Kokosy za zbieranie szyszek. Wejdź na drzewo i zarób nawet 1 tys. zł dziennie

bsn
01.12.2015 , aktualizacja: 01.12.2015 17:47
A A A
sosna

sosna (zgłoszenie konkursowe)

Konkurencja niewielka, praca na świeżym powietrzu, a jej czas nienormowany. Do tego nie ma szefa, a zarobki to nawet ponad 1 tys. zł dziennie. Brzmi jak marzenie, prawda? Wystarczy zostać zbieraczem szyszek, czyli szyszkarzem. To dzięki nim lada moment pod strzechy trafiają pachnące świąteczne choinki
- Uwaga, worek - słychać krzyk z samej korony wielkiej sosny, rosnącej w jednym z kompleksów leśnych, w południowych Niemczech. Wypełniony po brzegi jutowy wór upada na ziemię z hukiem. Co prawda jego upadek miała zamortyzować lina, ale przecież tobół waży ponad 20 kilogramów, jedną ręką nie da się zorganizować mu miękkiego lądowania. A właśnie to próbował zrobić Thomas Bellgardt - 51-letni zbieracz szyszek.

To nimi wypełniony był worek, który Bellgardt wyprawił w podróż z korony drzewa, ku ziemi. W lesie pracuje już niemal trzy dekady, wiele lat spędził na rozmaitych drzewach iglastych zbierając z nich najlepsze, najbardziej zasobne w nasiona szyszki. Nasiona te inni leśnicy wykorzystają do posadzenia nowych drzew. Najzdrowsze drzewa wyrastają ponoć z nasion zebranych w najwyższych partiach. Inne nierzadko nie przetrwają mrozu, albo nie wyrosną wystarczająco wysokie.

Dlatego Bellgardt i inni zbieracze szyszek wdrapują się po "swoje łupy" jak najwyżej, nieraz nawet na wysokość 60 metrów. - Nie byłoby to możliwe bez specjalistycznego sprzętu - mówił niemieckiemu dziennikowi "Die Welt" Bellgardt. Rzeczywiście, swoją pracę zaczyna od założenia specjalistycznych pasów i "raków", czyli "nakładek" na buty, umożliwiających wspinanie się po pniu. Do tego wykorzystuje też szereg karabińczyków i lin, którymi przywiązuje się do drzewa.

Gdy zaczyna dzień pracy, ubrany i wyposażony jest niemal jak wspinacz. Wszystko jednak po to, by zapewnić sobie bezpieczeństwo. Przez lata spędzone na zbieraniu szyszek nie spadł z drzewa ani razu. Wie, że pierwszy raz, pewnie byłby ostatnim.

Ale i bez tego życie w lesie nie jest fraszką. Zmęczenie fizyczne, długie dni spędzone w samotności, bolące od zrywania szyszek dłonie, stała ekspozycja na warunki atmosferyczne - deszcz, wiatr, słońce, ale też czasami mróz - z tym wszystkim muszą radzić sobie zbieracze szyszek. Warto dodać, że wraz ze zmianą warunków atmosferycznych drastycznie zmieniają się warunki bezpieczeństwa. W niskich temperaturach drzewa są znacznie mniej elastyczne, niż w cieple. Wtedy Bellgardt i jego koledzy po fachu nie wdrapują się na same szczyty sosen, w obawie przed złamaniem pnia. - Trzy dni z rzędu spędzone na drzewach są już bardzo wyczerpujące - mówi zbieracz. Ale - dodaje - koniec końców to zajęcie na pewno się opłaca.



Za 40 kilogramów szyszek zbieracz w skupie otrzyma nawet 100 euro, a dziennie może zebrać do 120 kilogramów. 300 euro (ponad 1,2 tys. zł) dniówki brzmi niezwykle kusząco, ale to praca sezonowa. Zaczyna się na przełomie wiosny i lata, a kończy zimą, wraz z ostatnim zbiorami nasion modrzewia. Przez ręce doświadczonego zbieracza przejedzie w tym czasie nawet 3 tony szyszek. W Niemczech zawód ten wykonuje około 100 osób, ile w Polsce? Dokładnie nie wiadomo, ale z zebranych przez nas danych wynika, że liczba może być podobna.



Zobacz także
Komentarze (2)
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: ZbieraczRuna

    Oceniono 2 razy 2

    2,5 euro za kg w Niemczech a w Polsce skup sprzedaje kilogram za 1,5 - 2 zl, a kupuje za 0,40 - 0,50 zł.

  • Gość: bouj

    Oceniono 2 razy 0

    Tyle że w Polsce skupy dają za to marne grosze.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX