Cel: co czwarty dom

Małgorzata Kolińska-Dąbrowska
2009-07-06, ostatnia aktualizacja 2009-07-06 10:27

Monika Chartmańska jest psychologiem, jesienią wydaje książkę
Monika Chartmańska jest psychologiem, jesienią wydaje książkę "Survival warszawski, czyli jak przetrwać w stolicy, a nawet zrobić tu karierę"

Przemierza Polskę popołudniami, zadaje drażliwe, a często śmieszne pytania. Oto blaski i cienie pracy ankietera.

ZOBACZ TAKŻE
Małgorzata Kolińska-Dąbrowska: Ankieter to zawód? Nie znalazłam go w żadnej klasyfikacji zawodów.

Monika Chartmańska*: Bo to taki zawód, który jest wykonywany, ale którego nie ma. Nie znam przypadku ankietera zatrudnionego w jakimś ośrodku na umowę o pracę. Nie zmienia to faktu, iż każdego dnia armia ludzi przemierza Polskę, randomem wypełniając zadanie ankietera, zwanego też badaczem terenowym.

Co to jest random?

Potoczna nazwa znienawidzonej przez ankieterów, lecz ukochanej przez ośrodki badawcze, metody docierania do respondentów. Najprościej mówiąc, ankieter musi zapukać do drzwi co czwartego polskiego domu, by znaleźć respondenta spełniającego kryteria doboru próby, a potem zadać mu mnóstwo pytań ankiety - raz dotyczących jogurtów czy gum do żucia, innym razem preferencji wyborczych lub oglądanych programów telewizyjnych.

W ilu ośrodkach pani pracowała?

W pięciu: w trzech renomowanych ośrodkach międzynarodowych i dwóch mniejszych polskich. Już na pierwszych latach studiów na Wydziale Psychologii UW nawiązałam współpracę z SMG/KRC i dorabiałam. Teraz zaś, zbierając materiał do rozdziału mojej książki poświęconego pracy dorywczej, zatrudniłam się w czterech firmach badawczych, by sprawdzić, jak wygląda ta praca, i ile można zarobić. Każda z firm inaczej mi płaciła, z każdą miałam inne przygody. Było i bardzo strasznie, i trochę śmiesznie.

Czy warto być ankieterem?

Warto by było, ale są poważne "ale", o których za chwilę. Praca ankietera jest bardzo trudna, a jednocześnie naprawdę ciekawa. Pozwala podejrzeć nasz świat od kuchni - można się dowiedzieć, dlaczego produkty, które kupujemy, mają takie a nie inne opakowanie, taką a nie inną cenę oraz dlaczego ich reklamy są, jakie są. A są takie, bo badanie wykazało, iż konsument jest skłonny za dany produkt zapłacić właśnie taką kwotę, podobają mu się opakowania różowe, a nie niebieskie, zaś w reklamie danego produktu wolał obejrzeć uśmiechniętą blondynkę zamiast brunetki.

Drugim powodem, dla którego warto popracować jakiś czas w charakterze badacza terenowego, jest możliwość - a w zasadzie konieczność - doskonalenia własnych umiejętności interpersonalnych. Ankieter musi umieć przekonać respondenta do wypełnienie długiej i, co tu ukrywać, nudnej ankiety. Osoba bez umiejętności perswazyjnych na najwyższym poziomie nie zarobi ani złotówki. Sama jestem ultranieśmiała. Do dziś nie wiem, jak mi się udało nakłonić tylu ludzi, by przez niemal godzinę odpowiadali na często głupie pytania. Myślę, że respondenci zgadzają się na udział w badaniu przeważnie dlatego, że szkoda im ankietera, który wieczorem błąka się po mieście. To zresztą jeden z minusów tej pracy - konieczność nakłaniania obcych ludzi do odpowiadania na pytania niemądre lub osobiste. Nikt z nas nie ma ochoty informować ankietera i żadnego ośrodka badawczego o wysokości swoich zarobków, a to pytanie powtarza się w każdej ankiecie - obojętnie, czego ona dotyczy. Jednak powodów, dla których nie warto bawić się w ankietera, jest więcej.

Jakie to powody?

Najważniejsze to bezpieczeństwo. Ankieter nie jest objęty żadnym ubezpieczeniem, nie może liczyć w razie wypadku na odszkodowanie. Ubezpieczony jest natomiast firmowy laptop. Przekonałam się na własnej skórze, iż może to być zajęcie wręcz niebezpieczne. Jedna z firm wysłała mnie do Radomia. Wysiadłam na dworcu w obcym mieście, w którym miałam znaleźć respondentów. Musiałam się oczywiście poruszać randomem, czyli co czwarty dom. Respondentów szukałam od godziny 16 do 21. Była późna jesień. Ciemno. Osobami badanymi mieli być mężczyźni w wieku od 25 do 55 lat, posiadający auto. Zwiedziłam więc chyba wszystkie stacje naprawy samochodów, modląc się, by żadna z nich nie okazała się być dziuplą mafii i by żaden z panów, z którymi rozmawiałam, nie zechciał mnie zamordować. Potem musiałam wrócić pociągiem do Warszawy. Na Centralnym byłam o pierwszej w nocy. A potem firma miała do mnie pretensje, że zrezygnowałam z szukania respondentów randomem. Nie chcieli mi zapłacić, choć respondenci spełniali kryteria doboru próby.

Zapłacili?

Musiałam ostro powalczyć. Inne badanie, już dla kolejnej firmy, wykonywałam w grudniu i styczniu. Tym razem przemierzałam randomem Wawer i Sulejówek lub Halinów - 2 stycznia... w temperaturze minus 20 stopni Celsjusza. Wszystkie badania są na ogół wykonywane od 16 do 21, bo wtedy respondenci są w domu. Ankieter nigdy nie wie, na kogo trafi. Jedną z ankieterek pogryzły psy. Innej zdenerwowana respondentka nie chciała wypuścić z mieszkania. Dopytywała, skąd dziewczyna ma jej adres i tyle o niej wie. To zresztą jest odrębne pytanie, jakie zadawali mi respondenci, badani przeze mnie inną niż random metodą - skąd firma miała ich adresy, skoro oni ich jej nie przekazali? Próbowałam znaleźć na nie odpowiedź, lecz okazało się, że to w firmie jest temat tabu.

Ile zarabia ankieter?

Od 10 złotych za ankietę. Elita dostaje nawet 50 zł, ale wtedy to są wyjątkowo trudne badania. Miesięczne zarobki to od 750 do prawie 2 tys. zł. Ci, którzy tyle zarabiają, muszą pracować jak na etacie dzień w dzień przez cały miesiąc. Bez zwolnień lekarskich i urlopów.

Zawsze pracowała pani na umowę o dzieło?

Tak jak wszyscy. W żadnej z firm nie dostałam do podpisania umowy pierwszego dnia pracy. Firmy dają je do podpisania wiele dni po zakończeniu badania. Robią tak, by nie płacić odsetek ustawowych, i niemal zawsze im się to udaje. Ankieter nie chce się z nimi kłócić, bo wie, że nie dostanie następnego badania do realizacji. Musi się też potulnie zgodzić, że pieniądze za zostaną mu wypłacone nawet 60 dni po zakończeniu badania! Dochodzi więc do kuriozalnej sytuacji, ankieter - najczęściej student - kredytuje działalność międzynarodowego koncernu! Poza tym w przypadku sporu z firmą już na starcie jest na straconej pozycji. Odmówiłam podpisania umowy o dzieło miesiąc po tym, jak ją wykonałam i zakwestionowałam rozliczenie. Jej prezes bardzo się ucieszył. Oznajmił, iż mogę przyjąć wyliczoną przez nich kwotę - oczywiście po podpisaniu zaległej umowy o dzieło - albo wynocha. Tę wziętą z księżyca kwotę wypłacił mi po pół roku, lecz bez odsetek ustawowych.

Jak dochodzić swoich praw? Na drodze sądowej?

Ale nie w sądzie pracy, lecz w sądach cywilnych, bo podpisuje się umowy o dzieło. Trzeba ponieść znaczne koszty postępowania sądowego. A przecież pracę dorywczą podejmują najczęściej ludzie niezamożni. Dlatego wielu rezygnuje z walki o należne im pieniądze. Nie podoba mi się, że ankieter praktycznie w każdym sporze z ośrodkiem badawczym nie ma żadnych szans.

Ale przecież są na rynku agencje zrzeszone w Organizacji Firm Badania Opinii i Rynku i te poza nią. Czyli wiadomo, czego po których można się spodziewać?

Co z tego, skoro nikt nie dba o ochronę ankietera. O to, dlaczego nigdzie nie ma wzmianki na ten temat, postanowiłam spytać OFBOR. Napisałam do nich list otwarty z prośbą o wyjaśnienie tej kwestii. Zdecydowanie lepiej jest pracować dla firmy zrzeszonej w OFBOR, bo w przypadku sporu między nią a ankieterem może on się zwrócić do OFBOR o pomoc. Rozmawiałam o tym z przedstawicielem tej organizacji. W przypadku rażącego naruszenia zasad współpracy firma, która tego się dopuściła, może zostać upomniana przez OFBOR i wezwana przez sąd koleżeński do zaprzestania takich praktyk. To dobrze, lecz w mojej ocenie za mało. Powinny to regulować przepisy. Prawda jest taka, że ankieter jest praktycznie wyjęty spod jakiejkolwiek skutecznej ochrony prawnej. W przypadku sporu z firmą badawczą nie pomoże mu ani Państwowa Inspekcja Pracy, ani Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta, ani żadna inna instytucja. Ma przecież umowę o dzieło.

Jest jeszcze kodeks etyki ośrodków badania opinii publicznej. On nie chroni ankieterów?

Nie! Czytając kodeks, trudno się oprzeć wrażeniu, iż ankieter jest w nim traktowany jako sprzęt będący na wyposażeniu ośrodka badawczego. To taka maszynka do przynoszenia ankiet w zębach. Ma same obowiązki. Między innymi to skłoniło mnie do zwrócenia uwagi na te kwestie Rzecznikowi Praw Obywatelskich. Piszę w tej sprawie skargę. Chcę też poznać stanowisko OFBOR. Czekam na odpowiedź na list.

Czy badania są robione profesjonalnie?

Ich wiarygodność jest dość niska - tak wynika z moich obserwacji. Na podstawie własnych doświadczeń i rozmów z wieloma ankieterami przekonałam się, że to taka zabawa w policjantów i złodziei - ankieterzy udają, że wykonują badania ściśle według wytycznych i robią wszystko, by nie dać się złapać na łgarstwie. Ośrodki badawcze natomiast udają, że im wierzą, a ich dział kontroli stara się ustalić, jak było naprawdę.

* Monika Chartmańska jest psychologiem, jesienią wydaje książkę "Survival warszawski, czyli jak przetrwać w stolicy, a nawet zrobić tu karierę"

Nieuczciwy szef? Spytaj prawnika, co możesz z tym zrobić



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 44 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

  • Co za ohydny ankieterski slang igapaw 07.07.09, 10:19

    W jakim języku to jest? Co znaczy to zdanie " Musiałam się oczywiście poruszać randomem, czyli co czwarty dom."? »