Wbrew obiegowej opinii do ich obowiązków nie należy tylko wykonanie makijażu, narysowanie blizny czy doklejenie rany. Odpowiadają za całą postać, są fryzjerami, wizażystami i, jeżeli zaistnieje taka potrzeba, kostiumologami. Jedną z podstawowych rzeczy, jakiej uczą w szkołach wizażu i charakteryzacji, jest pomysłowość i kreatywność oraz umiejętność zrobienia "czegoś z niczego". - Testuję na sobie mnóstwo maseczek do twarzy, tych kupnych i robionych domowym sposobem - opowiada Aneta Pędraszewska*, wizażystka i charakteryzatorka teatralna. - Nigdy nie wiadomo, jaki efekt otrzyma się po nałożeniu, czy dana substancja, zastygając na skórze, zmieni jej fakturę, a jeżeli tak, to do czego będzie to można kiedyś wykorzystać. Jednym z takich odkryć były płatki kukurydziane. Najpierw zwróciłam uwagę na ich wygląd, kiedy już trochę nasiąknęły mlekiem i zrobiły się gąbczaste. Mają porowatą, nierówną powierzchnię, są bardzo plastyczne. Potem okazało się, że zastygając doskonale utrzymują się na skórze. Finalnie użyłam ich przy charakteryzacji do jednego z teledysków i nikt się nie zorientował, że zombie są zrobione z płatków śniadaniowych. Takiej kreatywności wymagają od nas nie tylko producenci, ale i realia dotyczące kwestii dostępności produktów. Z tego, co mi wiadomo, na terenie Polski działa pięć sklepów z materiałami dla charakteryzatorów, z czego dwa znajdują się w Warszawie. Zazwyczaj jest czas, żeby wszystko zamówić, ale ja bezpieczniej się czuję wiedząc, że w każdej chwili mogę sobie jakoś poradzić.
Niezbędnik Żelazny zestaw każdego charakteryzatora mieści się w kosmetycznym kuferku. W jego skład wchodzi kilka odcieni fluidów (od najjaśniejszego do najciemniejszego), cienie w pięciu podstawowych kolorach, bazy pod makijaż, specjalna plastelina, za pomocą której rzeźbi się twarz, wykonuje efekty specjalne (na przykład rany postrzałowe) oraz farbki. Mając te produkty można już normalnie pracować. Materiały to jednak nie wszystko, trzeba mieć jeszcze konkretną wizję tego, co chce się zrobić. - Jeżeli chodzi o postarzanie człowieka, to po pierwsze trzeba się mu dobrze przyjrzeć, zbadać mimikę, zobaczyć, gdzie zaczną pojawiać się zmarszczki. Potem można zacząć pogłębiać te, które już są i dorysowywać nowe. Czasami pokrywa się skórę specjalnym żelem, który wydobywa z niej zagłębienia i zastygając na pewien czas je utrwala. Ta metoda niszczy skórę, ale w Polsce nadal jest dość popularna. Z ranami, chorobami skóry i urazami jest inaczej. Można powiedzieć, że inspiracje czerpiemy z natury. Żeby wykonać jak najbardziej realistyczną charakteryzację, muszę wiedzieć, jak dany przypadek wygląda w rzeczywistości. W komputerze mam dziesiątki folderów ze zdjęciami ran ciętych, różnych urazów, siniaków, oparzeń. Nie jest to przyjemne, ale pozwala osiągać najlepsze efekty. Tak samo, jak przeglądanie podręczników do medycyny sądowej czy książek o chorobach skóry.
Makijaż wykonany przez charakteryzatora jest ciężki. Pracujemy na kosmetykach które zawierają dużo pigmentów. Nasze podkłady to tak naprawdę sztyfty, które są w stanie zmienić całkowicie kolor skóry, zakryć tatuaż. Każdy element makijażu jest wtedy nieco przerysowany, ale dzięki temu wyraźniejszy. Widzowie, nawet ci z dalszych rzędów, są w stanie wychwycić mimikę twarzy, ponieważ jest ona odpowiednio podkreślona. To jest właśnie ten słynny "teatralny efekt".
Rzemieślnicy Nie wszystko, co robią, jest tak ekscytujące. Zdarzają się również mozolne i nudne zajęcia. Na szczycie listy znajduje się ręczne tkanie peruk. Zrobienie jednej z nich trwa do kilku miesięcy. Przewleka się wtedy włos po włosie przez specjalną pończochę, która następnie zakładana jest na głowę. Na koniec trzeba już tylko włosy ostrzyc, wyrównać kolor i uczesać. Dla porównania - zrobienie wąsów zajmuje kilka dni, a sztucznych rzęs - około dwóch godzin. Dobrze jest mieć zaprzyjaźniony zakład fryzjerski, od którego można odbierać włosy. Ze względu na czasochłonność tego zajęcia najczęściej jest ono zlecane emerytowanym charakteryzatorom, którzy w ten sposób nie wypadają zupełnie z obiegu i mogą zarobić dodatkowe pieniądze.
Jest jedna rzecz, która mimo, że wymaga sporo pracy i czasu, byłaby wykonywana przez charakteryzatorów chętnie, niestety, realia im na to nie pozwalają. - W Polsce bardzo rzadko wykonuje się silikonowe maski, głównie ze względu na koszta. Taka maska to idealny odlew twarzy konkretnego aktora, więc nie może być już używana przez drugą osobę. Proces jej przygotowania jest dość złożony i czasochłonny, ale przynosi spektakularny efekt. Najpierw robi się gipsowy odlew twarzy aktora, następnie otrzymuje się z niego formę, w której się rzeźbi, nanosi zmarszczki, dodaje lub odejmuje jakieś elementy. Całość zalewa się silikonem i otrzymuje się maskę, która wymaga pomalowania, dodania cieni w załamaniach itd., ale to już sama przyjemność.
Nie wszystkie elementy charakteryzatorzy wykonują sami. - Część rzeczy można po prostu kupić w sklepie dla charakteryzatorów lub nawet w miejscu z gadżetami dla dzieci. To właśnie tam szuka się wampirzych kłów i masek na oczy. Pomagają nam też protetycy, którzy przygotowują nakładki na zęby. W sklepach okulistycznych, poza standardowymi soczewkami, można kupić lub zamówić te z efektem kocich źrenic albo całkiem białe. W sklepach dla charakteryzatorów można dostać gotowe rany, które wystarczy już tylko przykleić do skóry. Dużą popularnością cieszy się również sztuczna krew w płynie, którą wylewa się na ubrania czy skórę. Można też dostać ją w formie kapsułek, które aktor wkłada do buzi i rozgryza. To tak naprawdę słodki żel, który w kontakcie ze śliną zachowuje się bardzo realistycznie. Można nim pluć, "soczyście" się uśmiechać lub wymyślić coś równie ciekawego. Z tego co widziałam aktorzy chętnie eksperymentują z tego typu gadżetami.
Za kulisami - Praca charakteryzatora to kompleksowe tworzenie postaci. Musimy mieć jej ogólną wizję. W takich chwilach przydaje się znajomość historii sztuki. Do moich zadań często należy uczesanie, umalowanie i ubranie aktora, więc bez szeroko rozwiniętych zdolności manualnych nie dałabym sobie rady. To jest zawód dla osób odpornych i sprawnych. Jeżeli ktoś umie pracować tylko według zegarka, to długo nie wytrzyma. Na planie zdarzają się różne sytuacje, ale zawsze charakteryzator przyjeżdża jako pierwszy i wychodzi jako ostatni. Często czeka się na aktora, który spóźnia się, dajmy na to, 30 minut, a na cały makijaż była przewidziana godzina. W takiej sytuacji trzeba się spiąć, dokonać niemożliwego i wykonać pracę w dwa razy krótszym czasie, bo nikt na nas nie będzie czekał. To samo jest w teatrze. W czasie przerwy w zdjęciach czy też antraktu ma się chwilę, żeby dopaść aktora, przypudrować mu nos, sprawdzić stan doklejonych elementów itd. Bywają też sytuacje, że warunki na planie są, powiedzmy, niesprzyjające i maluje się aktora po ciemku, trzymając latarkę w zębach.
Jak wszędzie, również i tutaj nie da się uniknąć wpadek. - Miałam kiedyś sytuację, że aktorowi na scenie odpadły wąsy, ale to tylko dlatego, że wcześniej pił alkohol, a to poważny błąd - opowiada Aneta Pędraszewska.- Skóra wtedy bardziej się poci i klej przestaje trzymać. W sytuacji, kiedy ktoś ma naturalne problemy z nadmierną potliwością, przed doklejaniem wąsów czy brody skórę dodatkowo wysusza się w celu chwilowego zwężenia porów. Tak naprawdę żadna substancja typowo charakteryzatorska nie powinna mieć ze skórą kontaktu dłużej niż przez dwie godziny. Po tym czasie może dojść do podrażnienia. Zdarzało mi się już ponaglać reżyserów, bo czas nam się kończył.
Trzeba być też trochę odważnym i nie bać się niestandardowych zleceń, takich do których nie przygotowują w szkołach. - Nietypowym zleceniem w teatrze było przygotowanie i przyklejenie kobiecego łona. Aktorka do ostatniej chwili miała nadzieje, że reżyser nie każe jej się rozebrać na scenie, niestety, tamten był nieubłagany. Skończyło się na tym, że do prawdziwego łona przykleiłam sztuczne i to właśnie nim "zagrała" na scenie. Nasza praca, jak pani widzi, to nie tylko peruki i makijaże. Chociaż koleżankom zdarzało się wykonywać jeszcze trudniejsze zlecenia, na przykład "kastracja" mężczyzny do zdjęcia. Nie chcę wnikać w szczegóły, bo nawet ich nie znam, ale wymaga to na pewno ogromnego skupienia i profesjonalizmu.
Na co dzień bez etatu Wolny rynek i spora konkurencja wpłynęły na styl pracy dzisiejszych charakteryzatorów. Już nikt nie czeka na wymarzony etat w teatrze czy telewizji. Liczy się każde zlecenie, a te coraz częściej spływają od prywatnych klientów: rodzinny album utrzymany w konwencji filmu "The Addams Family", panna młoda żywcem wyjęta z lat 20-stych czy może "rana postrzałowa" na imprezę u kumpla. - W tym roku dużą popularnością cieszyło się Halloween. Przebrania, jak na razie, są dość klasyczne. Panie najczęściej chciały zamienić się w seksowne wampirzyce, panom bliżej było do zombie lub gadżetów w stylu nóż w głowie. Do wykonania takich charakteryzacji nie używamy ciężkich, teatralnych kosmetyków. Zabezpieczoną skórę twarzy najczęściej w całości pokrywa się białą farbką i podkreśla na przykład oczy. Taki makijaż jest bezpieczny i bez problemu można zmyć go po paru godzinach wodą z mydłem. Zdarzają się też klienci, którzy w zupełności zdają się na naszą inwencję i wtedy można sobie poszaleć. Sporą satysfakcję daje moment, kiedy patrzą po raz pierwszy w lusterko i mówią, że nie mogą siebie poznać albo że narysowana rana zaczyna ich boleć.
Co dalej? Największym marzeniem Anety Pędraszewskiej jest móc rozwijać się dalej w zawodzie. Chciałaby wyjechać do szkoły w Londynie, uczyć się od najlepszych. - To, co niestety przemawia na niekorzyść Polski, to jak zawsze brak pieniędzy na rozwój danej dziedziny. Mamy bardzo utalentowanych ludzi, którzy ze względu na ograniczone fundusze produkcji, zamiast korzystać z najnowszych osiągnięć, muszą posiłkować się metodami chałupniczymi. Pewnie dlatego marzeniem każdego charakteryzatora jest praca w Teatrze Narodowym, Teatrze Wielkim lub w Romie, która słynie z barwnych spektakli. Albo w programie telewizyjnym ze sporym budżetem przewidzianym na charakteryzację, jak na przykład "Szymon Majewski Show". Wtedy mamy szansę sporo się nauczyć i zrealizować swoje wizje.
Zawód charakteryzatora jest wymagający. Oczekuje od wykonawcy zaangażowania, kreatywności i odporności psychicznej. Bez uzdolnień plastycznych i naturalnych predyspozycji w tym kierunku może być ciężko. To jednak w ogóle nie odstrasza tych, którzy chcą go wykonywać i każdą wolną chwilę poświęcają doskonaleniu tej sztuki. Bo jest to sztuka.
*
Aneta Pędraszewska - absolwentka Aktywnego Studium Plastycznego Technik Teatralno- Filmowych, specjalność charakteryzacja teatralno-filmowa. Doświadczenie zdobywała asystując w programie "Szymon Majewski Show" i podczas pokazów mody dla państwa Krajewskich. Współpracowała z domami produkcyjnymi Propeller Film, Ten Film Studio, Gambit Production. Obecnie realizuje krótkie metraże, reklamy, spoty, współpracuje z teatrem CoMeta, oraz realizuje zlecenia klientów indywidualnych.