Dzień rybaka, czyli nie zawsze łosoś

Jacek Kowalski
15.05.2008 , aktualizacja: 12.10.2007 11:52
A A A

fot. Dominik Sadowski / AG

Rybak na kutrze ma ciężko - o tym wiedzą wszyscy. Sprawdziliśmy jak bardzo. I wyszło nam, że to chyba najgorszy zawód w Polsce.
- Górnik ma ciężko? - 52-letni Marian Meier z Jastarni zanosi się ochrypłym śmiechem. - No, jeżeli pan tak uważa... Ale mówię panu: chętnie zamieniłbym tydzień pracy na morzu na miesiąc pod ziemią. Wiatr nie wiatr, lodowata ulewa, trzeba wypływać. Bez gwarancji powrotu - dodaje Andrzej Dzikowski, rybak z Helu z 15-letnim stażem.

Na jednym z rybackich forów internetowych rybak o nicku "NaNu" tak opisuje swój fach: "Posad na kutrach państwowych brak, no bo nie ma takich prawie. Mieszkam 10 km od Władysławowa i pracowałem kiedyś w branży. Teraz ci co pływają, także mój szwagier mają wielkie g... . Zatrudnienie na 3/4 etatu z pensją od najniższej krajowej. Jak jest ryba to jest kasa, jak ochrona to na kuronia. Żarło jest, albo i nie, zależy u jakiego armatora. Tak, że delikatnie mówiąc nie polecam tej drogi życiowej.

A więc - jak wygląda praca rybaka morskiego na kutrze?

Pobudka: jeszcze przed czwartą

- Zawód rybaka to takie samo zajęcie jak każde inne może tylko tym się różni od innych zawodów, że miejscem pracy jest woda, która jest jednym z czterech nieobliczalnych żywiołów na ziemi. Ryzyko pracy jest więc dość wysokie - mówi sentencjonalnie Andrzej Dzikowski.

Każdy z nich ma to zakodowane w genach: żeby dobrze zarobić, trzeba mieć dobry połów. Żeby mieć dobry połów, należy być jak najszybciej na łowisku, żeby wyprzedzić kolegów i zająć jak najlepszą pozycję do trałowania (trałowanie to ciągnięcie za kutrem ogromnego "worka", do którego "nabierają się" ryby). Dzikowski: - Powiem panu tak: o piątej, wpół do szóstej trzeba być w porcie. I to najpóźniej!

Wszystko więc zależy od rybaka: jeden mieszka bliżej i szykuje się krócej - wstaje więc około piątej. Inny wypływa wcześniej, do portu ma dalej - musi z łóżka zwlec się dużo wcześniej.

Rybacy meldują się u szypra, zarzucają "worek" do wody i zaczynają pracę.

Praca w godzinach nienormowanych

- Czasem żeby mieć dobry połów wystarczy płynąć w morze pół godziny, czasem nawet osiem godzin - mówi Meier. Wszystko zależy od tego, na jaką rybę "polują" rybacy. I od pory roku, pory dnia, pogody. - Jeśli zależy nam na łososiu, trzeba płynąć na pełne morze. To nieraz nawet 8-10 godzin płynięcia, zanim można zacząć połów - uzupełnia Dzikowski.

Myślisz, że podczas trałowania, gdy kuter pływa i "zbiera" ryby do worka, rybacy mają kilka godzin wolnego? Nic bardziej mylnego. Andrzej Dzikowski: - Boże święty, co pan opowiada! Wolne na morzu? Trzeba przecież przygotować w tym czasie kuter na przyjęcie ryby. Musimy przygotować skrzynki, naostrzyć noże do patroszenia ryby, przygotować lód, którym obłożymy połów. No i jest jeszcze kwestia sonaru.

Większe kutry są wyposażone w sonar, który trzeba ciągle obserwować. To on pokaże, czy kuter nie przepływa właśnie nad potężną ławicą ryb. Mało tego: po kolorze, na jaki zabarwi się ławica na wyświetlaczu, można rozróżnić, czy w trale znajdzie się łosoś, szprota czy dorsz. Szprotka wyświetla się na zielono. Dorsz - na czerwono. Sonar pokazuje także, czy "worek" jest już gotowy do wyciągnięcia z wody i czy można go opróżniać.

- Sztuką bowiem jest nie przeciągnąć ryby - mówi Dzikowski. "Nie przeciągnąć" - a więc uważać, żeby nie było za dużo ryb w rękawie, żeby się nie gniotły i nie traciły na wartości. - Do tego sonar nie wystarczy. trzeba mieć dużo doświadczenia - mówi Marian Meier.

Jak długo się łowi? Różnie. Nieraz dzień, nieraz cztery dni. Bo na jeden dzień w zasadzie nie opłaca się wypływać. Żeby zapełnić ładownie rybą, trzeba zazwyczaj kilku dni dobrych połowów.

Święte wyciąganie....

Worek jest już pełen, noże naostrzone, skrzynie gotowe. Co dalej? Następuje najświętsza chwila na kutrze: wyciąganie trału z wody. Służy do tego specjalna winda trałowa. Gdy się ją uruchamia, na pokładzie kutra zalega absolutna cisza. Za chwilę się przecież okaże, czy połów był dobry, czy też sieć jest pełna śmieci.

- Kiedy już mamy rybę, na pokładzie każdy z rybaków zajmuje wyznaczone stanowiska: jeden schodzi do ładowni aby układać skrzynki z rybami i lodować je, następni przygotowują się do kolejnego trału - mówi Andrzej Dzikowski.

Ilość zaciągów jest oczywiście uzależniona od wyników poprzedzających je czynności - te powtarzane są wielokrotnie tak długo, aż w ładowni uzbiera się wystarczająca ilość ryby, aby na tym zarobić.

Czy rybę się patroszy na pokładzie? Dzikowski: - Zależy jaką. Łosoś czy dorsz musi być wypatroszony na miejscu. Pomniejsza ryba, jak szprot, śledź, flądra są traktowane jak ryby przemysłowe. Ich nie patroszymy, tylko od razu lodujemy.

PYTANIE Chciałbyś być rybakiem?

 Pewnie
 Tylko latem
 Nigdy w życiu
Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX