Zawód: piłkarz, czyli praca na boisku

Piotr Leśniowski, Poznań
2008-06-16 , aktualizacja: 17.06.2008 14:03
A A A Drukuj
Oglądasz mecze Euro 2008 i zastanawiasz się: a gdybym był piłkarzem, trenerem albo sędzią? Co trzeba zrobić, by wykonywać jeden z tych zawodów? I dlaczego niektórzy piłkarze zakładają spółki ze swoimi żonami?

Zobacz może i Ty będziesz kiedyś piłkarzem...



Nie ma idealnego przepisu na zostanie piłkarzem. Wiadomo - w dużym stopniu o zrobieniu kariery w tym fachu decyduje talent, czyli coś, z czym się człowiek rodzi albo nie. Ale talentowi trzeba pomóc. Już siedmioletnie dziecko warto posłać na treningi do klubu, tak jak posyła się je np. na dodatkowe lekcje języków obcych. To może być niezła inwestycja w przyszłość chłopaka, bo zarobki najlepiej kopiących piłkę są zawrotne.

Wieczorem już nic się nie chce

Kluby w Polsce ogłaszają nabory do grup młodzieżowych przynajmniej raz w roku. W najpopularniejszych klubach selekcja już na starcie jest spora - trenerzy oceniają, czy siedmiolatek jest wystarczająco sprawny i rokuje na przyszłość. Przyjęcie do szkółki to dopiero początek drogi. Pierwsze zajęcia to zabawy z piłką, z czasem treningi są coraz cięższe. Rosną też wydatki. - Rocznie trzeba chłopakowi kupić trzy pary butów piłkarskich po 150-200 zł każda, do tego ze dwie piłki. Dwa razy w roku trzeba go wysłać na obóz, który kosztuje 300-400 zł. Comiesięczne składki to 50 zł, a zimą, gdy trzeba wynająć halę, nawet dwa razy więcej. Bywa, że rodzice zrzucają się na paliwo, by dzieci pojechały na turniej. Wtedy trzeba też dać chłopakowi jakieś kieszonkowe - wylicza ojciec 16-letniego piłkarza trenującego w klubie od podstawówki. Teraz chłopak trenuje trzy razy w tygodniu. Najwcześniej za dwa lata będzie mógł podpisać kontrakt zawodowy. Ale udaje się to nielicznym. Może wylądować tylko w C-klasie, czyli w ósmej lidze. Tam raczej dokłada się do gry w piłkę, która na tym poziomie jest raczej rekreacją. Parę groszy można już zarobić, grając i trenując w A-klasie (szósta liga). - Drużyna dostaje 1 tys. zł do podziału za wygrany mecz, do kieszeni podstawowych zawodników trafia po 70 zł, a rezerwowi otrzymują ok. 40 zł. Zdarza się, że po zwycięstwie w prestiżowym spotkaniu, np. w derbach gminy, premia jest podwójna - mówi kierownik jednego z A-klasowych klubów. Gdy zespół ma dobrą passę i wygra w miesiącu cztery mecze, co lepsi gracze kasują 280 zł. Klub zwraca im też koszty dojazdu na treningi. W wyższych ligach zawodnicy dostają już od klubu po kilkaset złotych. Wystarczy, że trenują i jeżdżą na mecze. Tak jest np. w czwartej lidze. Tu trafiają się już zawodowcy. Może to duże słowo, ale między amatorami, którzy zajmują się piłką po pracy lub po lekcjach, biegają zawodnicy, którzy na co dzień tylko kopią piłkę. - Zarabiają tylko na grze. Bywa, że latem grają na otwartych boiskach, a zimą w rozgrywkach halowych, gdzie też dostają pieniądze. W dobrym miesiącu są w stanie wyciągnąć nawet 3 tys. zł - mówi trener czołowej drużyny czwartoligowej.

Takie sumy nie rzucają na kolana w drugiej lidze, gdzie zawodowstwo jest powszechne. Tu - podobnie jak w ekstraklasie - od piłkarza wymaga się już obecności na dwóch treningach dziennie w tygodniu i udziału w meczach w weekendy. "Wstaję o ósmej, wyjeżdżam z domu o wpół do dziewiątej, w biegu jem śniadanie. Od dziesiątej do dwunastej mam pierwszy trening. Potem wracam do domu i śpię godzinę albo dwie. Czasem, gdy nie chce mi się wracać, śpię gdzieś w pobliżu stadionu. Wszyscy piłkarze tak robią, bo po wyczerpujących treningach człowiek po południu byłby jak dętka. Potem szybki obiad i o czwartej znów jestem na stadionie. Drugi trening trwa do szóstej. Wieczorem już nic się nie chce. Czasem wychodzę z chłopakami do miasta na kolację" - tak swój dzień pracy opisywał w jednym z wywiadów Euzebiusz Smolarek.

Co ma Bosman do piłki

Kariera zawodowa najlepszych zawodników nie trwa dłużej niż 20 lat, zazwyczaj 15. Piłkarze kończą z wyczynowym uprawianiem futbolu zazwyczaj kilka lat po 30. urodzinach (najstarszy zawodnik Euro 2008 to Ivica Vastić reprezentujący Austrię - we wrześniu kończy 39 lat). Jeszcze dwie dekady temu dla zawodnika rozpoczynało się wówczas nowe życie. W czasie kariery nie zarabiali kokosów i po jej zakończeniu lądowali w kopalniach, jeździli taksówkami itp. Dziś sytuacja jest zupełnie inna. Wystarczy kilka lat spędzonych w ekstraklasie, by piłkarz został milionerem. Pieniądze inwestuje i pomnaża jeszcze w czasie uprawiania sportu: gra na giełdzie, kupuje ziemię, buduje hotele, otwiera knajpę, zakłada firmę...

Piłkarze ogromnie skorzystali na tzw. prawie Bosmana, które zabrania klubom żądać pieniędzy za dorosłego gracza, jeśli skończył mu się kontrakt. - Pieniądze, które kiedyś płaciło się drugiemu klubowi, trzeba teraz dać zawodnikowi i jego menedżerowi - tłumaczy działacz drużyny grającej w ekstraklasie. Poza bajecznymi zarobkami piłkarz nie różni się właściwie od zwykłego pracownika - najlepsi nie muszą się martwić o etat, bo pracodawcy licytują się w wysokości płac, przeciętni sami szukają pracodawcy. Bywa, że kluby organizują castingi dla chętnych do gry w ich zespole albo wykupują ogłoszenia w prasie. Polskie kluby ekstraklasy zatrudniają piłkarzy na dwa sposoby. W mniejszości są te, które każą swoim zawodnikom zakładać spółki cywilne. Taka spółka, utworzona najczęściej z żoną gracza, deleguje go na mecz, a potem wystawia fakturę. Płaci klub. Spółka jako koszty działalności przedstawia np. rachunki za zakup sprzętu sportowego czy paliwa do samochodu.

Pozostałe kluby - większość z nich - angażują piłkarzy na podstawie umowy o pracę. Część podpisuje umowę na najniższą dopuszczalną pensję, od której płaci obowiązkowe składki ubezpieczenia, a resztę pieniędzy wypłaca na podstawie umowy-zlecenia. Dobry piłkarz w Polsce płaci podatki według najwyższej w kraju, 40-proc. stawki. Przy zarobkach rzędu 40-50 tys. zł miesięcznie nie może być inaczej. Nie cała suma należy się jednak piłkarzowi w myśl zasady "czy się stoi, czy się leży". Żeby zmotywować pracowników do osiągania lepszych wyników na boisku, prezesi klubów coraz częściej ustalają wysokie premie za wygrane mecze, zdobyte puchary czy mistrzostwa. Goła pensja jest wówczas niższa.

Trener - zawód, którego nie ma

Bardzo często zawodnicy nie rozstają się z piłką. Zostają trenerami, asystentami, poszukiwaczami utalentowanych nastolatków. Dostają pracę w klubach, w których grali. Najlepiej zarabiają oczywiście trenerzy, którzy odpowiadają za wyniki swoich zespołów. Dobra pensja to 50 tys. zł miesięcznie w klubie ekstraklasy. - To zawód, w którym ciągle dokonujesz wyboru: wystawić do gry tego czy innego zawodnika, zrobić taki czy inny trening, kogo kupić, a kogo sprzedać. Trzeba być przy tym stanowczym, bo kto ulega innym, daleko nie zajedzie - uważa Czesław Michniewicz, trener, który zdobył puchar i mistrzostwo Polski. Ta praca oznacza spędzanie całego dnia w klubie. W weekendy są mecze, więc trener jest gościem w domu. - To musi być pasja, bo bycie trenerem oznacza myślenie o pracy przez całą dobę. Czasem pomysły przychodzą mi do głowy w środku nocy. Kiedyś spisywałem je w kajeciku, ale ostatnio nagrywam na dyktafon. Żona dziwiła się: zwariował czy co? Do siebie gada. Najłatwiej zostać trenerem po studiach na AWF. Wtedy można prowadzić drużyny z niższych lig. W ekstraklasie potrzebna jest specjalna licencja, którą wydaje Polski Związek Piłki Nożnej. Trzeba przejść kurs, odbyć staż w klubie, napisać pracę dyplomową i wydać w sumie ok. 12 tys. zł. Ale sam papierek to za mało, bo konkurencja na rynku jest duża. Liczy się ten, kto ma więcej inwencji, czyta fachową, zagraniczną prasę, jeździ na staże do trenerów z najlepszych klubów kontynentu. Na Zachodzie poziom kształcenia trenerów jest dużo wyższy, a zdobycie dyplomu w Niemczech czy we Francji - o wiele trudniejsze niż w naszym kraju.

Michniewicz jest bezrobotny, odkąd został zwolniony z pracy w Zagłębiu Lubin. Teraz inwestuje w siebie - jeździ na mecze w Europie, był na obozie Bayernu Monachium. - Taki obóz kosztuje tyle, co dobre wakacje, ale nie mogę żałować na to pieniędzy. W koszty działalności idą też wydatki na laptopa, programy czy rzutnik. Kupuję, bo jest mi to potrzebne do pracy, tak jak szewcowi klej czy gwoździe - mówi Michniewicz. To nie koniec koniecznych zakupów. - Jesteś osobą publiczną i musisz wyglądać jak człowiek. Zawodnicy inaczej traktują trenera, który nie ma marynarki z dziurą wypaloną papierosem czy wytartych spodni. Ubrania trzeba kupować w dobrych sklepach - podkreśla. Niektórzy bezrobotni trenerzy znajdują dorywczo pracę w roli ekspertów telewizyjnych, komentują mecze, analizują je w studiu. Ofert pracy szukają sami. - Miałem propozycje z firm menedżerskich, które chciały szukać dla mnie klubu. Nie zdecydowałem się na współpracę, bo Polska nie jest jeszcze gotowa na takie rozwiązania. Gdy trener Liverpoolu Rafa Benitez zatrudniał bramkarza Pepe Reynę z tej samej stajni menedżerskiej, która go reprezentuje, nikt nic nie mówił, bo chodziło o wartościowego zawodnika. U nas powiedzieliby, że biorę kogoś po znajomości - uważa Michniewicz i zaznacza, że największym problemem zawodu trenera jest to, że taki zawód... nie istnieje. - Nikt nas nie traktuje jak np. nauczycieli i nawet nie wiadomo, w jakim wieku możemy odejść na emeryturę - mówi.

Sędzia? W Polsce chętnych brak

Takiego kłopotu nie mają sędziowie piłkarscy. Mogą oni prowadzić mecze w ekstraklasie tylko do 45. roku życia. Potem czeka ich przymusowa emerytura. Kariera może trwać krócej, jeśli sędzia nie zaliczy testu ze znajomości przepisów lub egzaminu sprawnościowego. Polega on na pokonaniu 10 okrążeń boiska lekkoatletycznego - na przemian maszerując i biegnąc - w określonym czasie. Ten etap jest najłatwiejszy dla młodych arbitrów. Sędzią można zostać po osiągnięciu pełnoletności i zdobyciu średniego wykształcenia. Ale niektóre kolegia sędziów obniżają granicę wieku. Mimo to chętnych jest mało i z roku na rok ich liczba spada. Wszystko przez aferę korupcyjną w polskim futbolu. Ale nie tylko. - To trudne zajęcie - ocenia Grzegorz Gilewski uważany za najlepszego polskiego sędziego piłkarskiego. - Wymaga dużej odporności na stres - tłumaczy.

Za sędziowanie meczu w ekstraklasie arbiter otrzymuje 3 tys. zł brutto. W minionym sezonie Gilewski prowadził 17 takich spotkań, ale jego ta taryfa nie obowiązuje. Jako pierwszy w Polsce zdecydował się bowiem na karierę zawodowego sędziego. Zarabia miesięcznie 12 tys. zł i ma zajmować się tylko sędziowaniem meczów i przygotowywaniem się do nich. - Zdecydowałem się na ten krok z myślą o mistrzostwach świata w 2010 r. Bardzo chcę tam jechać, a bez przejścia na zawodowstwo nie miałbym na to szans - wyjaśnia. - W Europie profesjonalni sędziowie to norma. Każdy ma trenerów przygotowania fizycznego i doradców technicznych. Gdybym pracował codziennie do godz. 18 czy 19 i dopiero po pracy zajmował się treningiem, daleko bym nie zaszedł.

Dzień pracy Gilewskiego to wysiłek fizyczny według ustalonego planu i zajęcia teoretyczne. Jest w grupie 50 arbitrów, którzy przygotowują się do mundialu za dwa lata. - Muszę analizować swoje mecze, tłumaczyć decyzje, przechodzę testy psychologiczne. Wszystko odbywa się na specjalnej platformie w internecie - mówi. Nawet mecz piłkarski to dla niego praca. - W czasie finału Ligi Mistrzów musieliśmy być wszyscy online i na bieżąco analizować wydarzenia na boisku - mówi Gilewski. Sędziowie starsi niż 45-letni mogą pracować w niższych ligach piłkarskich. Tam jednak więcej jest młodych sędziów, którzy co rok mogą awansować. Teoretycznie już 25-latek może być arbitrem w ekstraklasie. Z sędziowania na tym poziomie i w II lidze można wyżyć. W III lidze i niższych to tylko nieźle płatne hobby. Choć koszty nie są zbyt wysokie. Kurs sędziowski to wydatek 100-200 zł, kolejne kilkaset złotych kosztuje strój, obuwie i akcesoria - gwizdek i kartki. - Do tego literatura i przepisy gry. To nie są duże pieniądze - twierdzi Gilewski, który reprezentuje Polskę na Euro 2008. Jest tam sędzią technicznym. To ten arbiter, który pokazuje na tablicy świetlnej np. numer zawodnika, który schodzi z boiska, i tego, który go zastępuje.

Pieniądze w piłce

  • 20 zł - miesięczna składka piłkarzy Odlewu Poznań (siódma liga)

  • 1 tys. zł - premia za zwycięstwo dla zespołu w szóstej lidze (gdy mecz jest prestiżowy, np. derby gminy, stawka jest podwojona)

  • 3 tys. zł - zarabia sędzia za prowadzenie jednego meczu w ekstraklasie

  • 34 tys. zł - zarabia sędzia za prowadzenie meczu na Euro 2008

  • 40 tys. zł - miał do podziału w minionym sezonie jeden z zespołów za wygranie meczu w ekstraklasie...

  • 200 tys. zł - ...a tyle, gdyby na koniec sezonu zakwalifikował się do europejskich pucharów

  • 1,1 mln zł - to nieoficjalnie szacowane roczne zarobki (brutto) Pawła Brożka, króla strzelców ekstraklasy

  • 7,9 mln zł - miał zarobić wg szacunków w 2007 r. Jerzy Dudek, najlepiej opłacany polski zawodnik

  • 10,25 mln zł - taką premię miała od PZPN dostać reprezentacja Polski, jeśli zdobyłaby mistrzostwo Europy...