Uwaga! Polski turysta

Rozmawiała Milena Bryła
2009-11-05, ostatnia aktualizacja 2009-11-09 13:52
Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta

Wiadereczka pełne alkoholu, uprowadzone grupy ludzi i emeryci pod wpływem marihuany - co jeszcze może się wydarzyć podczas wakacyjnej wycieczki zagranicznej? O urlopowych zwyczajach Polaków opowiada pilot wycieczek i podróżnik*

ZOBACZ TAKŻE
Po czym można rozpoznać Polaków za granicą?

Trzeba przyznać, że jesteśmy bardzo specyficzni. Oprócz takich cech wyglądu jak słowiańskie rysy twarzy, blady kolor skóry i ubiór (np. plecaki Alpinusa), wyróżniamy się także charakterem. Zapamiętują nas szczególnie po tym, że lubimy sobie czasem wypić. Wchodzę np. do baru w jakimś kraju, mówię, że jestem Polakiem i od razu słyszę "Ooo! Polacy jak byli u nas rok temu, to cały zapas alkoholu wypili!". Oczywiście jest to bardzo pozytywna reakcja, nieważne jak ci Polacy się wtedy zachowywali, ważne, że dali dużo zarobić, ale są też bardzo rozmowni, lubią się pośmiać, bawić. Jesteśmy cholernie znani z tego, że lubimy sobie wypić i to chyba na całym świecie. Jak wiadomo, przy alkoholu najlepiej nawiązuje się znajomości, dlatego też szybko się dogadujemy za granicą, nawet nie znając języka, lubimy się pośmiać, bawić, pośpiewać. Gorzej, kiedy jesteśmy w krajach muzułmańskich, gdzie alkoholu raczej się nie pija. Kiedyś byłem z wycieczką - najpierw dwa tygodnie w Iranie, a potem jeszcze tydzień w Pakistanie, gdzie alkohol jest zabroniony. Tam Polacy cierpieli niesamowicie (śmiech). Dopiero na granicy z Indiami było wstrętne, ciepłe piwo. Każdy jednak miał taki głód, że bez oporów to wypił. No i opróżniliśmy cały zapas alkoholu w tym miejscu (śmiech). Nie zrozum mnie jednak źle. Nie jest tak, że Polacy to sami alkoholicy.

Miał pan kiedyś grupę, która szczególnie lubiła urozmaicać sobie wakacje alkoholem?

Pojechałem kiedyś z wycieczką autokarem do Jordanii. Kiedy jechaliśmy przez Europę, po drodze zatrzymaliśmy się obok sklepu monopolowego i wykupiliśmy z niego dosłownie wszystko, cały alkohol. Właściciel sklepu dał nam nawet w prezencie kilka dodatkowych butelek whisky. Myślałem, że taki zapas spokojnie wystarczy do końca wyjazdu. Okazało się jednak, że już po trzech dniach wszystko się skończyło i musieliśmy znowu wracać do sklepu. Gdy tylko właściciel nas zobaczył, ucieszył się niesamowicie.

Psychotesty - indywidualista czy dusza zespołu?



A nie zdarzało się, żeby tacy pijani Polacy ginęli panu podczas wycieczki?

Raczej nie, zazwyczaj trzymamy się razem. Ale najlepszym miejscem dla zwolenników alkoholu jest taka miejscowość w Laosie, gdzie sprzedawany jest bardzo tani alkohol, np. butelka whisky kosztuje jednego dolara. Podróżnik może tam sobie kupić całe wiaderko alkoholu (whisky z colą i napojem energetycznym) i sobie z tym wiadereczkiem chodzić po okolicy sącząc swój napój. Najlepsze jest jednak to, że właściciele lokalu za swój obowiązek uznają, żeby każdy klient bezpiecznie i zdrowo wrócił do domu. Tak więc jak się taki Polak upije nawet do nieprzytomności, to właściciel zawsze bezpiecznie odprowadzi go do pokoju. Trzeba przyznać, że dla naszych rodaków jest to raj na ziemi.

A jakieś inne używki? Czy Polacy również z nich korzystają?

Polacy - choć przecież nie dotyczy to tylko Polaków - szczególnie ci młodsi, lubią sobie zapalić trawkę czy opium, a czasem nawet i babci z dziadkiem się to zdarza. Dla tych starszych często jest to pierwszy raz w życiu.

A taka babcia czy dziadek pod wpływem marihuany lub innego narkotyku nie sprawia kłopotów?

Oj bywa, że jest naprawdę śmiesznie! Kiedyś byliśmy w Kambodży, w miejscu gdzie jest szereg knajp, tzw. Happy Pizza. Kiedy byliśmy w środku, zapytaliśmy o co chodzi z ta pizzą, ale kelnerka tylko się uśmiechnęła i powiedziała, że będziemy potem "happy". No i jak się okazało byliśmy potem bardzo happy, bo w środku były grzybki halucynogenne! Także cała grupa dziwnie się potem zachowywała, wyprawa do toalety oddalonej o trzy metry trwała tyle, co przejście 300 metrów przez dżunglę! Było naprawdę ciekawie, tym bardziej, że część grupy to były osoby starsze. Nie wiem, czy taka wnuczka lub wnuczek mogliby się spodziewać, że ich dziadkowie na wycieczce jedli grzybki halucynogenne i mieli takie jazdy (śmiech).

Czy to prawda, że Polak nie wie do czego służy prysznic przy basenie?

U mnie raczej takie sytuacje się nie zdarzały, ale przypuszczam, że ten problem jest często spotykany. Szczególnie jeżeli chodzi o tanie wycieczki last minute, kiedy Polak skuszony niską ceną decyduje się na pierwsze w życiu wakacje. Wtedy nasi rodacy mogą być trochę zdezorientowani i nie do końca obeznani w takich warunkach. Domyślam się też, że są osoby, które np. wykupując wycieczkę do Egiptu, nie orientują się nawet gdzie on leży. Nie ma co się jednak przesadnie martwić, nie dotyczy to jedynie Polaków.

Czy zdarzają się panu wycieczkowicze, których szczególnie pan nie znosi?

Raczej nie, osoby stricte antypatyczne się nie zdarzają. Bywa za to, że jeden czy drugi Polak dodaje koloru całej wyprawie swoim oryginalnym charakterem. Czasem też trafiają się osoby zrzędliwe, które traktuje się jednak bardziej jak wyzwanie, niż problem. Oczywiście wielu Polaków ma swoje przyzwyczajenia i zasady i czasem nie mogą oni zrozumieć, że w danym kraju obyczaje są inne. Np. w Etiopii wymagany jest napiwek i wielu polskich turystów nie potrafi pojąć, że tu jest to obowiązkowe. Często takim upartym jednostkom żadne tłumaczenia nie pomagają, bo oni nigdy nie dawali więc teraz nie dadzą i już!

A w jaki sposób podporządkować sobie grupę Polaków?

Jest taka zasada, że pilot nie wychowuje grupy, ale wprowadza pewne zasady zachowania, które najlepiej określić na samym początku. Pilot nie może pokazać słabości, jeżeli na początku pokaże, że jest miękki, to ludzie wejdą mu na głowę, będą robić co chcą i np. notorycznie się spóźniać. Dlatego trzeba ich na początku trochę postraszyć, żeby potem było wszystko OK.

A w jaki sposób pan ich straszy? Wystarczy groźna mina, czy trzeba krzyczeć?

Nie, nie, lepiej robić wszystko z uśmiechem, ale stanowczo. Trzeba uświadomić ludziom, że jedziemy razem i jeżeli chcą się dobrze bawić i nie psuć wycieczki innym, to muszą się podporządkować pewnym regułom. Jest też pewna presja grupy - jak ktoś coś zepsuje, to nie zepsuje tylko sobie, ale i całej reszcie i wszyscy będą na niego źli. W najgorszym wypadku trzeba takiego Polaka opierniczyć przy grupie i narobić mu troszkę wstydu, żeby sam się ustawił. W najgorszym wypadku trzeba takiemu delikwentowi zrobić trochę wstydu przy grupie.

  • 68 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    40 głosów