Bunt w supermarkecie

Marta Piątkowska, GazetaPraca.pl
2011-02-14, ostatnia aktualizacja 2011-02-14 10:31

W 2011 roku możemy się spodziewać większej liczby kampanii społecznych i akcji protestacyjnych przedstawicieli związków pracowników supermarketów. Cel zawsze ten sam: poprawa warunków zatrudnienia.

Czy w tym roku czekają nas protesty pracowników hipermarketów? Na zdjęciu pikieta pracowników Tesco ze związku Sierpień '80 w Gdyni w 2009 r.
DOMINIK WERNER
Czy w tym roku czekają nas protesty pracowników hipermarketów? Na zdjęciu...
ZOBACZ TAKŻE
Elżbieta Fornalczyk "na kasie" w jednym z tyskich supermarketów Tesco przepracowała 10 lat. Zostały jej po tym umięśnione ramiona, przez które dzisiaj ma problem z kupieniem dopasowanej bluzki. Policzyła, że kasjerzy każdego dnia dźwigają blisko 2 tony towaru. Wszystko na czas. - Obecnie norma w Tesco waha się między 1400 a 1650 zeskanowanymi towarami na godzinę. To daje trochę ponad dwie sekundy na sztukę - mówi. Kiedyś norma wynosiła 1200 skanów, ale ktoś wyliczył, że jak ją podniosą, to będzie szybciej i taniej. W wydajnym zespole potrzeba mniej ludzi.

Bezrobocie na Śląsku od lat jest wysokie (na poziomie 10 proc.), do pracy w markecie zgłaszali się często byli górnicy. - Całe życie pracowali pod ziemią, ale po dniu próbnym w Tesco mówili, że ta praca jest dla nich zbyt ciężka. Choć ich rozumiem, sama chętnie wróciłabym na stare stanowisko. Lubiłam ciągły kontakt z ludźmi. Ale i do tego trzeba mieć predyspozycje - wspomina Fornalczyk. Gdy o tym mówi, trudno uwierzyć, że to ta sama kobieta, która w 2008 roku przewodniczyła buntowi pracowników Tesco w Tychach. Walczyła o godne zarobki. Osiągnęła cel, o problemie zaczęła mówić cała Polska. Fornalczyk została bohaterką 2008 roku w konkursie organizowanym przez "Gazetę Wyborczą". Stanęła też na czele WZZ Sierpień '80 w Tesco Polska, aby móc kontynuować działania mające na celu polepszenie warunków pracy we wszystkich oddziałach supermarketu.

Pracowników więcej, a jednak mniej

Kiedy Fornalczyk zaczynała pracę, jej sklep zatrudniał ponad 400 osób. Po latach ich liczba spadła poniżej 300. Aby uzupełnić braki kadrowe bez konsekwencji w funkcjonowaniu marketu, kierownictwo wprowadziło multitasking - od tej pory pracownicy musieli być wielozadaniowi. - Od jakiegoś czasu podpisuje się z nimi umowy na stanowisko kasjer-sprzedawca. Dzięki temu w przypadku dużego natężenia klientów pracownik odpowiedzialny np. za zmianę cen może w każdej chwili zostać wezwany "na kasę". Zgodnie z regulaminem nie powinien wykonywać obowiązków kasjera zbyt długo. Niestety, zdarza się, że robi to przez kilka godzin. I pewnie nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że przejście "na kasę" nie zwalnia go z jego podstawowych obowiązków i wciąż musi zmienić tyle samo cen towarów, ile wyznaczono mu rano - wyjaśnia Fornalczyk.

Tesco Polska inaczej widzi kwestię liczby pracowników. Powołując się na swoje dane, podkreśla, że zatrudnienie w należących do firmy sklepach wzrosło dziesięciokrotnie. - W 1999 roku pracowało dla nas ok. 2,3 tys. osób, pod koniec 2009 już 26,8 tys., zaś dziś liczba zatrudnionych przekracza 29 tys. - wylicza Michał Sikora, rzecznik prasowy supermarketu.

Co na to Fornalczyk? - W 2007 roku Tesco miało 300 sklepów i zatrudniało 27 tys. pracowników (średnio 90 osób na sklep). Dzisiaj sklepów jest około 380, a personel liczy 28 tys. osób (średnio 74 osoby na sklep). Czyli zatrudnienie wzrosło, ale spadło - kwituje.

Satysfakcja gwarantowana

Z wewnętrznego badania przeprowadzonego przez Tesco w styczniu 2010 roku wynika, że 80 proc. pracowników było zadowolonych z pracy. - Aż 82 proc. badanych chce pracować u nas przez najbliższy rok, a ponad połowa (58 proc.) chce realizować w tej firmie karierę zawodową i uznaje swoją pracę za interesującą (68 proc.). Badania pokazują też, że źródłem dobrej atmosfery pracy w sklepach sieci są: szacunek (73 proc.), należyte traktowanie (72 proc.) i współudział pracowników w podejmowaniu decyzji (68 proc.) - podkreśla Michał Sikora.

Związkowcy z Tesco przyznają, że dużym atutem pracy w tej sieci jest forma podpisywanej z pracownikami umowy - po okresie próbnym zostają zatrudnieni na podstawie umowy o pracę na czas określony lub nieokreślony, są więc chronieni kodeksem pracy. Pracownicy przyzwyczaili się też do swojego miejsca pracy. Średni staż pracy w Tesco wynosi dziś cztery lata, co trzeci pracownik spędził w sklepie pięć lat. Co więcej, jak wynika z oficjalnego stanowiska Tesco, w 2009 roku mimo kryzysu płace wzrosły o 3 proc. W kolejnym roku podwyżki wynosiły od 3 do 10 proc. Dodatkowo pracownicy mogli liczyć na zniżki na opiekę medyczną, ubezpieczenie, zakupy czy rekreację. Fornalczyk nie zaprzecza, ale uzupełnia te informacje. Na coroczny wzrost wynagrodzeń miała wpływ podwyżka inflacyjna. - Po 10 latach pracy zarabiałam 1750 zł brutto. Pracownicy nie dostają np. ani grosza za sprzedaż kart lojalnościowych, których proponowanie (wraz z wyjaśnieniem zasad działania) dodano do ich obowiązków. Czasami mamy wrażenie, że się nas testuje. Sprawdza, ile jeszcze jest w stanie zrobić jedna osoba.

Codziennie niskie premie

Piotr Adamczyk od 16 lat związany jest z siecią sklepów Biedronka. Pracował jako kierownik, teraz stoi na czele komisji zakładowej NSZZ "Solidarność". Biedronka ma 1649 sklepów, z czego 183 przybyło w ostatnim roku. Obroty polskiej sieci na podstawie wstępnych danych wzrosły w 2010 r. o 29,1 proc., do ponad 4,8 mld euro. - Część tej kwoty należy się nam, pracownikom. Dlatego w tym roku będziemy walczyć o podwyżki - zapowiada Adamczyk. Czy słusznie?

Pensje pracowników Biedronki są średnio o 30 proc. wyższe od najniższej krajowej (1386 zł brutto) - najniższa pensja wynosi 1700 zł brutto. - Pracownicy sklepów objęci są systemem premiowym. Płace w firmie podlegają też corocznym podwyżkom. Dodatkowo wszyscy pracownicy objęci są rozbudowanym pakietem socjalnym, w tym programem profilaktyki zdrowotnej oraz programami pomocy potrzebującym - mówi rzecznik prasowy sieci Paweł Tymiński.

Adamczykowi w tym oświadczeniu brakuje jednak informacji o zasadach odbierania premii, która wynosi średnio 600 zł. - Zakupy w sklepie robi "tajemniczy klient", czyli pracownik zewnętrznej firmy, który raz w miesiącu kontroluje jakość obsługi klienta. Jeżeli ma gorszy dzień i stwierdzi, że kasjerka na przykład nie powiedziała, że zaprasza go ponownie, to ucina premię. Tak samo wygląda sytuacja z "zakupami próbnymi". Jeśli osobie kupującej uda się przemycić coś w koszyku bez płacenia, kasjer premii nie zobaczy - tłumaczy Adamczyk.

Pracodawca (nie)godny zaufania?

Jeronimo Martins, właściciel sklepu Biedronka, kreuje się na pracodawcę zaangażowanego w pomoc dzieciom pracowników. Najbiedniejszym organizuje wakacje, pomaga w leczeniu i finansuje specjalistyczne operacje i rehabilitacje. Za swoje działania firma została nagrodzona tytułem Pracodawcy Godnego Zaufania. Pracownicy zatrudniani są na podstawie umowy o pracę. W pracy spędzają tyle czasu, ile mają przewidziane w umowie. W ramach programu profilaktyki zdrowotnej pracownicy Biedronki mogą bezpłatnie wykonać badania, tj. mammografię, cytologię czy morfologię krwi. Adamczyk uważa, że to niepotrzebne koszty. - Te badania i tak możemy wykonać bezpłatnie, bo jesteśmy ubezpieczeni. Wolelibyśmy, żeby finansowane były te, które nie są dostępne z NFZ.

Jak na sytuację pracowników marketów zapatruje się rynek? Piotr Rogowiecki, ekspert organizacji Pracodawcy RP, uważa, że szeroko pojęty obraz krzywdy personelu sklepów wielkopowierzchniowych jest wynikiem prężnego działania ich związków zawodowych. - Nie tylko oni pracują w niedziele i mało zarabiają. To samo mogą powiedzieć chociażby pracownicy stacji benzynowych, komunikacji, służby zdrowia czy obsługi klienta czynnej całodobowo. Ta praca na pewno nie jest lekka, ale patrząc całościowo na rynek pracy, nie są napiętnowani - tłumaczy.

Jego opinię zdają się potwierdzać kontrole Państwowej Inspekcji Pracy, które w ostatnich latach wykazały poprawę warunków zatrudnienia. Przybyło maszyn do transportowania ciężkich towarów, firmy wypłacają wynagrodzenia na czas, dbają o odzież ochronną. - Nasi inspektorzy badają przygotowanie do pracy i jej warunki bezpieczeństwa. Nie zajmują się problemami socjalnymi, a o te głównie chodzi protestującym - wyjaśnia Danuta Rutkowska, rzecznik GIP.

Specjaliści rynku pracy zwiększonej frustracji u pracowników supermarketów dopatrują się przede wszystkim w kwestiach społecznych. - Ta praca nie cieszy się dużym prestiżem. Pracownicy supermarketów często spotykają się z brakiem kultury, niecierpliwością lub wręcz wrogością klientów. Chcąc dorobić do pensji, pracują ponad miarę, są więc znudzeni i przemęczeni - mówi Rafał Gloger-Osiński, ekspert branży HR GazetaPraca.pl.

Elżbieta Fornalczyk wie, w jaki sposób klienci mogą zapewnić chwilę przerwy kasjerom podczas robienia zakupów. - Zanim zaczniemy za nie płacić, spokojnie spakujmy wszystko do koszyka. W ten sposób podarujemy pracownikom kilka chwil wytchnienia - podpowiada.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 33 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

  • Bunt w supermarkecie ar.co 18.02.11, 18:39

    Pani Fornalczyk sama sobie przeczy. Najpierw rozwija straszliwą wizję wzrastających norm skanowania kodów (jak rozumiem - niewypełnienie normy wiąże się z jakimiś konsekwencjami, bo w »

  • Bunt w supermarkecie aekielski 18.02.11, 20:47

    Parcie firm jest tam gdzie są pieniądze. Stąd w moim 38 tysięcznym mieście jest ponad 20 banków i tyleż samo marketów. Konkurencja w tych branżach wkroczyła w fazę debilizmu. Dodatkowo »

  • 2 litry benzyny to ok. 9-10 zł. macine123 19.02.11, 15:18

    Jadąc do supermarketu za tyle złotówek mniej więcej spalę benzyny. Jak jest 5-10 % taniej to przy zakupach za 100-200 zł to jest samo co gdzieś pod nosem albo i drożej. A ile czsu do tego »