Trzeci sektor: zawód czy misja?

Mariusz Sepioło
28.12.2015 , aktualizacja: 11.03.2016 14:13
A A A
Chociaż organizacje pozarządowe stopniowo się profesjonalizują, to nadal większość z nich oparta jest na pracy wolontariuszy. Trzeci sektor funkcjonuje w błędnym kole: wysokość zarobków zależy od poziomu profesjonalizmu, a profesjonalizm - od stabilności i jakości zatrudnienia.
Ewelina Wojciechowska, prezeska Toruńskiej Inicjatywy Obywatelskiej, przyznaje, że czasem brakuje jej czasu na wszystkie inicjatywy, których się podejmuje. Ale tak to już jest, jak ma się w sobie gen społecznika. - Znajomi proszą mnie o poprowadzenie szkolenia czy warsztatów i nie potrafię odmówić - tłumaczy Ewelina.

- Wyniki badań wyraźnie pokazują, że sektor pozarządowy nie funkcjonowałby, gdyby nie wolontariusze, działacze społeczni, aktywiści - mówi Anna Porańska, dyrektor operacyjny Loyd Dotacje, części Grupy Kapitałowej Loyd. - Zatrudnienie i odpowiednie wynagrodzenie ludzi w tym sektorze to niestety wciąż rzadkość. Widać sprzeczność: wysoka jakość świadczonych usług, których wymagamy od ludzi działających w trzecim sektorze, jest niemożliwa do osiągnięcia bez odpowiedniego wynagrodzenia. Działacze społeczni to coraz częściej profesjonaliści, którym nie wystarcza uznanie społeczne - niezbędne jest pieniężne wynagrodzenie.

Oprócz pracy w organizacji pozarządowej Ewelina Wojciechowska jest doktorantką z politologii na UMK w Toruniu. Właśnie przeniosła się do Wrocławia w ramach programu Most, ale do Torunia wraca. Jej fundacja stara się zachęcać młodych ludzi do aktywnego udziału w życiu publicznym. Ewelina i jej koledzy zrealizowali kilka dużych projektów, pracowali nad zwiększeniem udziału torunian w budżecie partycypacyjnym. Jednak za swoją pracę nie pobrali wynagrodzenia. - Zgadzam się z opinią Jakuba Wygnańskiego (znanego działacza organizacji pozarządowych), który stwierdził, że jako trzeci sektor ciągle jesteśmy "trzecim światem" - mówi Ewelina. - Nie doganiamy tempa rozwoju sektora prywatnego, a nawet publicznego.

W błędnym kole

- Z tegorocznych badań Stowarzyszenia Klon/Jawor wynika, że niemal połowa (45 proc.) polskich stowarzyszeń i fundacji opiera się wyłącznie na pracy społecznej - mówi Piotr Adamiak ze Stowarzyszenia Klon/Jawor. - Stałych, regularnych pracowników ma 35 proc. organizacji pozarządowych (20 proc. zatrudnia przynajmniej jedną osobę na podstawie umowy o pracę, pozostałe 15 proc. stosuje wyłącznie inne formy zatrudnienia). Poza tym mamy jeszcze 20 proc. NGO, które nie mają stałego, płatnego personelu, ale od czasu do czasu zlecają jakąś płatną pracę.

Sylwia Chutnik, pisarka, prezeska Fundacji MaMa pytana przez portal Ngo.pl mówiła o frustracji, z którą boryka się na co dzień. - Szkolimy pracownice, dbamy o nie, ale bez pensji nie zatrzymamy ich ze sobą - tłumaczyła. Według pisarki staże i wolontariaty są dobre, ale tylko przez kilka tygodni. - Nie chcę, aby ludzie pracowali za darmo, nawet na rzecz innych. Oczywiście, sama to robię, ale mam inne źródła finansowe. Nie chcę "promować wolontariatu", chcę promować godne płace w organizacjach. Żeby nie było sytuacji, kiedy pani w urzędzie dziwi się, że wpisałam w budżet "aż 500 złotych" za koordynację trudnego projektu.

Zdaniem Piotra Adamiaka sektor pozarządowy pod względem profesjonalizacji jest niejednorodny. - Jego duża część, zwłaszcza na wsi i w małych miastach, funkcjonuje przede wszystkim dzięki społecznej pracy wolontariuszy. W niektórych przypadkach wynika to z przywiązania do etosu pracy społecznej jako hobby. Zatrudnienie pracowników wiąże się bowiem z koniecznością pozyskiwania środków finansowych na ich wynagrodzenia. Z kolei skuteczne pozyskiwanie środków finansowych jest uzależnione od różnorodności i profesjonalizacji działań, co łączy się z wymogiem posiadania kompetentnego i stabilnego zespołu - mówi Adamiak. - Wiele organizacji funkcjonuje w takim błędnym kole.

Idea a rzeczywistość

Ania, do niedawna pracownica stowarzyszenia zajmującego się pomocą bezdomnym zwierzętom, tłumaczy, że wielu społeczników traci zapał do pracy, kiedy po wielu latach zaangażowania nie dostaje żadnego wynagrodzenia. - To, że organizacja działa dla społecznego pożytku, jest dla wielu usprawiedliwieniem - mówi Ania. - W Polsce przyjęła się taka zasada, że jak pracujemy społecznie, to znaczy, że powinniśmy się żywić wyłącznie ideą. Według mnie za pomaganie innym powinna być nagroda.

Ania odeszła ze stowarzyszenia, bo nie mogła dłużej łączyć obowiązków zawodowych (zaczęła pracować w placówce kulturalnej) z pracą w stowarzyszeniu. - Musiałam wybrać - mówi. - Albo będę angażować się w słuszną ideę za darmo i zaniedbam pracę, albo poświęcę się zarabianiu na życie i się utrzymam. Bardzo wiele moich znajomych z trzeciego sektora ma taki dylemat.

NGO nie mają pieniędzy na wynagrodzenia, bo bardzo często nie posiadają płynności finansowej. Powód? Uzależnienie od harmonogramu projektów i grantów. By taką płynność osiągnąć, powinno się pracować nad długookresowymi projektami, a najczęściej są one krótkie i doraźne. Dlatego zaledwie co piąta organizacja zatrudnia przynajmniej jedną osobę na etat. Przeciętna organizacja zatrudniająca na podstawie umowy o pracę dysponuje budżetem ponad 430 tys. zł rocznie, a typowa organizacja zlecająca płatną pracę od czasu do czasu ma średnio ok. 70 tys. zł rocznie. Żeby zatrudniać, trzeba więc mieć wysoki budżet.

Aż 31 proc. pracowników NGO to osoby, które zaczynały w wolontariacie. Tylko dla 15 proc. to pierwsza praca w życiu. - Model funkcjonowania, w którym większość działań opiera się na pracy społecznej, na pierwszy rzut oka odpowiada społecznym oczekiwaniom wobec organizacji - dodaje Piotr Adamiak. - Ponad połowa (54 proc.) Polaków uważa, że stowarzyszenia i fundacje powinny unikać zatrudniania płatnych pracowników. Jednocześnie za jeden z czynników ich wiarygodności uznajemy profesjonalizm.

Zarobki? Zależy gdzie

Największe szanse na tworzenie etatów mają NGO działające na zasadach rynkowych. - W ich przypadku ważna jest dywersyfikacja przychodów - tłumaczy Anna Porańska. - Tego typu organizacje pozyskują finanse z minimum 3-4 źródeł. Prowadzą działalność gospodarczą lub odpłatną pożytku publicznego, utrzymując się m.in. z realizacji świadczeń zdrowotnych (kontrakty z NFZ), prowadząc placówki edukacyjne, organizując zajęcia sportowe, czy sprzedając rękodzieło.

Istnieją inne możliwości pozyskiwania środków, np. darczyńcy indywidualni, współpraca z firmami i instytucjami - sponsoring, darowizny finansowe, rzeczowe, umowy barterowe, 1 proc. podatku, składki członkowskie i wreszcie wszelkie granty i dotacje.

- Duże, sprofesjonalizowane organizacje pozarządowe, w przeciwieństwie do mniejszych organizacji trzeciego sektora, nie są uzależnione już tylko od grantów - mówi Anna Porańska. A to właśnie system grantowy wymusza pracę projektową obarczoną ryzykiem braku ciągłości finansowej. - Jednak selekcja rynkowa stopniowo eliminuje zjawisko "grantozy". W efekcie na rynku pozostaną te organizacje pozarządowe, które zdywersyfikują źródła dochodów. W praktyce jest tak, że system pozyskiwania finansowania przez NGO niewiele różni się od biznesu, organizacje pozarządowe zaczynają podlegać tym samym prawom rynkowym, co firmy.

Ile zarabia się dzisiaj w trzecim sektorze? - Medianowe miesięczne wynagrodzenie brutto w części sektora pozarządowego, która zatrudnia stały płatny personel (czyli 35 proc. sektora), szacujemy na niecałe 3 tys. zł - w przeliczeniu na pełny wymiar czasu pracy - wyjaśnia Piotr Adamiak. - Jest ono zróżnicowane: od ok. 2,5 tys. zł na wsi i w małych miastach do ok. 3,5 tys. zł w Warszawie.

Jak wynika z badań firmy Sedlak&Sedlak z 2014 r. mediana zarobków w trzecim sektorze wynosiła ok. 3,8 tys. zł. Najwięcej zarabiali społecznicy z woj. mazowieckiego (4,6 tys. zł), najmniej z świętokrzyskiego (2,7 tys. zł).

- Wysokość zarobków zależy też od poziomu profesjonalizmu - mówi Ewelina Wojciechowska. - Tu sytuacja wygląda tak samo jak w sektorze prywatnym: jeśli masz za sobą historię, masz partnerów, masz wyrobiona markę, to realizujesz więcej projektów, coraz większych i ambitniejszych. W konsekwencji poziom zarobków siłą rzeczy wzrasta. Jeśli nie rozwijasz swojego potencjału, nie angażujesz się i nikt o tobie nie słyszał - to skąd mają się wziąć pieniądze?

Co powinno się zmienić, by praca w trzecim sektorze stała się pełnoprawnym zawodem? - Dobrym posunięciem będzie stopniowe wypracowywanie dialogu pomiędzy pracownikami i osobami zarządzającymi - mówi Anna Porańska. - Pożądanym mechanizmem byłoby wprowadzenie jawności płac i form zatrudnienia w organizacji pozarządowych oraz wyraźne rozdzielenie wolontariatu od "pracy odpłatnej".

Zdaniem Porańskiej oprócz pieniężnego wynagrodzenia profesjonalizacja musi nieść ze sobą zapewnienie pracownikom podstawowego zabezpieczenia socjalnego.



Zobacz także

Zobacz więcej na temat:

Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX