Tak było w przypadku Eugeniusza Karasińskiego, który szkołę zawodową skończył w latach siedemdziesiątych, maturę zdał w roku 2004, a w 2010 obronił pracę magisterską. - Najtrudniejsze było pokonanie takiej psychologicznej bariery, że człowiek jest już stary. Taki fałszywy wstyd, zażenowanie wiekiem. Byłem najstarszy w grupie. Byli też studenci w średnim wieku, ale też tacy, którzy są młodsi od moich dzieci. Przez pierwsze dwa lata nikt w pracy nie wiedział, że studiuję. Ale w końcu poradziłem sobie z tym. - mówi Karasiński, wcześniej monter wewnętrznych instalacji sanitarnych i operator dźwigu.
Wstyd do pokonania Karasiński jest jednym z bohaterów kampanii promocji kształcenia ustawicznego zorganizowanej przez Śląską Regionalną Izbę Rzemieślniczą i Śląsko-Dąbrowską Solidarność. Mieszkańcy aglomeracji śląskiej mogą kojarzyć kampanię z uśmiechniętą panią Jolą, która po latach wychowywania dzieci zyskuje nowe kwalifikacje i wraca na rynek pracy. - Moje doświadczenie zawodowe było niewielkie a powrót do dawnego miejsca pracy niemożliwy. Przed przyjściem dzieci na świat pracowałam tylko przez cztery lata jako mechanik aparatury pomiarowej w dużym zakładzie chemicznym w Tarnowie - przyznaje 41-letnia pani Jola. Dziś jest asystentką stomatologiczną, jednak, jak mówi, etapu nauki wcale nie zamyka.
Zdaniem koordynatorki projektu, Agnieszki Lenartowicz-Łysik z Solidarności, najtrudniejsze dla takich osób jest przełamanie oporu. - To duża bariera psychiczna - mówi - Żeby się uczyć w takim wieku trzeba przełamać wstyd. Człowiek jest najstarszy w grupie, do tego znajomi się podśmiewają, rodzina mówi, żeby dać sobie spokój - tłumaczy Lenartowicz-Łysik.
Z tego względu w wielu przypadkach decyzja o zmianie zawodu lub podjęciu dalszej nauki podejmowana jest w tajemnicy. Pracownik nie przyznaje się szefowi, że podjął naukę. Chce mu pokazać, że jest wartościowy, a jednocześnie uważa, że może to zawdzięczać tylko sobie.
Zrobić maturę po czterdziestce Dla wielu pracowników, z którymi ma do czynienia Lenartowicz-Łysik, pierwszym, wielkim i wymagającym przełamania oporów etapem jest matura. - Dla kogoś, kto ma pięćdziesiąt lat to prawdziwe wyzwanie - przyznaje. Często zrobienie matury wiąże się z koniecznością ukończenia liceum, co dodatkowo podnosi poprzeczkę.
Drugim ważnym krokiem jest wybór - iść do szkoły policealnej czy na
studia? A jeśli na studia, to na jakie? Związane z dotychczas wykonywanym zawodem, czy zupełnie inne? To ważne pytania, na które każdy z kształcących się odpowiada sobie sam.
Osobną sprawą są pieniądze. Mimo, że ofert darmowej lub tańszej edukacji dla kogoś, kto ma czterdzieści czy pięćdziesiąt lat jest sporo, nie wszyscy z nich korzystają. Są
kursy dofinansowane przez urzędy pracy czy z funduszy unijnych, jednak informacja o nich nie dociera do bezpośrednio zainteresowanych. Osoby, które mogłyby zdobyć nowe kwalifikacje, ponieważ spełniają wymagania stawiane przez organizatorów, nie wiedzą o tym. Swoje sądy na temat edukacji budują na podstawie doświadczeń młodszego pokolenia, które za każdy rok studiów musi płacić spore pieniądze. Agnieszka Lenartowicz-Łysik zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt sprawy - koszty alternatywne. - Wiele osób uważa, że czas, który mieliby poświęcić na naukę lepiej spędzić w domu, z rodziną. Zamiast jechać do szkoły na cały weekend, lepiej iść z dziećmi na spacer - tłumaczy.
Dobry moment na zmianę zawodu Zmianę zawodu utrudnia także mała świadomość tego, co zmieniający kwalifikację chciałby robić. Udzielający dobrych rad podpowiadają, żeby przemyśleć swoje umiejętności, predyspozycje czy dotychczasową ścieżkę kariery. Tyle, że bardzo często zmieniają kwalifikacje nie ci, którzy sporo potrafią, ale ci, których zawód albo się zdezaktualizował albo niedługo się zdezaktualizuje. Co więcej, wiele osób wyobraża sobie zmianę kwalifikacji jako całkowite odcięcie się od dotychczasowej kariery i naukę kompletnie od podstaw. Taka postawa raczej sukcesu nie zagwarantuje. Ktoś, kto przez całe życie był elektrykiem w kopalni, a nie odnalazł w sobie ukrytych zdolności raczej nie zostanie grafikiem.
Kiedy więc i w jaki sposób warto zmieniać kwalifikacje? - Z pewnością warto się przekwalifikować w momencie gdy trudno jest znaleźć pracę w dłuższym okresie czasu, a także wtedy kiedy dotychczasowa praca nie daje możliwości rozwoju lub satysfakcji - przyznaje Dominika Mamro z firmy AG Test HR - Te sytuacje powinny być dobrze odebrane przez pracodawców, niemniej, warto dokładnie przemyśleć zmianę zawodu, opierając się na różnych informacjach płynących z rynku, jak także na własnych możliwościach - dodaje.
Dlatego właśnie wśród tych, którym się udało przeważają tacy, którzy - jak Danuta Jakóbik z Jaworzna - próbują podnieść swoje kwalifikacje w ramach dotychczasowej ścieżki kariery lub w ramach tego samego przedsiębiorstwa. Jakóbik zaczynała pracę w 1987 roku na stanowisku wartownika straży przemysłowej w elektrowni Jaworzno III. - Pracowałam na nim przez trzynaście lat, w międzyczasie byłam oddelegowana do pracy w biurze przepustek - wspomina Do nauki zmobilizowała ją perspektywa awansu. Kiedy zobaczyła, że może zając lepiej płatne stanowisko, poszła na studia zawodowe na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.
Praktyka starych wyjadaczy Jakóbik łączyła studia z pracą. Jak przyznaje, wiedza ze studiów przydawała się jej w pracy, ale z drugiej strony doświadczenie zawodowe - na zajęciach. To pewna cecha charakterystyczna osób dokształcających się w średnim wieku. - Osoby dojrzałe inaczej się uczą - mówi Lenartowicz-Łysik - Mają bardziej praktyczne podejście do nauki. Uczą się często tego, co znają z własnego doświadczenia. Nauka odbywa się przez pryzmat praktyki i nabiera nowego, innego wymiaru - dodaje. Przykład? Nauka budowy silnika spalinowego wygląda inaczej jeśli ma się doświadczenie w jego montażu.
Takie podejście może być dużym atutem na rynku pracy. Coraz więcej mówi się bowiem o oderwaniu programów kształcenia na uczelniach od rzeczywistości gospodarczej. I chociaż studenci w średnim wieku chodzą na te same zajęcia co ich młodsi koledzy, to ich praktyczne podejście do nauki może mieć dla pracodawców większe znaczenie.
Zdaniem Agnieszki Lenartowicz-Łysik nie powinniśmy dziwić się pięćdziesięciolatkom zmieniającym zawód. - Spójrzmy na to z takiej perspektywy: dzisiaj na emeryturę idziemy w wieku sześćdziesięciu pięciu lat. To znaczy, że pięćdziesięciolatek ma przed sobą piętnaście lat pracy. A przecież mówi się o podniesieniu wieku emerytalnego. - podkreśla koordynatorka projektu Solidarności. 50-latek jest tak naprawdę w kwiecie wieku i ma przed sobą jeszcze długą drogę zawodową. - U nas przyjęło się tak, że przychodzi wyczekana emerytura i człowiek siada z okularami i herbatą w fotelu i tak już zostaje. A przecież trzeba być aktywnym - uważa Lenartowicz-Łysik. Przykład - profesor Buzek ma 70 lat, a jego zawodowa aktywność nie przypomina tej, którą przypisujemy emerytom.
Dla Eugeniusza Karasińskiego proces zdobywania nowego zawodu był nie tylko drogą do awansu czy większych pieniędzy. - Nauka sprawiała mi ogromną przyjemność, a wtedy przyswajanie wiedzy przychodzi bez większego trudu. Przez cztery z pięciu lat studiów brałem stypendium naukowe. Na ostatnim roku średnia 4,7 - dodaje świeżo upieczony magister prawa. Do
emerytury brakuje mu jeszcze 7 lat i niewykluczone, że na zasłużony odpoczynek będzie odchodził trzymając w ręku swój doktorat z prawa pracy.