Komu pomogła deregulacja zawodów?

Mariusz Sepioło
30.11.2015 , aktualizacja: 07.12.2015 10:25
A A A
Konferencja w sprawie deregulacji zawodu przewodnika

Konferencja w sprawie deregulacji zawodu przewodnika (Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta)

Pracowników w uwolnionych zawodach przybyło. Wzrosła też konkurencja. Ale niektórzy narzekają, że to właśnie ona zatruwa ich branże.
Jeden z doświadczonych przewodników po Toruniu dobrze pamięta godziny spędzone nad materiałami, z których uczył się do egzaminu. - Jestem też nauczycielem. Kiedy po pracy sprawdziłem już wszystkie klasówki i przygotowałem się na następny dzień, siadałem do książek o historii miasta - opowiada. - Czasami ślęczałem nad nimi do późnej nocy.

Sam egzamin był dla niego przeżyciem. Przygotowany był dobrze, ale bał się porażki, bo przewodnictwo to w jego rodzinie tradycja z pokolenia na pokolenia. - Kiedy zdałem i dostałem licencję, chodziłem dumny jak paw - wspomina.

Na klientów nie narzekał. Przyznaje: miał wzięcie, bo opinie o nim rozchodziły się pocztą pantoflową. Nauczycielki chwaliły go za kontakt z dziećmi, emeryci za to, że potrafił tłumaczyć coś długo i cierpliwie. Przede wszystkim dał się zapamiętać dzięki ogromnej wiedzy.

Kiedy zawód przewodnika został zderegulowany, najpierw poczuł żal. - To naturalny stan, kiedy wiesz, że poświęciłeś temu kawał życia, a teraz ktoś może przyjść i od tak odebrać ci klientów - mówi. Potem widział, jak branża "schodzi na psy". - Szkoda było na to patrzeć. Takie młode łebki ogłaszały się w internecie albo brały wycieczki ze znajomych szkół. Oprowadzali ludzi za połowę stawki, za to masowo.

Nasz rozmówca twierdzi, że przez wejście na rynek "nowych" twarzy, często ludzi przypadkowych i nieprofesjonalnych (nieznających obcych języków, mylących daty i kontekst danych wydarzeń), branża przewodnicza "rozmienia się na drobne". - Każdy stara się przyciągnąć ludzi tanizną, szybkością - mówi. - Wdzięczymy się do klientów, którzy i tak powiedzą: "A pana kolega bierze dwa razy mniej".

Większa konkurencja, tańsze usługi

Deregulacja dostępu do zawodów - do dziś zrealizowana w czterech transzach - odbywała się w konkretnym kontekście. Obiecał ją sam Donald Tusk w swoim exposé z 2007 r. Rządzący podpierali się twardymi danymi. Polska była rekordzistą w ograniczeniach dostępu do zawodów w Europie. Otwarcie zawodów miało przynieść spadek bezrobocia, pobudzić gospodarkę i stymulować wolną konkurencję.

W październiku 2015 r. ogłoszono sukces. Ministerstwo Sprawiedliwości opublikowało raport, który pokazuje, że otwarcie niektórych profesji w ramach ostatniego etapu deregulacji spowodowało m.in. powstanie ponad tysiąca nowych agencji pośrednictwa nieruchomościami. Przybyło ponad 10 tys. nowych pracowników ochrony, a także dwukrotne zwiększyła się liczba prawników na 100 tys. mieszkańców (z 70 przed siedmiu laty do 140 dzisiaj).

Dzięki deregulacji - głosi ministerstwo - przedstawiciele niektórych zawodów bardziej zabiegają o klientów. Np. przewodnicy proponują innowacyjne oferty, a prawnicy dłużej pracują w swoich kancelariach. Podobnego zdania jest Konrad Gniadek, prawnik, konsultant ds. rekrutacji w Antal Legal. - Powinniśmy spojrzeć na środowisko prawnicze sprzed 2010 r., kiedy rozpoczęto deregulację - tłumaczy. - Wtedy dostęp do zawodów był niezwykle trudny. Bez protekcji ze strony kogoś z rodziny wejście do zawodu było praktycznie niemożliwe. Dziś mamy do czynienia wręcz z zalewem rynku młodymi, zdolnymi prawnikami.

Jak zmieniła się jakość usług? - Wcześniej było tak, że na rynek wkraczała młoda osoba, z niespecjalnie dużym doświadczeniem. Bo studia, a nawet praktyki w kancelariach nie zawsze takie doświadczenie dają - mówi Gniadek. - Dziś tacy sami młodzi ludzie zarabiają od 2 do 20 tys. zł miesięcznie, cieszą się wzięciem. Dlaczego? Bo wiedząc, że na rynku zmierzą się z silną, liczną konkurencją, zdobywali umiejętności i doświadczenie już w czasie studiów. Wyjeżdżali na staże, pracowali za półdarmo, starali się. Konkurencja wymusza rozwój, dokształcanie się. A rynek sam potem zweryfikuje, kto świadczy usługi na wysokim, a kto na niskim poziomie.

- Ułatwienie dostępu do zawodów regulowanych jest jednym z czynników, które ukształtowały dzisiejszy rynek pracy - uważa Hanna Listek, dyrektor zarządzająca spółki Polski HR. - Przybyło wiele nowych miejsc w branży nieruchomości czy też ochrony. Uwalnianie zawodów sprzyja ich profesjonalizacji, a równocześnie burzy zastany porządek, przez co spotyka się z nieuniknioną krytyką. Pierwszą linią w grupie oponentów są zwykle przedstawiciele branż objętych tymi zmianami. Firmy ochroniarskie czy kancelarie prawne działające na rynku od wielu lat mają prawo czuć się niepewnie w obliczu rodzącej się konkurencji.

Jednak zdaniem ekspertki rywalizacja o klienta jest pozytywnym efektem deregulacji. - Z reguły działa to stymulująco zarówno na gospodarkę, jak i poszczególne branże - tłumaczy. - Naturalnie, łatwiejszy dostęp do sektora oznacza wzmożoną aktywność mniej lub bardziej profesjonalnych podmiotów. Taki stan rzeczy jest czymś oczywistym w pierwszej fazie wprowadzania zmian. Rzeczywistość rynkowa ulega jednak samoregulacji. W moim przeświadczeniu jakość obroni się sama, a firmy, które będą prezentowały niski stopień profesjonalizacji, po jakimś czasie znikną z rynku.

Ciemne strony deregulacji

Mimo głosów ekspertów przedstawiciele niektórych zderegulowanych branż krytykują uwolnienie zawodów. Założenia reformy punktują przedstawiciele firm ochroniarskich, przewodnicy i część środowiska prawniczego. Według tych ostatnich paradoksalnie młodzi prawnicy mają większe kłopoty ze znalezieniem pracy.

Od początku przeciwnikiem zmian był Leszek Hardek, prezydent Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości. W lipcu 2014 r. PFRN opublikowała raport z badań nad rynkiem, zrealizowanych na próbie 419 pośredników. 55 proc. twierdziło, że nieetyczne i nieprofesjonalne zachowania zdarzają się częściej niż przed deregulacją. O tego rodzaju praktykach pośrednicy są informowani przez klientów.

Pośrednicy twierdzą, że większość klientów nie sprawdza licencji potwierdzających ich kwalifikacje zawodowe. 59 proc. badanych nie zauważyła żadnych zmian w stosunku do okresu sprzed deregulacji, a tylko co czwarty spotkał się z częstszą prośbą o okazanie licencji. Z sondażu wynika, że o wyborze pośrednika w dużej mierze decyduje cena.

- Cena zawsze będzie miała znaczenie, ale ważniejsze dla bezpieczeństwa klientów są kompetencje pośredników. Zawód ten wykonują osoby posiadające gruntową wiedzę z wielu dziedzin, m.in. prawa i gospodarki nieruchomościami, a także często wieloletnie doświadczenie, liczone setkami przeprowadzanych rocznie transakcji. Wchodząc - często po raz pierwszy - na rynek nieruchomości klienci obracają znaczą częścią swojego majątku. Chcąc czuć się bezpiecznie, powinni go powierzyć wysokiej klasy specjaliście - komentował Leszek Hardek.

Dodawał, że do PFRN wciąż wpływają skargi. Wszystkie dotyczą osób, które nie posiadają licencji PFRN. - Niestety nie mamy uprawnień, aby badać zasadność tych zarzutów - mówi Hardek. - Jedyne, co możemy zrobić, to informować o drodze dochodzenia ewentualnych roszczeń. Najczęściej jest to droga sądowa, zdarzają się też sprawy, w którym koniecznie jest złożenie zawiadomienia do prokuratury.

Właściciel biura pośrednictwa nieruchomości z 12-letnim stażem na rynku, który zatrudnia 15 pośredników (wszyscy mają licencję, wszyscy regularnie uczestniczą w szkoleniach i egzaminach), twierdzi, że deregulacja nie zmienia rynku na lepsze. Przedsiębiorcy, którzy nie mają profesjonalnych uprawnień, a więc także wiedzy o fachu, nie zdecydują się masowo wejść do branży. A nawet jeśli, to długo w niej nie przetrwają.

Lepsi pracownicy wypchną z rynku gorszych?

Podobna krytyka pojawiła się wśród agencji ochrony. Przed wprowadzeniem zmian kandydaci do pracy w tym zawodzie mogli zdawać egzamin na ochroniarza I i II stopnia. Zdobycie certyfikatu ułatwiało znalezienie pracy, dawało sporo możliwości (m.in. tańszy dostęp do broni palnej, tańsze badania lekarskie).

Po deregulacji ochroniarzy przybyło. Pracownicy muszą pracować więcej, bo obniżyły się godzinowe stawki. A kiedy więcej pracują, nie mają czasu na zdobywanie kwalifikacji, które dawniej zdobyliby w ramach egzaminu państwowego. Zmiany wywołały gorącą dyskusję na ochroniarskich forach internetowych. Przedstawiciele środowiska złożyli w końcu oficjalną skargę do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

Eksperci rynku pracy twierdzą, że negatywnych skutków deregulacji nie można było uniknąć. Ale teraz trzeba je po prostu przeczekać. Amatorzy znikną z rynku w sposób naturalny. - Zanim to jednak się stanie, będziemy mieć do czynienia z pewnym chaosem i związanym z tym różnorakim podejściem w kwestii oceny skutków deregulacji - tłumaczy Hanna Listek. - W praktyce widać, że rygorystyczne regulacje niestety nie mają wpływu na jakość wykonywanych usług. Skuteczniejsze wydają się czynniki rynkowe - w obliczu większego zagrożenia ze strony konkurentów kancelarie prawne, agencje nieruchomości, ochrony itp. są zmuszone do zabiegania o klienta, a tym samym podnoszenia jakości swoich usług.



Zobacz także

Zobacz więcej na temat:

Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX