W zeszłym tygodniu skończył się trwający niemal dwa lata projekt Komercjalizacja Nauk Innowacyjnych. Głównym celem było przygotowanie ponad 500 naukowców z całej Polski do rozpoczęcia współpracy z przedsiębiorcami i inwestorami. Podczas warsztatów i seminariów zwracano uwagę m.in. na konieczność dostosowania prowadzonych prac do potrzeb rynku, przybliżenie zasad, jakimi kieruje się biznes, oraz nauczenie myślenia i opowiadania o odkryciu jako produkcie, który będzie można sprzedać.
To szczególnie istotne z punktu widzenia inwestorów, którzy interesują się innowacyjnymi rozwiązaniami. Specjaliści zajmujący się wyszukiwaniem najciekawszych rozwiązań podkreślają, że cenniejsze są dla nich pomysły, które zainteresują statystycznego Kowalskiego, niż imponujące wynalazki (np. głośny projekt łazika marsjańskiego Magma, który powstał na Politechnice Białostockiej), z którymi nie mają co zrobić.
Czemu komercjalizacja nauki jest tak ważna? To nie tylko szansa na praktyczne wykorzystanie efektów pracy naukowców, ale także czynnik sprzyjający rozwojowi rynku pracy. Amerykańska Fundacja Kauffmana wspierająca rozwój przedsiębiorczości podsumowała ostatnie 30 lat rodzimego rynku pracy. Jej wyliczenia potwierdziły, że w tym czasie nowo powstałe i młode firmy stworzyły 40 mln miejsc pracy. Starsze firmy głównie zwalniały. Utwierdziło ich to w tym, że innowacyjne rozwiązania i technologie są potrzebne dla utrzymania dobrej kondycji rynku pracy.
W Polsce dopiero się mówi o początkach przyjaźni nauki z biznesem. - W porównaniu z Europą czy Stanami jesteśmy na początku drogi. Unia co roku inwestuje w rozwój nowych rozwiązań ok. 4 mld euro, Stany - 18 mld dolarów. My nie mamy jeszcze nawet statystyk, które by to badały - mówi Jacek Błoński z Lewiatan Business Angels, który wspiera inwestowanie w najciekawsze rozwiązania.
W efekcie w większości statystyk innowacyjności lub liczby zgłoszonych patentów Polski należy szukać na końcu. Według Banku Światowego w 2008 roku nowe technologie stanowiły zaledwie 5 proc. naszego
eksportu. Więcej wysyłały choćby takie kraje, jak Rwanda, Niger czy Gambia.
Dlaczego tak się dzieje? Oprócz braku dofinansowania badań zarówno naukowcy, jak i przedsiębiorcy skarżą się na rozdmuchaną biurokrację i niejasne przepisy dotyczące tego, kto jest właścicielem odkrytego rozwiązania - uczelnia, na której sprzęcie wykonano badania, czy naukowiec, który je opracował?
Kolejny problem to brak porozumienia w podejściu do samych badań. - W biznesie musi być osiągnięty konkretny cel. A w trakcie jego realizacji nie da się uniknąć otrzymania dodatkowych wyników, które choć ciekawe, często niepotrzebnie odwracają uwagę naukowców od meritum - mówi Marcin Pakulski z chemicznej firmy Synthex specjalizującej się w tworzeniu rozwiązań dla przemysłu elektronicznego.
Nie brakuje też dylematów moralnych. Naukowcy uważają, że muszą wybierać między rozwojem naukowym na uczelni a zarabianiem pieniędzy dzięki współpracy z biznesem. System polegający na zdobywaniu punktów za naukowe publikacje niezbędnych do osiągnięcia kolejnego stopnia naukowego zniechęca do wchodzenia w relacje z przedsiębiorcami.
Z tymi problemami miał się rozprawić zakończony projekt.
- Komercjalizacja nauki oznacza zysk dla wszystkich. Na dobrym pomyśle może zarobić zarówno uczelnia, jak naukowcy i firmy. Dodatkowo powstają nowe miejsca pracy. To taka mała cegiełka świata nauki w rozwój polskiej gospodarki - mówi Maciej Strzębicki zajmujący się Inkubatorami Przedsiębiorczości, który w ramach projektu prowadził warsztaty z marketingu. *Projekt Komercjalizacja Nauk Innowacyjnych realizowano od czerwca 2010 do listopada 2011 w ramach Programu Operacyjnego "Kapitał ludzki"