Psychotesty - sprawdź, czy łatwo poddajesz się stresowi
Jednak szachiści grają nadal. Rozgrywają kolejne partie i mecze, wygrywają mistrzostwa i zdobywają tytuły. Do tego trenują po kilka godzin dziennie nie tylko swoje mózgi, ale i ciała, bo bez dobrej kondycji fizycznej nie byliby w stanie efektywnie grać. Mówią, że najważniejsza jest wola walki, koncentracja i myślenie, ale tak naprawdę nie daliby rady bez konsekwencji i zaangażowania. Bo być szachistą wcale nie jest łatwo. Szachiści mają problemy z otrzymaniem kredytu czy składkami emerytalnymi, wyjazdy turniejowe często opłacają z własnej kieszeni, bo sponsorzy nie pchają się drzwiami i oknami. Często muszą dzielić czas między regularną pracę i treningi. Jak zatem wygląda zawód szachisty w Polsce? Ile trzeba zainwestować, czy potrzebne są jakieś szczególne cechy charakteru i czy da się poderwać dziewczynę na tytuł arcymistrza?
Rozmowa z Mateuszem Bartelem, polskim szachistą, arcymistrzem od 2005 roku. Ile trwała najdłuższa partia, jaką Pan rozgrywał? Szczerze mówiąc... nie pamiętam. Kiedyś, przed zmianami w przepisach, partie mogły trwać 7 godzin. Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że taką partię grałem. Natomiast obecnie partie nie trwają dłużej niż 5,5 godziny.
Co Pan myśli o powiedzeniu "refleks szachisty"? Faktycznie zastanawiacie się tysiąc razy zanim wykonacie ruch? To zdecydowanie przereklamowane stwierdzenie, które nie ma pokrycia w rzeczywistości. Oczywiście w szachach można spotkać flegmatyków, ale nie sądzę, by odsetek ten był wyższy niż w społeczeństwie. Za przykład zawsze daję arcymistrza Bartłomieja Macieję, który poza profesjonalną grą w szachy regularnie gra w rozgrywkach IV oraz III ligi tenisa stołowego. I to z dobrymi wynikami. Jeśli pani nie wierzy, zapraszam na turniej szachów błyskawicznych - tzw. "blitze" robią na osobach niezwiązanych z szachami spore wrażenie!
Kobiety kochają szachistów? Da się poderwać dziewczynę na tytuł arcymistrza? Na pewno, ale raczej dziewczynę grającą w szachy. Szachy to nie piłka - informacja o grze w szachy może zainteresować, ale rzadko imponuje. A szkoda.
Jak zaczęła się Pana przygoda z szachami? Mnie i mojego brata w szachy nauczył grać ojciec, gdy byliśmy chorzy na ospę. Ja miałem wtedy 6-7 lat, mój brat jest półtora roku młodszy.
Od razu połknął Pan bakcyla? Tata, który nauczył mnie zasad, był również moim pierwszym trenerem. Nie był, co prawda, szachistą, ale jako amator wykazał sporo zapału i chęci - nauczył mnie wielu przydatnych rzeczy korzystając z książek. Następnie zapisał mnie do warszawskiej Polonii, której barw broniłem aż do 2008 roku (wtedy przeszedłem do Polonii Wrocław). Szachy spodobały mi się szybko, w zasadzie od razu. Na pewno zachęciło mnie to, że mój pierwszy turniej w życiu - Mistrzostwa Warszawy do lat 9 - wygrałem.
Ile czasu dziennie spędza Pan na graniu? Powiedziałbym raczej na "trenowaniu" - grą szachiści nazywają raczej udział w turniejach, natomiast czynności poza nimi to trening. Z szachami mam kontakt codziennie, ale nie zawsze mam rozeznanie w tym, jak dużo czasu spędzam przy szachownicy (lub komputerze, który jest obecnie bardzo popularnym narzędziem pracy szachistów). Najlepsza jest, oczywiście, regularna, codzienna, wielogodzinna praca. Zresztą szachy to nie tylko szachownica - to również trening kondycyjny. Zawodnik nieprzygotowany kondycyjnie nie ma co marzyć o sukcesach.
Jak w takim razie wygląda trening kondycyjny szachisty? To zależy od osoby. Jedni lubią biegi długodystansowe, inni grę w tenisa, jeszcze inni grają w piłkę nożną. Mistrz świata, Hindus Viswanathan Anand codziennie odwiedza siłownię.
Ile czasu trzeba poświęcić na osiągnięcie takiego poziomu gry w szachy, który pozwala na udział w zawodach? W zawodach można startować krótko po nauczeniu się zasad, które nie są trudne. Niedługo potem można już wygrywać - są przecież turnieje dla osób o różnych poziomach umiejętności. Natomiast do wygrania, powiedzmy, mistrzostwa Polski mężczyzn czy kobiet potrzeba lat żmudnych treningów.