Menadżer artysty - szara eminencja showbusinessu?

Grzegorz Bruszewski
2009-12-03, ostatnia aktualizacja 2009-12-04 11:29

Z nieodłączną komórką przy uchu, ustalający daty koncertów i wywiadów, w wiecznym biegu, w taksówce załatwiający formalności, umowy, faktury - menadżerowie muzyków nie są już asystentami, którzy zajmują się artystami siedząc za biurkiem.

Tede
Tede
Tede
Pracy, którą wykonują, nie można porównać do pracy w korporacji, gdzie wykonuje się projekt i idzie do domu. Pod telefonem muszą być 24 godziny na dobę. Poza tym, jak na pasjonatów muzyki przystało, również w wolnym czasie śledzą, co się dzieje w branży. Są narażeni na ciągłe napięcie związane chociażby z organizacją koncertu czy promocją płyty. Niektórzy rezygnują po męczących trasach koncertowych, bo ciągłe wyjazdy odbijają się negatywnie na relacjach rodzinnych.

Życie w ciągłym biegu

Joanna Ziędalska-Komosińska jest teraz w gorącym okresie promocji płyty "Modern Rocking" Agnieszki Chylińskiej, byłej wokalistki O.N.A i jurorki popularnego programu Mam Talent. To właśnie wzbudzającą wiele kontrowersji piosenkę promującą album "Nie mogę Cię zapomnieć" można usłyszeć jako sygnał połączenia próbując się do niej dodzwonić. Od ukazania się teledysku biega z Agnieszką z wywiadu na wywiad. Codziennie odbiera setki e-maili i kilkadziesiąt telefonów w sprawach rozmów przypominających o spotkaniach lub o kolejnych nagraniach. Telefon jest jej głównym narzędziem pracy. Zawsze stara się go odebrać, a na SMSy odpisuje w tempie błyskawicznym. Rozmowę ze mną rozpoczyna od słów: - Mamy teraz niezwykle gorący okres z Agnieszką, jeżeli chodzi o promocję.

"Oddzwonię później" czy "postaram się" powtarza częściej niż zazwyczaj. Kieruje dużą firmą zajmującą się managementem artystów. Oprócz Agnieszki Chylińskiej reprezentuje m.in. zespół Manchester. Swoją karierę zaczynała jako 18-latka. Jeżeli coś osiągnęła, a reprezentuje najbardziej gorącą gwiazdę tej jesieni, to tylko dzięki swojej ciężkiej pracy. W międzyczasie zrobiła też studia, które łączą się z wykonywaną pracą. Z zawodu jest bowiem prawniczką, więc nie można z nią zadzierać, jeśli chce się nadużyć prawa i wykorzystać niewiedzę menadżera dla swoich korzyści.

Wszystkiego trzeba przypilnować

Menadżerowie, którzy na początku swojej drogi okazali się zbyt ufni w stosunku do mediów, teraz wychodzą z zasady, że na wszystko trzeba mieć oko i wszystko trzeba skontrolować. - Artysta ma prawo do prezentowania własnego wizerunku oraz do jego ochrony. W dużej mierze dzięki gwiazdom programy zyskują oglądalność, jak i dzięki nim pisma wyprzedają swoje nakłady - mówi Joanna Ziędalska-Komosińska. - Dochodzi wręcz do absurdów, kiedy media próbują sprawdzić naszą czujność. "Zrobimy pani okładkę, sesję z rodziną, szczery wywiad o życiu prywatnym - to w pani interesie". Albo "wygrała pani nagrodę za najlepszy styl ubierania. Zapraszamy na sesję, damy własne ciuchy, wizażystkę i fryzjerkę". To gdzie ta logika, jeśli chce się zrobić z gwiazdy kogoś, kim nie jest? - wspomina.

Kamil "Jakuza" Jaczyński, menadżer Tedego, legendy polskiego hip-hopu, który jest alfą i omegą należącej do niego wytwórni Wielkie Joł. Codziennie rano robi monitoring mediów, umawia spotkania, lub, jak sam określa, łączy odpowiednich ludzi - dziennikarzy z artystą. Zawsze umawia ich w siedzibie firmy. - Można przedtem, jeżeli artysta się spóźni, porozmawiać. Dogadać np. szczegóły autoryzacji - mówi. Nad tą ostatnią pieczę trzyma również Ziędalska-Komosińska. - Montaż materiału oraz redakcja wywiadu - od tego zależy bardzo wiele. Wystarczy dokonać stosownych manipulacji, aby wypowiedziane przez artystę słowa kompletnie zmieniły znaczenie i kontekst. Staram się mieć wgląd w zredagowany tekst, wszystkie zdjęcia, tytuły, cały layout - mówi.

Menadżer? Nie, dziękuję

"Jakuza" przez wiele lat był menadżerem koncertowym. Tej jesieni podziękował za pracę na wyjazdach. - Mam rodzinę, małe dziecko, to już nie dla mnie. Nie mogę sobie już pozwolić, żeby nie było mnie co weekend - mówi. - Poza tym nie bawi mnie już praca w windykację, bo to w przypadku hip-hopu często się do tego sprowadza - dodaje. Wspomina powtarzające się sytuacje, gdy idąc z fakturą przed koncertem do organizatorów dowiadywał się, że niestety dziś nie może być ona zrealizowana. - Nie lubię się kłócić o pieniądze, wolę pracę stacjonarną w biurze.

Obecnie zajmuje się PR-em wytwórni Wielkie Joł i managementem artystów z nią związanych. Bardzo miło wspomina jednak okres fermentu i zamieszania z tym związanego. - Wtedy to był nowy etap w moim życiu. Zrezygnowałem z pracy marketingowca w garniturze i zacząłem odnajdywać się w swojej pasji. Dziś już wiem, że do tamtych zajęć nie wrócę - mówi. Joanna dodaje: - Po kilkunastu latach wyjazdów na koncerty nie jeżdżę na plenerowe trasy koncertowe. Zatrudniam road managerów, zachowując koordynację wszystkiego z pozycji biura. Mimo restrykcjyjnych umów, riderów, często dopiero na miejscu okazuje się, co grupa zastaje. Dlatego preferuję zorganizowane, wyprodukowane trasy koncertowe z własnym nagłośnieniem i oświetleniem. To zdecydowanie wpływa na korzyść jakości koncertu, stwarza odpowiedni poziom i bezpieczeństwo - dodaje.

Menadżer to najbliższa osoba

W showbusinessie, również polskim, rolę menadżera pełni bliska artyście osoba - żona (np. menadżerka Roberta Gawlińskiego), mąż (np. menadżer Beaty Kozidrak), czy rodzice (np. mama Mateusza Damięckiego). Jeżeli akurat odbywa się promocja płyty lub filmu, menadżer przebywa z artystą więcej, niż z rodziną. Łatwo wchodzi się w bliskie relacje. - Jesteśmy ekipą i trzymamy się razem - mówi o wytwórni Wielkie Joł Kamil Jaczyński.- Staramy się jednak zachować zdrowy dystans, aby nie przekroczyć pewnej granicy. Spotykamy się na stopie prywatnej, ale rzadko - dodaje. Z kolei...

Rodzicami z kolei musimy być, kiedy trzeba artystę doprowadzić do porządku, kiedy jest w trasie i chce balować do późna. - To dorośli ludzie, wiedzą, co robią. Zdarza się jednak, że niektórych trzeba sprowadzać na dobrą drogę - śmieje się. Joanna przyznaje, że dziś pracuje wyłącznie z artystami, których nie trzeba kontrolować i pilnować, są profesjonalistami. Pozostałe sytuacje, jak rezerwacja hotelu, zapewnienie obiadów, czy ustalenie planów na następny dzień (np. zwiedzanie odwiedzanego miasta), to podstawowe funkcje menadżera, choć mogą przypominać nieco te, które zapewniają opiekunowie. - Artysta powinien tworzyć, menadżer - zapewnić mu ten komfort i jak najlepiej wprowadzić jego sztukę na rynek. Myślę, że wszystko zależy też od szacunku menadżera do swojego artysty, rozpoznania jego potrzeb i zapewnienia komfortu. Dla mnie podstawą jest bezpieczeństwo i komfort - mówi Joanna. - Poza tym trudno o jakiś wielki dystans z artystą, z którym pracuje się bardzo blisko i intensywnie. Mnie dobre relacje pomagają w lepszym zrozumieniu ich samych i ich potrzeb. Ciężko o prawdziwą przyjaźń, a jednak warto było na nią czekać tyle lat - dodaje.

Rodzina najważniejsza?

Nawet jeśli Kamil pracuje teraz w standardowych godzinach biurowych, to jego najbliżsi mogą czuć się nieco zaniedbywani. Telefony nie kończą się nawet po 18. Czasem zadzwoni szef, aby dowiedzieć się czegoś, co dzieje się w firmie lub spyta o zdrowie, czasem jakiś dziennikarz, który chce się czegoś dowiedzieć. - Żona wiedziała, co brała, bo znamy się bardzo długo. Poza tym nie naciska, abym zmienił tę pracę na np. pracę w banku - mówi. Sam stara się jednak kontrolować pracę poza stałymi godzinami. Łapie się jednak na tym, że jeśli wymyśli coś ciekawego i chce wrzucić na stronę lub rozesłać newsletterem do dziennikarzy, to zdarza mu się to nawet o 22. - Najgorsze, jeżeli praca jest jednocześnie twoją pasją - śmieje się.

Joanna Ziędalska-Komosińska, mimo że na trasy koncertowe wynajmuje road managera, również zawala weekendy, kiedy odbywają się sesje zdjęciowe lub nagrania do programu. Kiepski fotograf bądź złe ujęcie potrafią zepsuć wizerunek najpiękniejszej osobie, niezależnie od najlepszego makijażu, fryzury czy ubrania, więc woli wszystkiego przypilnować. - Weekendy jednak staram się poświęcać rodzinie - mówi. Mimo że od 16 lat jest menadżerem i szefem firmy Top Managment, jest również matką trójki dzieci, którym trzeba, w miarę możliwości, poświęcać mnóstwo czasu.

Stres? Jest! Satysfakcja? Na szczęście też!

Mimo wielu atrakcyjnych aspektów pracy menadżera wiąże się ona z olbrzymim stresem i odpowiedzialnością. To od niego bowiem, w dużej mierze, zależy sukces artysty. Dlatego też część menadżerów odreagowuje nieprzespane noce oraz bóle głowy i brzucha alkoholem i innymi używkami. - Jestem raczej średnio zainteresowany alkoholem, więc u mnie jest to raczej krzyk, ale przede wszystkim szczera rozmowa z bliskimi - mówi Jakuza. Jak przyznaje, złotego środka nie ma. Czasem, niestety, trzeba dusić w sobie emocje, bo wiedza, jaką ma menadżer, nie może wyjść poza jego osobę.

Wśród całej tej bieganiny, ciągłego stresu jest jednak satysfakcja. Jaka? - Z pewnością dla każdego co innego. Być może dla niektórych szczytem szczęścia jest pierwsze miejsce na Olisie (Oficjalna Lista Sprzedaży Związku Producentów Audio Video - red.). Dla mnie nie, bo to tylko dowód uznania dla artysty i jego muzyki oraz dowód na słuszność podjętych decyzji i dobrze wykonaną pracę - mówi Joanna Ziędalska-Komosińska. Stara się nie fascynować rankingami, nagrodami, czy szczytami list przebojów, bo można się od tego uzależnić.

Jakuza z kolei jednym tchem wylicza, co jemu przynosi największą frajdę - udany koncert, dobra płyta, ale przede wszystkim - zadowolony artysta i fani. To właśnie listy od nich dają największego kopa do działania. Cieszą dobre recenzje dziennikarzy, którzy zwykle nie piszą dobrze o reprezentowanym przez nich artyście. - Na recenzentów jest trochę inna miara, ale zawsze jest miło przeczytać coś dobrego o nas - mówi. Nieco inaczej podchodzi do tego Joanna. - Wszystko jest względne i zmienne, należy mieć dystans. Dziś fan napisze, że kocha, jutro ten sam, że nienawidzi. Dziennikarz wstanie lewą nogą i aby dokopać komuś, wybić swoje nazwisko z tłumu, napisze miażdżącą recenzję. Jakie to ma znaczenie? Uwielbiam cytat z mojego ukochanego filmu "Notting Hill": "Dzisiejsze gazety wyściełają jutrzejsze kubły na śmieci". Dlatego dla mnie ważny jest żywy człowiek, a nie wirtualny świat - mówi.



  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów