Dziennikarzem być...

Aneta Zadroga
2010-05-31, ostatnia aktualizacja 2010-05-31 15:01

Radek Kowalik, absolwent dziennikarstwa na UJ, swoją przyszłość zawodową wiąże z internetem, dlatego na studia podyplomowe wybrał marketing w sieci
Radek Kowalik, absolwent dziennikarstwa na UJ, swoją przyszłość zawodową wiąże z internetem, dlatego na studia podyplomowe wybrał marketing w sieci
Fot. Michał Łepecki

O pracy w mediach marzą tysiące młodych ludzi. Co roku oblegają uczelnie w całej Polsce, chcąc dostać się na studia dziennikarskie. Później zapełniają rynek, na którym nie ma wolnych miejsc. Większość z nich wchłonie internet.

Za chwilę zacznie się rekrutacja na studia wyższe. Biorąc pod uwagę to, iż co roku dziennikarstwo jest jednym z najbardziej obleganych kierunków studiów (na największych uniwersytetach - Warszawskim i Jagiellońskim - o jeden indeks ubiega się co roku ponad 20 osób), podobnie będzie zapewne i w lipcu, kiedy zacznie się nabór.

Badań na temat tego, ilu absolwentów studiów dziennikarskich opuszcza co roku mury uczelni, nie ma. Jednak biorąc pod uwagę, że na większości uczelni w kraju (Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Toruń, Trójmiasto) można ten kierunek studiować dziennie, zaocznie i podyplomowo oraz że jedna uczelnia (jak UJ czy UW) wypuszcza rokrocznie 150-200 dyplomowanych dziennikarzy, marzących o pracy w mediach każdego roku można liczyć w tysiącach.

Napisz o dziurze w drodze

Dlaczego aż tylu młodych ludzi marzy o dziennikarstwie? - Bo to ciekawy kierunek, bo chcę pracować w mediach, bo to prestiżowe studia - odpowiadają młodzi adepci dziennikarstwa. - Rzeczywiście, studia są przyjemne, można nawet dodać, że lekkie i mało stresujące. Momentami interesujące, ale mają jedną wadę - nie uczą praktycznie warsztatu. Praktyk i zajęć w pracowniach, zwłaszcza po okiem samych dziennikarzy, jest jak na lekarstwo. Poza tym młodzi ludzie nie zawsze zdają sobie sprawę, że do bycia dziennikarzem same studia nie wystarczą. I że można nim być po praktycznie każdym innym kierunku studiów. Dyplom bez doświadczenia rzadko otwiera drzwi - ocenia Anna, absolwentka dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Sama pracy uczyła się już od drugiego roku studiów - w lokalnych dziennikach i stacjach radiowych. Ale wszędzie było tak samo. - Praca na pełnych obrotach, pieniędzy zero albo symboliczne kwoty, za które można było kupić sobie waciki - uśmiecha się Anna. - Kiedy znajomi się bawili i dyskutowali o mediach, ja pracowałam. Moje dokonania często budziły politowanie wśród wykładowców, bo ci przekonywali na początku studiów, że na takim prestiżowym kierunku powinniśmy pracować w największych stacjach i gazetach w kraju, a nie biegać, pisząc o dziurze w drodze - przypomina sobie początki pracy młoda kobieta.

Mimo to dziś cieszy się ze swojego wyboru. - Przyszedł koniec studiów. Moi koledzy z dyplomami renomowanej uczelni w rękach i bez doświadczenia miotali się na lokalnym rynku albo szukali szczęścia w stolicy. A ja w momencie obrony miałam za sobą już prawie cztery lata doświadczenia, kontakty i umiejętności, o których oni mogli jedynie pomarzyć - mówi Anna. Stałej pracy na etacie szukała prawie pół roku. W końcu udało się w Warszawie - w jednym z największych portali informacyjnych w Polsce.

Dużo i kiepsko

Jak przekonują specjaliści od rekrutacji, staż na studiach to niezależnie od kierunku obowiązek każdego, kto nie chce po zakończeniu nauki obudzić się jako bezrobotny bez szans na znalezienie czegoś dobrze płatnego. - Tego rodzaju aktywność doceniają zarówno przyszli pracodawcy, jak również sami uczestnicy praktyk czy staży. Oczywiście warto dobierać je umiejętnie i poświęcać swój czas, zapał i chęci na pracę w miejscach, firmach, które proponują praktyki może bezpłatne, patrząc na formę wynagradzania pracownika, aczkolwiek przekazują dużą dawkę wiedzy, ciekawe doświadczenie, kontakty, obycie korporacyjne i przede wszystkim sprawdzenie samego siebie - podkreśla Natalia Górska, specjalista ds. marketingu i PR Advisory Group TEST Human Resources. - Na wielu popularnych kierunkach, gdzie konkurencja jest bardzo duża, studenci zaczynają wcześniej dbać o zapełnianie swojego CV kolejnymi perełkami, poznając środowisko danego zawodu, wiedząc, że to w przyszłości zaprocentuje - podkreśla.

Co jednak zrobić po takim stażu? - Znalezienie dobrze płatnej pracy w mediach dziś graniczy z cudem. Lokalne gazety i stacje radiowe płacą ok. 2 tys. zł. I to już jest dużo. O etacie w większości z nich można jedynie pomarzyć. Jeśli ktoś ma warsztat i doświadczenie, może pracować na dwa, trzy fronty. Wówczas owszem, wyciągnie 4-5 tys. zł, ale kosztem zupełnego braku czasu na cokolwiek poza pracą. Wiem to z własnych doświadczeń, które zdobywałam przez pierwsze lata pracy - mówi Joanna, dziennikarka z katowickiego oddziału ogólnopolskiej stacji radiowej, w zawodzie od prawie ośmiu lat.

Dlaczego tak jest? - Konkurencja jest ogromna, o wiele większa niż siedem-osiem lat temu, kiedy sama zaczynałam pracę. Dziś co druga szkoła wyższa kształci dziennikarzy. Na studiach magisterskich, podyplomowych, na różnego rodzaju kursach. Tacy ludzie kończą naukę i wydaje im się, że są dziennikarzami. Ale muszą się gdzieś czegoś nauczyć. Idą więc na bezpłatne staże i pracują tak po kilka miesięcy - mówi Joanna. - Pół biedy, jeśli w trakcie takiego stażu ktoś się czegoś nauczy. Jednak coraz więcej osób ma postawę roszczeniową. Wydaje im się, że studia wystarczą do znalezienia wspaniałej posady w najbardziej znanych mediach. A to tak nie działa. Zawsze, ale to zawsze trzeba poświęcić kilka lat na praktykę. Dopiero później okazuje się, czy ktoś ma szansę na zostanie drugim Tomaszem Lisem, czy skończy w lokalnej gazetce lub portalu - konkluduje dziennikarka.

Wymagania zweryfikowane

Efekt? Na tak pożądanym przez młodych ludzi rynku mediów robi się coraz ciaśniej. Na posadę w największych stacjach telewizyjnych, radiowych czy w prestiżowych tytułach prasowych mogą mieć nadzieję nieliczni. - W naszym newsroomie na stałe pracuje dwóch reporterów i trzech prezenterów. Reszta to stażyści i współpracownicy. Wydawcy nie stać na więcej stanowisk - mówi Marek, prezenter jednej z krakowskich redakcji radiowych.

Dodaje też, że mimo iż kandydatów do pracy jest mnóstwo, coraz trudniej o dobrze przygotowanych do pracy w mediach ludzi. - Kiedyś braliśmy na praktyki wszystkich, którzy się zgłaszali. Dziś to się już nie opłaca. Ci, którzy się pojawiają, mają coraz mniejsze umiejętności i wiedzę, a coraz wyższe wymagania i postawę roszczeniową. Umieją niewiele, niewiele się uczą. A później po miesiącu praktyki wychodzą w świat z niebotycznymi żądaniami - ubolewa dziennikarz z kilkunastoletnim stażem.

Te żądania jednak szybko weryfikuje rynek. - Niedawno znalazłem w sieci na kilka ogłoszeń "dziennikarzy", którzy oferowali pisanie do portali internetowych. Liczyli sobie 1-2 zł za tekst! Dokładnie tyle. Sam współpracuję z kilkoma redakcjami prasowymi i wiem, że takie stawki to śmiech - mówi Marek. - Ale pokazują, jak bardzo ludzie są zdeterminowani, żeby dostać się do jakichkolwiek mediów. Nieważne jakich. Bo o ile na studiach marzyli o reportażach dla "Polityki", to rzeczywistość sprowadziła ich do parteru. Teraz zgodzą się pisać gdziekolwiek - zauważa.

Wszystko pójdzie do sieci?

Sieć jest już na tyle poważnym kanałem komunikacyjnym, iż dziennikarstwo specjalizujące się w pisaniu na jej potrzeby nikogo nie zaskakuje. Każde poważne medium informacyjne posiada swój portal, do którego deleguje swoich dziennikarzy. Ci, którzy zaczynają przygodę z mediami, często szukają więc zleceń w internecie. Wielu się to udaje, jednak jak przyznają znawcy rynku, wirtualne media nadal są bardzo rozdrobnione. Łatwiej się tam zaczepić, ale o wiele trudniej wypracować "nazwisko", czyli podstawę w pracy dziennikarza. - Myślę jednak, że jest wciąż za wcześnie, by liczyć na błyskotliwą karierę opartą jedynie na pracy w serwisach internetowych - ocenia Grzegorz Miłkowski, specjalista od dziennikarstwa internetowego, partner w agencji Imagine PR.

Dlaczego? Domeną sieci są wciąż krótkie newsy i cytaty za informacjami agencyjnymi. - Zbudowanie pozycji zawodowej w mediach jedynie na podstawie e-dziennikarstwa jest niezwykle trudne. I będzie takie, dopóki w internecie nie zaczną pojawiać się dobre analizy oraz reportaże, które zbudują "cytowalność" dziennikarzowi oraz medium, które reprezentuje. Na razie w sieci wciąż nie ma tego typu treści. Może poza serwisami branżowymi, które rządzą się jednak trochę innymi prawami niż tzw. media ogólnospołeczne - zauważa Miłkowski.

Ile można zarobić?

Według portalu Wynagrodzenia.pl, który swoje zestawienia robił na podstawie danych z miesięcznika "Press", zarobki w mediach wyglądają następująco. Początkujący dziennikarz (ale nie stażysta) w lokalnej lub ogólnopolskiej redakcji dziennika może liczyć, w zależności od regionu, na 700 do 2 tys. zł (najwięcej oczywiście płacą w Warszawie). Doświadczony dostanie od 900 do nawet 5 tys. zł (w zależności od pisma, jego zasięgu, branży i doświadczenia). W tygodniku na początek nie zapłacą młodemu dziennikarzowi więcej niż 1 tys. zł. Reporter radiowy może liczyć na stawkę od 900 do 3 tys. zł. Dobrze płatne są zdjęcia, szczególnie w tabloidach - za zdjęcie w "Fakcie" można przeciętnie otrzymać 50-200 zł, chociaż za "gorące" materiały paparazzich redakcje płacą nawet po kilka tysięcy. W telewizji, na przykład za materiał do głównego wydania "Wiadomości", można zarobić 100-450 zł brutto, za relację na żywo zaś - od 200 do 500 zł brutto.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 47 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów