W MSZ na nudę nie narzekamy

Katarzyna Pawłowska-Salińska
2009-07-28, ostatnia aktualizacja 2009-07-29 10:04

Rozmowa z Rafałem Wiśniewskim, dyrektorem generalnym w Ministerstwie Spraw Zagranicznych (z wykształcenia hungarystą).

Rafał Wiśniewski
Fot. Jerzy Gumowski / AG
Rafał Wiśniewski
Dyplomata kojarzy się z wytworną konwersacją i szampanem na bankiecie...

- Taki obraz nigdy nie był prawdziwy, a obecnie staje się wręcz krzywdzący. Współczesny dyplomata to przede wszystkim urzędnik powołany do załatwiania konkretnych spraw i interesów swego kraju i jego obywateli na świecie. Jeśli w tej pracy również świetnie nas reprezentuje, umie (gdy trzeba!) wytwornie konwersować i nie traci głowy przy szampanie - tym lepiej. Jeśli jednak kogoś w tej pracy pociągają tylko przyjęcia i bankiety, będzie się tu czuł źle. Bo to praca dla osób, które naprawdę mają ambicje zmieniania świata, służenia swemu krajowi i własnym rodakom. Tylko taka motywacja umożliwia czasami radzenie sobie z naprawdę trudnymi warunkami.

Co to znaczy?

- Przede wszystkim warto pamiętać, że przyjęcie do MSZ nie oznacza łatwej pracy i bezproblemowego życia. To dopiero początek procesu zdobywania wiedzy i praktyki dotyczącej coraz szerszego spektrum obowiązków współczesnej dyplomacji: od czasami niezbędnego niestety lakowania wysyłanej do kraju trumny po nadzorowanie budowy studni na pustyni z polskich środków pomocowych, od pomocy ofiarom tsunami po negocjowanie skomplikowanych porozumień politycznych czy gospodarczych, od analizy złożonych procesów o charakterze regionalnym lub globalnym po nowoczesne propagowanie wiedzy o Polsce. To naprawdę ciężka praca, czasem - zwłaszcza na małych placówkach - przez 24 godziny na dobę. Taka praca często komplikuje też życie prywatne - przerywają je ciągłe wyjazdy i pobyty za granicą. Trzeba naprawdę lubić taki tryb pracy i styl życia, aby nie tylko korzystać z jego niewątpliwych uroków, ale i być odpornym na trudne strony.

Jakich osób potrzebuje teraz MSZ?

Ostatnio bardzo poszerzył nam się krąg poszukiwań. Oczywiście osoby, które znają się na międzynarodowych stosunkach politycznych, ekonomicznych czy prawie były i będą w MSZ zawsze potrzebne. Ale jest coraz więcej dziedzin, którymi współczesna dyplomacja musi się zajmować. Dlatego potrzebujemy promotorów naszej kultury, interesów gospodarczych oraz wiedzy o Polsce, a także ludzi zdolnych do trudnej i wymagającej pracy konsularnej.

Szukamy także specjalistów od wielkich kultur i języków świata, np. iberoamerykanistów, sinologów, afrykanistów, arabistów. Oczywiście raczej osób interesujących się stosunkami politycznymi i społeczno-ekonomicznymi w tych regionach niż tradycyjnych filologów skupionych na językoznawstwie i literaturze. Potrzebujemy także osób znających języki rzadkie, jak: japoński, urdu, pasztu i inne, bo takich języków w odróżnieniu od włoskiego, ukraińskiego czy portugalskiego nikt nie nauczy się w ramach organizowanych przez MSZ kursów. A przekonanie, że wszystko można załatwić z pomocą angielskiego lub francuskiego, bywa zawodne.

Kogo jeszcze szukacie?

- Od niedawna ważnym elementem pracy służby dyplomatycznej stała się pomoc rozwojowa. Dotąd Polska przede wszystkim przyjmowała wsparcie od innych, ale już od kilku lat to my jesteśmy zobligowani do udzielania pomocy na świecie. Chodzi głównie o takie miejsca, jak: Europa Wschodnia, Azja Centralna, Afganistan, Afryka. Takie osoby muszą wiedzieć, jak się inicjuje reformę systemu celnego, antykorupcyjnego czy samorządu lokalnego, jak organizuje się szkołę dla niewidomych dzieci w Afryce, jak wybudować studnie głębinowe w Afganistanie itp.

Ile osób MSZ chce teraz przyjąć?

- W tym roku ok. 20, rok temu było ich 25.

Czyli miejsc wcale nie jest tak dużo...

- Pozornie. Dzięki systematycznemu naborowi osób prawie bezpośrednio po studiach MSZ jest prawdopodobnie jednym z najmłodszych resortów. Chcemy zrobić wszystko, żeby nasza oferta była postrzegana jako tak atrakcyjna, żebyśmy mieli zachodni wskaźnik liczby kandydujących na stanowisko do MSZ - czyli kilkadziesiąt osób na jedno miejsce. Teraz mamy kilkunastu kandydatów, ostatnio jednak już dwa razy więcej niż w poprzednich naborach.

To i tak sporo. A dlaczego Polacy w porównaniu z innymi mieszkańcami Europy rzadziej aplikują do MSZ?

- Powodów było wiele - relatywnie niskie pensje, spore wymagania, może także brak promocji MSZ i dyplomacji jako miejsc wbrew pozorom otwartych i atrakcyjnych. Próbujemy to zmieniać. Wielu młodym Polakom nadal trudno spełniać kryterium perfekcyjnej znajomości dwóch języków obcych przy wysokich wymaganiach dotyczących znajomości historii i współczesności stosunków międzynarodowych. Na szczęście jest coraz więcej osób, których model kariery popularny w latach 90., czyli wspinanie się po kolejnych szczeblach w korporacji, już nie pociąga. Staramy się, aby kariera dyplomatyczna nie zmuszała do takiego wyboru. Aby praca w MSZ rozwijała i zapewniała minimum godnej egzystencji.

A ile zarabia początkujący dyplomata?

- Od niedawna podnieśliśmy wynagrodzenie najmłodszych stażem kolegów. Teraz na początek oferujemy im ok. 3 tys. zł brutto. Wcześniej na pracę u nas tak naprawdę stać było tylko absolwentów, którzy mieli zamożniejszych rodziców opłacających im mieszkanie i dodających na utrzymanie. A nie o to nam chodziło. Jeśli ktoś jest dobry, spełnia nasze wymagania i chce dla nas pracować, to szkoda, żeby wyłącznie kryterium materialne i lokum w stolicy decydowało o tym, czy pracuje w MSZ, czy nie. Po dwóch-trzech latach pracy w Warszawie następuje kilkuletni wyjazd na placówkę, który te finansowe relacje poprawia w sposób istotny.

Ktoś przeszedł przez gęste sito rekrutacyjne i co dalej?

- Po półrocznym stażu czekają go dwa lata pracy w Warszawie, a potem - jak już wspomniałem - wyjazd na kilka lat na placówkę. I oczywiście staże, szkolenia, kursy językowe itp. Co ważne, w MSZ można awansować na kierownicze stanowisko nawet i sporo przed czterdziestką. Prawie nigdzie na Zachodzie tak się nie dzieje. Tymczasem my mamy i bardzo młodych szefów placówek, i równie młodych dyrektorów departamentów. A w dyplomacji są to stanowiska o ogromnej odpowiedzialności.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 29 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

  • Mina pana dyrektora sonny.crockett 11.08.09, 14:02

    Mina pana dyrektora na zdjęciu dobitnie świadczy o tym, ze praca w polskiejdyplomacji to ważne, wartościowe i rozwijające zadanie, dające wspanialemożliwości rozwoju. ;)Szkoda mi czasu na »