"Coś z krwią?" - tak większości osób kojarzy się patomorfologia. Tymczasem lekarz patomorfolog kilka godzin dziennie ogląda pod mikroskopem wycinki pobrane z ludzkiego ciała. Przeprowadza również sekcje zwłok, być może dlatego mylimy go z lekarzem medycyny sądowej. A są to dwa zupełnie różne zawody.
Dzień jak co dzieńDr Artur Bartczak pracuje w Szpitalu Bielańskim. Dzień rozpoczyna od wstępnej (makroskopowej) oceny wycinków pobieranych w czasie zabiegów lub operacji. Następnie materiałem diagnostycznym zajmują się technicy. Kiedy preparaty są gotowe, a ich obróbka trwać może nawet około tygodnia, pod mikroskopem ogląda je patomorfolog. Jeśli stwierdzi zmiany, nazywa chorobę i określa stopień jej zaawansowania. Klinicysta, który wcześniej zlecił badanie, na podstawie tej diagnozy stosuje odpowiednie leczenie. Można powiedzieć, że patomorfolog daje sugestie jaka terapia powinna być zastosowana w każdym indywidualnym przypadku.
Chorzy zwykle nie mają do czynienia z lekarzami tej specjalności. Jedyny kontakt z pacjentem patomorfolodzy mają wtedy, gdy osobiście pod kontrolą USG pobierają biopsje np. sutka, tarczycy, prostaty. Dlaczego to patomorfolog przeprowadza ten zabieg? Dlatego, że minimalizuje to ryzyko późniejszej błędnej interpretacji próbki.
Patomorfolog ze względu na szkodliwe warunki pracuje jedynie pięć godzin dziennie. Przygotowanie preparatów wymaga użycia mocnych chemikaliów, poza tym ciągła styczność z materiałem wysoce zakaźnym, dopiero co pobranym od pacjenta może być niebezpieczna dla zdrowia. Z drugiej strony praca w laboratorium jest w pewnym sensie wygodna. Nie ma dyżurów, lekarze nie muszą bardzo szybko podejmować decyzji. Nie żyją w pośpiechu. Mają możliwość konsultacji. W przypadku zmiany nowotworowej jest to nawet obligatoryjne, pod rozpoznaniem podpisuje się dwóch lekarzy.
Jedynymi stresogennymi sytuacjami są tak zwane "intry", czyli badania śródoperacyjne. Jeśli w czasie zabiegu chirurg widzi zmianę, której nie jest pewien, może zlecić "intrę". Pobiera wycinek lub usuwa całość i wysyła do zakładu patomorfologii. Wówczas w ciągu piętnastu minut, przy zastosowaniu technik innych niż zwykle (np. mrożenia), ocenia się czy zmiana jest łagodna czy złośliwa. Taka informacja wystarcza, aby poszerzyć zakres operacji. W przypadku "intry" nie określa się dokładnie typu nowotworu, patomorfolog dzwoni na blok jedynie ze wstępną diagnozą, stwierdzając czy zmiana jest niebezpieczna.
Potworniaki i czerniakiWbrew pozorom praca patomorfologa nie jest ani łatwa ani nudna. Nowotwory są niezwykłe. Komórki czerniaka mają zdolności upodabniania się do innych zmian rakowych. Jest niepisana zasada w patomorfologii: jeżeli nie wiesz, co to jest, pomyśl o czerniaku. Nawet pojedyncze komórki czerniaka mogą dawać przerzuty na wszystkie narządy, ponieważ bardzo łatwo odrywają się i wędrują po całym organizmie. Następnie osiedlają się i tworzą ogniska przerzutowe. Jest to jeden z najbardziej złośliwych nowotworów, dlatego bardzo ważna jest profilaktyka. Bywa tak, że w czasie sekcji, kiedy otwierana jest jama czaszki w mózgu widać czarne ogniska. Wszelkie zmiany na skórze, które są drażnione na przykład ubraniem, odbarwiają się, robi się wokół nich halo, krwawią, swędzą lub są narażone na intensywne opalanie i co ważne denerwują, najlepiej usunąć. Jeśli mamy na ciele pieprzyk, który był z nami całe życie i nagle zaczyna nas drażnić, to lepiej go wyciąć. Bardzo często okazuje się, że to miejsce zmienia się nowotworowo.
Najciekawszym nowotworem jest potworniak. Jest to guz w postaci torbieli o średnicy ok. 6-8 cm., najczęściej zlokalizowany w obrębie jajników. Potrafi on wytworzyć dosłownie każdą tkankę organizmu. Wewnątrz torbieli mogą znajdować się zęby, skóra, włosy, łój, fragmenty tchawicy. Każda z tkanek, które buduje potworniak może ulegać zezłośliwieniu. Jednak najczęściej jest to nowotwór łagodny i szybko wykrywany. - Śmieję się czasem, że na podstawie tej zmiany mogę stwierdzić, jaki kolor włosów ma pacjentka. Techniczki za każdym razem patrzą z obrzydzeniem, a ja z fascynacją, bo nie jest ważne jak wygląda torbiel, mnie interesuje nowotworzenie w obrębie guza. Gdyby spróbować nad tym zapanować, to możliwe byłoby odtwarzanie własnych organów. Nie musielibyśmy szukać dawców, każdy mógłby wyhodować swoją wątrobę lub nerkę - ekscytuje się Bartczak.
Pieśń przyszłościW przyszłości patomorfologia będzie bardzo związana z biologią molekularną. Histopatolog widzi zmiany jedynie na poziomie tkanki a choroby zaczynają się przecież na poziomie komórki. W niektórych narządach przy użyciu odpowiednich barwień umiemy już wychwycić zmiany, które predestynują do przekształcenia się w nowotwór. Na przykład możemy sprawdzić czy komórka pobrana z macicy ma PTEN, czyli jedno z białek kontrolujących podział. W przypadku uszkodzenia genu produkującego ten związek, cykl podziału rozregulowuje się. Jeśli patomorfolog widzi komórki, które nie mają PTENu oznacza to, że dzielą się one w sposób niekontrolowany i w krótkim czasie możemy mieć do czynienia z nowotworem.
W przyszłości także przy pomocy mikroskopów do mikrodysekcji, pozwalających wyizolować z preparatu pojedyncze komórki lub ich grupy, będzie można stwierdzić czy kod genetyczny komórek jest zmieniony czy nie. Coraz popularniejsza staje się mikroskopia wirtualna, która umożliwia archiwizowanie rzadkich wycinków biologicznych, udostępnianie preparatów poprzez sieć, tworzenie baz danych w celach edukacyjnych. Z technicznego punktu widzenia z dnia na dzień bardziej realne jest odmiejscowienie badań. Mikroskop zeskanuje próbki, cyfrowy obraz zostanie przesłany w dowolne miejsce na ziemi, gdzie obejrzy i zdiagnozuje go lekarz patomorfolog.
Zrozumieć śmierćDrugą częścią pracy patomorfologów są sekcje naukowo-dydaktyczne przeprowadzane w celu ustalenia przyczyny zgonu. Zadaniem patomorfologa jest określenie choroby, która go spowodowała. Inaczej jest w przypadku zauważenia znamion przestępstwa. Wtedy patomorfolog przerywa sekcję i zgłasza sytuację do prokuratury. Ta przekazuje zwłoki do zakładu medycyny sądowej.
Łatwiej jest zrozumieć śmierć osoby starszej, niż dziecka czy nastolatka - mówi dr Bartczak. Wykonywane są także sekcje noworodków i płodów powyżej 500 gramów. Ustala się czy zgon był związany z wadami o podłożu genetycznym czy z nieprawidłowym przebiegiem jedynie tej konkretnej ciąży. Jednak w pracy patomorfologów takie badania zdarzają się rzadko.
Najtrudniejsza jest pierwsza przeprowadzona sekcja. Wtedy pierwszy raz widzi się człowieka "od środka". Obraz jest wstrząsający. Niektórzy studenci medycyny wcześniej widzieli otwartą świnię i nagle zdają sobie sprawę, że człowiek jest takim samym zwierzęciem. I to jest ogromne przeżycie. Potem lekarz o tym nie myśli i skupia się na chorobie. Po ocenie powierzchownej zwłok otwierana jest czaszka, skóra głowy nakładana jest na twarz, przez to ciało staje się bezosobowe. Jest to forma psychicznego przystosowania. Trzeba odpersonalizować zwłoki. Nie ma twarzy, nie ma osoby. - Czasami w telewizji słyszymy, że ktoś zamordował i pastwił się nad ciałem. Ludzie najbardziej są oburzeni tym, że zwyrodnialec zbezcześcił zwłoki. Jednak mnie nie szokuje to, co on zrobił z ciałem. Mnie szokuje to, że on zabił - przyznaje Bartczak.
Szkiełko i okoCzy można zobaczyć człowieka w ultracienkim plasterku tkanki umieszczonym między szkiełkiem podstawkowym a nakrywkowym? Patomorfolog pracuje w samotności, nie widzi twarzy ludzi, u których stwierdza nowotwór. Nie przekazuje im złej wiadomości osobiście. Czy można zapomnieć, że pod mikroskopem tak naprawdę ogląda się ludzkie dramaty? -Kiedy wykrywam raka endometrium (macicy) to zawsze odruchowo sprawdzam, ile kobieta ma lat i czy miała dzieci. Odczuwam ulgę, jeżeli okazuje się, że już rodziła. Wtedy łatwiej pogodzić się z tym, co za chwilę wpiszę do wyniku badania - mówi Bartczak.
Uważasz, że powinniśmy o czymś napisać? Chciałbyś podzielić się ciekawą historią? Napisz do redakcji GazetaPraca.pl na adres gazeta.praca@gazeta.pl w tytule maila wpisując "Kontakt".