"Ludzie zimą okrywali się po prostu skórami zwierzęcymi, potem zaczęto te skóry przykrawać, następnie pokrywać suknem, a nawet aksamitem oraz dopasowywać do figur ludzkich. Tak narodziło się kuśnierstwo" - w taki sposób początki fachu związanego z wyrobem futer opisuje publikacja "Dzieje Cechu Kuśnierzy miasta Warszawy".
- Kuśnierstwo nie jest łatwym zawodem - ocenia Urszula Sochacka-Koper, właścicielka pracowni kuśnierskiej z przedwojennymi tradycjami. Termin (czyli nauka ucznia) trwa trzy lata i pozwala zdobyć tytuł czeladnika. Szkolenie na mistrza trwa jeszcze dwa lata, ale jak podkreślają specjaliści, pewnym w zawodzie można się poczuć po 7-8 latach pracy, jeśli ma się jeszcze trochę talentu i zamiłowania do szycia. Zdaniem Sochackiej-Koper w małych pracowniach uczeń ma szansę nauczyć się wszelkich tajników futrzarskiego fachu.
- W zakładach produkcyjnych ludzie są przyuczani do konkretnego zadania, które mają wykonywać i stają się tylko małym ogniwem całości - uważa pani Urszula. Zmieniła się także sytuacja prawna kuśnierzy. Kiedyś rzemieślnicy obowiązkowo należeli do organizacji cechowej. - Cech ich reprezentował, wydawał prawa, obowiązki, bronił - a i klient miał się gdzie odwołać w razie niezadowolenia z wykonania pracy w warsztacie. Teraz, niestety, tak już nie jest - komentuje właścicielka pracowni.
Historie rodzinne
Pani Urszula kuśnierski fach odziedziczyła w genach. Dziadek, Piotr Sochacki ,otworzył pracownię w 1895 roku przy ul. Nowy Świat w Warszawie. Zajmował się tak zwanym krawiectwem ciężkim. Szył pelisy, czyli futra, które niemal całe były przykryte materiałem. Włosie było widoczne tylko na kołnierzu i mankietach. Ojciec pani Urszuli, Jan, podjął naukę kuśnierstwa w wieku 14 lat. Umiejętności kroju i szycia doskonalił m.in. w Paryżu.
- W latach czterdziestych okupanci niemieccy zaczęli niszczyć rzemiosło polskie. Rozwiązywano cechy, które skupiały rzemieślników, rekwirowano maszyny, reglamentowano surowce i dawano nakazy pracy w zakładach niemieckich firm "Tobens" i "Schultz", które otrzymywały monopol na zatrudnianie kuśnierzy - opowiada Urszula Sochacka - Koper. Jej ojciec trafił do obozu pracy w Mauthausen. Po wyzwoleniu w1947 r. otworzył warsztat przy ul. Mokotowskiej, gdzie firma mieści się do dzisiaj. - Rzetelność i uczciwość w pracy pozwoliła mu ponownie zebrać swoich stałych klientów - wspomina córka pana Jana. W 1975 r. rozpoczęła naukę w pracowni ojca. Nie było mowy o taryfie ulgowej, wręcz przeciwnie. Dziś pani Urszula mówi z przekonaniem: - Pracuję już 34 lata i nigdy nie myślałam o zmianie zawodu. Mój ojciec pracował w nim 70 lat!
Każde futro ma patrona
Jak wygląda współczesny futrzany biznes? Zakłady kuśnierskie kupują skóry w wyspecjalizowanych hurtowniach skór futerkowych lub na targach futrzarskich, np. w Mediolanie, Frankfurcie czy na aukcjach m.in. w Hongkongu. Są również polscy hodowcy, którzy trudnią się tym fachem. Etola w kolorze czerwonego wina? Nie ma problemu. Nim trafią na stół pracowni kuśnierskiej, skóry mogą być poddawane zabiegom kojarzącym się z fryzjerstwem: są farbowane, roztleniane, balejażowane i patynowane. Zajmują się tym wyspecjalizowane zakłady garbarskie i farbiarskie. Urszula Koper zawsze ma w ofercie linię klasyczną pod względem kroju czy koloru (brąz, beż, czarny, szary), ale pozwala sobie również na nutkę ekstrawagancji. - Sezonowo pojawiają się futra farbowane na takie kolory jak np. fiolet, czerwień, zieleń. Pokrywa się to zazwyczaj z panującymi w modzie odzieżowej trendami - wyjaśnia.
Ile trwa stworzenie futra z białych norek i jak wygląda ten proces? - Czas ten można oszacować, jeśli robi się produkcję na określoną formę, o określonych wymiarach; wtedy kuśnierz kroi skóry, maszynista szyje, a wykańczarka wszywa podszewkę czy zapięcie - wyjaśnia pani Urszula. Cały proces trwa znacznie dłużej i jest o wiele bardziej skomplikowany, jeśli futro powstaje na miarę, dla indywidualnego klienta. Pracę zaczyna się od narysowania a potem wycięcia odpowiedniej formy z papieru. Na tej podstawie powstaje patron, czyli wzór z płótna, który przymierza się i nanosi ewentualne poprawki. Potem trzeba jeszcze ułożyć skóry uwzględniając ich jakość, kolor, gęstość włosa i puszystość, a następnie zszyć na maszynach kuśnierskich. Tak przygotowane skóry moczy się, naciąga na deski i suszy.
- Kolejny etap to wycinanie specjalnym nożem według formy, zszywanie i następna przymiarka. Na koniec ręcznie przyszywa się podszewkę, wszywa rękawy, kołnierz, zapięcia, elementy dekoracyjne - opisuje właścicielka pracowni kuśnierskiej.
Modne wzory
Futra i galanterię futrzaną (czyli kołnierze, mufki, etole, szale, kamizelki) szyje się ze skór różnego rodzaju. Króliki, nutrie czy piżmaki to klasa średnia. O wiele cenniejsze są lisy, kuny, oposy, szopy, karakuły, norki, popielice, szynszyle czy sobole.
Duże zakłady produkcyjne posiadają gotowe formy i szablony, a cała produkcja jest dokładnie zaplanowana. W małych warsztatach wykonuje się różne rzeczy równocześnie dla paru klientów. Niektóre prace należą do szczególnie żmudnych. - Czasami najpierw trzeba uszyć błam ze skrawków, które pozostają po oczyszczeniu skór głównych, np. z łapek, ogonków, czy brzuszków - wyjaśnia pani Urszula.
Kiedy przystępuje do szycia wyrobów z futra, opiera się na własnych pomysłach oraz wspomnieniach ojca. Sochacka-Koper wciąż ma w pamięci opowieści o modzie sprzed wojny, wyjątkowych wzorach i o ogromnym urozmaiceniu w dziedzinie futrzarstwa.
- Mam nawet formy, które ojciec zostawił - są aktualne do dzisiaj, a pochodzą z początku XX wieku - wyjaśnia właścicielka pracowni. - Oczywiście przypatruje się modzie na wybiegach, bo to inspiruje i pozwala na realizację tego, czego oczekuje klient - dodaje. Można sobie pozwolić na fantazję, bo skóry obrabiane nowymi technologiami, czasami przypominają bardziej materiał niż futro.
Co ma wspólnego owca z frytkami?
Stanisław Dróżdż, właściciel firmy "Muflon", pochodzi z Białego Dunajca. Jego rodzina od pokoleń zajmowała się hodowlą owiec. Kiedy 15 lat temu przeniósł się z Podhala w okolice Wisły, był jednym z pierwszych kuśnierzy w okolicy. Dziś fach przejmują dzieci - syn mieszkający pod Gubałówką i córka pracująca razem z ojcem. Sprzedają i szyją tradycyjne wyroby skórzane - od góralskich kożuchów, kamizelek i serdaków po pantofle, czapki i rękawiczki. Futra i buty szyje się ręcznie. Można je kupić w sklepie internetowym i na typowych, góralskich stoiskach.
- Swoich baranków mamy ponad sto, ale większość skór kupujemy w hurtowniach. Są sprowadzane z Włoch i Holandii, bo mają lepszą jakość - wyjaśnia pan Stanisław. Nie wszystkie owce nadają się na ubój na skóry. Kuśnierz z Podhala wyjaśnia, że najlepsze to te, które wczesną wiosną wychodzą na halę i wypasają się tam aż do jesieni.
- Mięso też jest z nich lepsze, bo taki baranek, jak biega kilka miesięcy po hali, jest, jak to mówimy, przewiany. Najgorsze to takie, które żyją w zamknięciu. Ich futro przesiąka zapachem i robi się kremowe. Jak przyjeżdżają do nas Warszawiacy czy Poznaniacy, którzy się znają, to za nic w świecie nie kupią kożucha z baranka chowanego w komórce - kończy Dróżdż.
Liczy się też wiek. Najlepsze do uboju są roczniaki. Z owiec-matek można uzyskać większe skóry, ale za to trudniej pozbyć się zapachu. Garbowanie skór trwa minimum tydzień. Tradycyjne skóry wyprawia się na kwasie mrówkowym i chromie. Relugany to skóry wyprawiane bez środków chemicznych, przy pomocy garbników roślinnych. - Na oleju, takim, jak się smaży frytki - tłumaczy pan Stanisław. Relugany mają specyficzny, żółtawy kolor. Górale sprzedają je jako skórzane "prześcieradła" lub skóry, których używa się np. jako wyściółki do dziecięcych sanek. Relugany są droższe od tradycyjnych skór, bo dłuższy jest proces technologiczny ich wyprawiania. Trwa aż do miesiąca. Oryginalny kożuszek ze skóry owczej haftowany rzemykami można uszyć w jeden dzień. Kosztuje ok. 400 zł, ale za dobrej jakości kożuch z hiszpańskiej skóry trzeba zapłacić dwa razy więcej.
Czy kuśnierstwo to wymierający fach? Zdaniem Stanisława Dróżdża, gdyby ktoś chciał zaczynać od zera, wziąć
kredyty na zakup maszyn, nie ma szans na rozkręcenie biznesu. On sam korzysta ze starego, kupionego lata temu, sprzętu.
- Maszyny kuśnierskie są bardzo drogie. Z USA znajomi sprowadzili takie, które wycinają skórę bydlęcą nawet 8-metrową osią. Kiedyś takiego czegoś na Podhalu nie widzieliśmy. Mnie to już nie interesuje, bo mam taki wiek, że nie inwestuję w maszyny.
Awantura o futro Od kilku lat firmy, sklepy i osoby związane z rzemiosłem futrzarskim spotykają się z falą krytyki ze strony ekologów. Tym bardziej, że naturalne norki, króliki czy szynszyle wróciły w blasku fleszy na wybiegi wielkich projektantów. Ich śladem podążyły niektóre sieciówki. Futra stały się bardziej widoczne na ulicach i w kampaniach reklamowych. W Polsce najgłośniej było o protestach fundacji Viva!, która zaangażowała w swoje działania znane osoby (m.in. aktorkę Agatę Buzek i piosenkarkę Novikę), a jej aktywiści na znak protestu zamykali się w klatkach przed sklepami marki Simple. Kampania odzieżowa podpadła ekologom, gdy umieściła na billboardach zdjęcia modelki w futrze. "Futra to anachroniczny, zbędny w dzisiejszych czasach i okupiony cierpieniem produkt" - argumentują działacze. Fermy, na których hodowane są lisy czy szynszyle, porównują do obozów koncentracyjnych, a na stronach internetowych zamieszczają cytaty z dokumentów opisujących dopuszczalne metody uboju zwierząt. "Porażenie prądem zatrzymujące akcje serca" czy "urządzenie bolcowe penetrujące" to tylko niektóre z nich.
- W obecnych czasach okrycie z futra nie jest jedynym materiałem, który może chronić przed zimnem. Futro grzało nas od zarania dziejów, a kobiety chciały zawsze mieć coś, co je wyróżnia - żeby było miłe, cieplutkie i ładne. Jest szansa, że ten fach przetrwa, nawet, kiedy ktoś patrzy na to krzywym okiem - komentuje Urszula Sochacka-Koper. Zdaniem znawców trendów futro i futrzane dodatki nigdy nie wychodzą z mody. Zmieniają się jedynie fasony, dodatki i ozdoby do futer, zarówno sztucznych jak i tych prawdziwych. Stylistka gwiazd, Izabela Jabłonowska, często słyszy zdecydowane "nie", kiedy proponuje swoim klientom dodatki czy okrycia z futra naturalnego.
- Niektórzy wolą nie podejmować ryzyka lub czują moralny imperatyw, by nie ulegać takiej pokusie - mówi Jabłonowska. - W tej chwili najbardziej trendy jest przerabianie i odzyskiwanie starszych futer, które są sprytnie odnawiane i przerabiane na nowe rzeczy - dodaje. Stylistka nie ma wątpliwości, że futro wciąż jest synonimem luksusu.
- Zmianie uległo jedynie zapatrywanie się na noszenie takiej odzieży. Noszenie skór i futer nadal kojarzy się z wyróżnieniem i pozycją społeczną. Przez wiele lat podarowane kobiecie futro było symbolem zamożności jej partnera. Dzisiaj nie ma znaczenia, czy futro jest prawdziwe czy nie, bo nie sposób odróżnić (na pierwszy rzut oka) dobrej imitacji od prawdziwego modelu.