Przepisy mówią jasno - Zakład Ubezpieczeń Społecznych wypłaca rentę wypadkową i odszkodowanie tylko wtedy, jeżeli do wypadku dochodzi w pracy. Za skutki wypadku w drodze do pracy takie świadczenia się nie należą. Tyle że w przypadku tysięcy przedsiębiorców, którzy prowadzą swoje małe firmy i sami decydują, kiedy są w pracy, a kiedy nie, trudno to rozgraniczyć. Zwłaszcza że w czasie pracy często przemieszczają się z miejsca na miejsce. Ilu z nich ulega wypadkom podczas podróży? Ilu spotyka się z odmową uznania roszczenia, bo według ZUS do zdarzenia dochodziło w drodze do pracy? Takich statystyk nie ma, bo... ZUS nie liczy, ilu osobom odmówił wypłaty świadczenia. - Nie wiemy, ile podobnych spraw jest w sądach, ale na pewno niewiele, bo nie mamy takich sygnałów - mówi Jacek Dziekan, rzecznik ZUS.
Ale może się to zmienić, bo Sąd Najwyższy właśnie otworzył furtkę wszystkim starającym się o odszkodowanie za wypadki, do jakich doszło w okolicznościach, co do których można mieć wątpliwości, czy miały miejsce w drodze do pracy, czy w pracy.
Paweł Bednarski prowadził jednoosobową firmę. Był informatykiem, zajmował się też doradztwem i pośrednictwem na rynku komputerowym. W mikołajki 2006 r. jechał samochodem z podpoznańskiej miejscowości do Poznania - do jednej z firm komputerowych, z którą współpracował. Miał przedstawić wyniki analizy rynku internetowego. Już w Poznaniu, na jednej z przelotowych ulic, nie opanował pojazdu, zjechał na lewą stronę jezdni i uderzył w stojącą ładowarkę. Zginął na miejscu. Osierocił ośmioletnią córkę.
Jak zwykle w takich przypadkach Zakład Ubezpieczeń Społecznych przyznał dziecku rentę rodzinną. W imieniu rodziny prawnicy z poznańskiej kancelarii Kacprzak & Kowalak wystąpili jednak z roszczeniami o rentę wypadkową, wyższą od zwykłej, a także jednorazowe odszkodowanie za śmierć w wyniku wypadku w pracy. Bo - jak podkreślali prawnicy - w momencie zdarzenia jechał samochodem do klienta, a więc był w pracy.
ZUS odmówił, powołując się na przepisy ustawy wypadkowej, które mówią, że aby zdarzenie uzasadniało wypłatę odszkodowania w przypadku osób, które prowadzą działalność gospodarczą, musi nastąpić "podczas wykonywania zwykłych czynności związanych z prowadzeniem działalności pozarolniczej". Znaczy to mniej więcej tyle, że według ZUS pan Paweł w chwili tragicznego zdarzenia nie był w pracy, lecz dopiero do niej jechał. A to nie spełnia definicji "wykonywania zwykłych czynności związanych z prowadzeniem działalności pozarolniczej".
W polskim prawie za wypadek w drodze do pracy rzeczywiście nie przysługuje odszkodowanie z ZUS. Ale według poznańskich prawników jest to wykładnia nieprzystająca do współczesnych realiów gospodarczych. - Przedsiębiorcy są w pracy także w sytuacji, gdy nie siedzą przy biurku, ale się przemieszczają - podkreśla mec. Bartosz Kowalak z kancelarii Kacprzak & Kowalak.
Przypadkiem informatyka zajęły się poznańskie sądy: okręgowy - przyznaniem renty wypadkowej, rejonowy - jednorazowym odszkodowaniem. Ten drugi szybko uznał, że nie ma sensu rozpatrywać tych samych przepisów, więc zawiesił postępowanie do czasu prawomocnego orzeczenia w pierwszej sprawie.
Sąd okręgowy podzielił linię ZUS. - Postanowiliśmy odwołać się do sądu apelacyjnego, bo o ile np. fryzjer udający się do pracy w drodze rzeczywiście nie jest jeszcze w pracy, lecz dopiero jedzie na miejsce pracy, o tyle ten człowiek wykonuje pracę, której specyfika polega też na tym, że przemieszcza się do klientów. Podróży do odbiorcy usługi nie można odbierać inaczej niż w kategorii zwykłej czynności związanej z prowadzeniem działalności gospodarczej. Przedsiębiorca może też po drodze rozmawiać i umawiać kolejne zlecenia - opowiada mec. Kowalak.
Ale apelacja też nic nie dała. Pozostało zaskarżyć wyrok sądu apelacyjnego kasacją do Sądu Najwyższego. I tu przełom! Sąd Najwyższy nie miał wątpliwości, że prowadzenie działalności takiej jak Paweł Bednarski "w swej istocie nie jest stacjonarne" i często, a nawet przede wszystkim, nie jest wykonywane w siedzibie przedsiębiorstwa, ale u kontrahenta, do którego trzeba dojechać. I ów dojazd jest "cechą charakterystyczną takiej działalności".
Sąd Najwyższy uchylił wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia. W październiku sąd apelacyjny przyznał dziecku pana Pawła rentę wypadkową po ojcu. - Wyrok Sądu Najwyższego nie stanowi prawa jako takiego, ale na pewno istotną okoliczność, które sądy niższych instancji powinny brać pod uwagę. Mając w ręku ten wyrok, wnieśliśmy o podjęcie postępowania sprawy zawieszonej w sądzie rejonowym o odszkodowanie. Nie spodziewamy się innego rezultatu niż przyznanie świadczenia - mówi mec. Kowalak. - W dzisiejszych czasach mnóstwo osób pracuje w ten sposób jak pan Paweł. Wypadków śmiertelnych jest mało, ale już wypadków - dużo i wiele osób kończy walkę o odszkodowanie na odmowie ZUS albo na niekorzystnym wyroku sądu - dodaje mec. Maciej Kacprzak.
Ośmioletnia córka Bednarskiego otrzyma z wyrównaniem za cztery lata łącznie kilkanaście tysięcy złotych renty wypadkowej.
*Na życzenie rodziny imię i nazwisko przedsiębiorcy zmieniliśmy