieuczciwość może się wydawać, że jedynie kontrola przeprowadzona z zaskoczenia będzie w pełni skuteczna. Inspektorzy są jednak innego zdania. Dla nich ważne jest, żeby mogli przeprowadzić ją szybko i sprawnie. Z tego względu, jeśli rzecz dotyczy zaległości płacowych, błędnych regulaminów czy nieprawidłowości w ewidencji czasu pracy, korzystniejsze może być przeprowadzenie kontroli wcześniej zapowiedzianej. Pracodawca może wówczas przygotować niezbędne dokumenty, co znacznie skróci czas potrzebny na kontrolę. Z drugiej strony w ciągu siedmiu dni przed kontrolą trudno wymazać wszystkie błędy czy świadome nadużycia. Co inspektorzy mają znaleźć, i tak znajdą.

Inaczej jest, kiedy inspektor podejrzewa, że pracodawca zatrudnia ludzi nielegalnie. W takiej sytuacji wcześniejsza informacja podważałaby sensowność kontroli.

Stałe posterunki

O tym, że element zaskoczenia jest inspektorom ciągle przydatny świadczyć mogą dane Głównego Inspektora Pracy. W 2009 roku w co piątym spośród 20 tys. skontrolowanych podmiotów, inspektorzy pracy ujawnili nielegalne zatrudnienie. Najwięcej takich przypadków stwierdzono w branży transportowej, hotelarskiej i restauracyjnej oraz budowlanej. W porównaniu z okresem wcześniejszym, wzrosła skala naruszeń przepisów w zakresie zgłaszania do ubezpieczenia społecznego. Nieprawidłowości takie stwierdzono w co czwartej kontrolowanej firmie.

W przypadku niektórych pracodawców o niezapowiedzianej wizycie w ogóle nie ma mowy. - Na budowanym na Euro 2012 stadionie powinniśmy postawić sobie własny kontener - żartuje Agata Kostyk-Lewandowska. Stadion kontrolowany jest regularnie, także ze względu na to, że przestrzeganie przepisów prawa pracy i bhp u pracodawców realizujących inwestycje związane z mistrzostwami jest jednym z priorytetów PIP. Wrocławski przypadek pokazuje też, że inspektorzy pracy mogą - oprócz kontrolnej i śledczej - pełnić także rolę edukacyjną. - Stadion we Wrocławiu buduje firma niemiecka - mówi Kostyk-Lewandowska. - Na początku musieliśmy nauczyć jej szefów polskich przepisów, które w szczegółach różnią się od niemieckich. Ciężko było im zaakceptować zwłaszcza niektóre anachroniczne przepisy bhp - wyjaśnia.

Uśmiechnięta twarz i bloczek z mandatami

Edukacja pracodawców prowadzona jest także w inny sposób. Kto ma wątpliwości, może zgłosić się do okręgowej inspekcji pracy i przystąpić do prowadzonego przez nią programu "Zdobądź dyplom PIP". O co chodzi? - Inspekcja pracy działa na rzecz obu stron - zarówno pracowników jak i pracodawców - wyjaśnia Kostyk-Lewandowska. W przypadku firmy przystępującej do takiego programu inspektor krok po kroku wyjaśnia wszystkie kwestie związane z prawem pracy czy przepisami bhp.

Taki pracodawca ma do czynienia z uśmiechniętą twarzą inspekcji. Ta bardziej poważna pojawia się wtedy, kiedy trzeba pracodawcę ukarać grzywną. Inspektor wprawdzie bloczek z mandatami wyciąga niechętnie, ale kiedy już go położy na stole, musi wypisać liczbę czterocyfrową. Grzywny mieszczą się między tysiącem, a dwoma tysiącami złotych. W przypadku pracodawców-recydywistów inspektor może wypisać mandat w wysokości pięciu tysięcy złotych.

Jeśli uzna, że kara jest nieadekwatna do popełnionego wykroczenia, może skierować sprawę do sądu. Intencją kontrolującego może być w tym przypadku zmniejszenie obciążenia nakładanego na pracodawcę. Przykład? Tysiąc złotych mandatu dla osoby prowadzącej osiedlowy warzywniak i zatrudniającej kogoś na jedną czwartą etatu może być poważnym ciosem. Sąd może uznać, że grzywna będzie niższa lub w ogóle jej nie zasądzać. Z drugiej strony, kiedy firma jest duża, a wykroczenie poważne adekwatność wysokości grzywny może oznaczać konieczność jej drastycznego podniesienia. Sąd może nakazać zapłatę nawet trzydziestu tysięcy złotych kary.

Przez płot, zupełnie anonimowo

Odżegnujący się od wizerunku agentów inspektorzy muszą czasem stawiać czoła pracodawcom nastawionym konfrontacyjnie. - Zdarzyło się kilka razy, że agresywny pracodawca przechodził do rękoczynów - przyznaje Agata Kostyk-Lewandowska. Kilku jej kolegów zostało poszczutych psami. - Nie można generalizować, ale im bardziej agresywny pracodawca, tym więcej ma na sumieniu - podsumowuje.

Tym, co sprawia, że niektórym praca inspekcji może przywodzić na myśl działania podejmowane przez tajne służby jest konieczność utrzymania anonimowości osób zgłaszających skargę. Opisywany wcześniej, przykładowy pracownik donoszący na swojego pracodawcę może więc liczyć na pełną ochronę danych. Inspektorzy nie ujawniają żadnych informacji na temat pracowników zgłaszających nieprawidłowości (wyjątkiem są sprawy związane z wypadkami). Ochrona pracowników posunięta jest tak daleko, że pracodawcy nie informuje się nawet o tym, że kontrola przeprowadzana jest z powodu skargi. Inspektorzy zawsze zachowują się tak, jakby prowadzili działania rutynowe, zaplanowane wcześniej.

Przykład? Inspektor nigdy nie ogranicza kontroli do pracownika, który wniósł skargę. Zawsze sprawdza większą liczbę osób, zwykle około dziesięciu. Kiedy firma ma więcej działów, kontrolowanych jest kilka z nich. Taka ostrożność sprawia, że trudniej jest dojść do tego, kto na pracodawcę doniósł. Chyba, że firma jest mała, zatrudnia dwie lub trzy osoby. Wówczas żadne środki ostrożności mogą nie pomóc.

Inspektorzy PIP starają się zachować wizerunek ludzi przyjaznych zarówno pracodawcom jak i pracownikom. Jednak z natury rzeczy ich działania skupiają się na kontroli tych pierwszych. Dopóki pamiętają o tym, że z Nietykalnymi łączy ich głównie dbałość o przestrzeganie obowiązującego prawa, dopóty wszystko jest w porządku. Inaczej niż w przypadku ludzi Eliota Nessa, od ich decyzji można się odwołać, można też poskarżyć się na zachowanie samego inspektora. Najważniejsze jednak, żeby się ich nie bać. Dotyczy to zarówno pracodawców, jak i pracowników, którzy często wolą milczeć niż zgłaszać się z problemem do PIP.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy