Pomoc domowa to też praca

Katarzyna Pawłowska-Salińska
12.04.2012 , aktualizacja: 12.04.2012 15:45
A A A

Fot. ARCHIWUM PRYWATNE

Rozmowa z dr Anną Kordasiewicz z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, autorką badań dotyczących pracy pomocy domowych w Polsce
Katarzyna Pawłowska-Salińska: Gdy pisałam tekst o pomocach domowych w Polsce okazało się, że nic o nich nie wiadomo. GUS ich nie liczy, ZUS nie zbiera takich danych. Naprawdę nikt nie wie, ile jest w Polsce gospoś?

Dr Anna Kordasiewicz: - Z danymi jest rzeczywiście wielki problem. Przede wszystkim dlatego, że w Polsce większość prac domowych odbywa się w szarej strefie. A więc nie możemy mieć na ten temat twardych danych. Do mojej rozprawy doktorskiej udało mi się znaleźć rozmaite liczby, ale nie opisują one w pełni tego zjawiska.

Jakie to dane?

- Np. podczas narodowego spisu powszechnego w 2002 roku tylko 5252 osoby (w tym 4903 kobiety) zadeklarowały zatrudnienie w charakterze pomocy lub sprzątaczki domowej. Te nieduże liczby dotyczące pracy rejestrowanej lub deklarowanej w spisie powszechnym są sprzeczne z wynikami innych prowadzonych badań.

Jakich?

- Choćby takich, które ukazują, że co piąta kobieta pracująca w szarej strefie pracuje w sektorze domowym. To daje około 92,5 tysiąca osób. Z jeszcze innych badań wynika, że ponad połowa gospodarstw zatrudniających kogoś na czarno zatrudniała osobę do pomocy w domu. To oznaczałoby blisko 572 tysięcy gospodarstw.

Dlaczego tyle pomocy domowych pracuje na czarno? Dziś coraz łatwiej zatrudnić się na umowę zlecenie albo założyć własną firmę.

- To nie są sensowne rozwiązania w tym zawodzie. Nie spodziewajmy się, że ktoś będzie chodził do urzędu pracy czy do ZUS, żeby zarejestrować pomoc domową. Potrzebne są uproszczone regulacje, jak np. kupony stosowane powszechnie w Belgii czy Francji. Świetnie się sprawdzają: pracodawca kupuje kupony i płaci nimi gosposi. Pomoc domowa jest wtedy ubezpieczona, ma opłacone podatki, a wszystko odbywa się łatwo i bez problemów.

Przez jakiś czas funkcjonowały u nas ulgi podatkowe dla tych, którzy zdecydowali się zatrudnić pomoc domową legalnie. Nie działało?

- Z ulgi podatkowej związanej z zatrudnieniem gosposi skorzystało w 2007 roku zaledwie 1026 podatników w skali całego kraju!

A może same gosposie wolą pracować na czarno?

- Różne są postawy wobec rejestrowania działalności. Część pracodawców i pomocy domowych, gdyby mieli sensowny wybór, woleliby legalne zatrudnienie. Ubezpieczenie to coś, na czym wielu ludziom zależy. Nie sposób potępiać osób niezarejestrowanych, gdy brak dobrych rozwiązań.

Cudzoziemki też pracują w polskich domach na czarno. Nie chcą czy nie mogą się zalegalizować?

- Przez jakiś czas pracowałam w fundacji pomagającej imigrantkom. Spotkałam wtedy bardzo wiele Ukrainek, którym zależało na legalnym pobycie i pracy. Ale tu też nie ma sensownych rozwiązań, które by im to umożliwiały. Nikt też oczywiście ich nie wie, ile ich jest.

Co powinno się zmienić, żeby gosposiom łatwiej było pracować legalnie? I żeby ktoś je wreszcie policzył?

- Praca domowa w Polsce nie jest uważana przez państwowe instytucje za pracę w pełnym znaczeniu tego słowa. Do wielu osób nie dociera, że to działalność zawodowa, z której ludzie się utrzymują, nieraz przez całe życie, że należą im się prawa pracownicze itp. Dopóki to się nie zmieni, pomoce domowe pozostaną w zaklętym kręgu szarej strefy. I nikt ich nie będzie w stanie policzyć.