Niepełnosprawni, którzy mieszkają w miastach metropolii Silesia (14 miast Górnego Śląska i Zagłębia zrzeszonych w Górnośląskim Związku Metropolitalnym), tak samo jak inni mieszkańcy pracują, uczą się czy robią zakupy w różnych miejscowościach. Problem w tym, że nie wszędzie są w stanie sami sobie poradzić. Dlatego muszą korzystać z pomocy asystentów. - Nie wszystkie schody da się ominąć albo zlikwidować, osoba na wózku nie sięgnie do każdej półki w sklepie. Do tego potrzebny jest
asystent - mówi Joanna Zarzycka ze stowarzyszenia FAON. Razem ze współpracownikami przygotowała projekt stworzenia metropolitalnego systemu asystenta osób niepełnosprawnych. - Tyle że jeśli nawet w którymś z miast są takie osoby, to samorządy nie godzą się na to, by pomagały mieszkańcom innych miast. W naszych warunkach, gdy przemieszczamy się każdego dnia, to absurd - mówi.
Dlatego liczy na to, że Górnośląski Związek Metropolitalny pomoże w stworzeniu systemu i porozumienia między miastami Silesii. - Chcemy namówić do takiego porozumienia gminy - dodaje Zarzycka. Wyjaśnia, że wystarczy, by w każdym mieście było dwóch asystentów. - Oni nie będą świadczyć usług opiekuńczych. To mają być fizyczni "przełamywacze barier" - dodaje.
Koszt zatrudnienia jednego asystenta to dla gminy ok. 3 tys. zł miesięcznie. Skromną, symboliczną opłatę mają też wnosić niepełnosprawni, którzy będą korzystać z pomocy. Wielką zaletą pracy asystentów jest też to, że mogą korzystać z nich także ci niepełnosprawni, którzy pracują. - Prawda jest taka, że gminne ośrodki pomocy społecznej są nastawione na pomoc tym, którzy pracy nie mają i wymagają opieki. My mówimy: ludzie potrzebują też usług asystentów - argumentują niepełnosprawni, którzy przyszli na spotkanie FAON i GZM.
Asystentem nie może jednak zostać każdy. Najpierw trzeba ukończyć specjalistyczne
kursy albo studium policealne. - Trzeba mieć predyspozycje. Warto też pamiętać, że najtrudniejsze w tej pracy są kontakty z osobą niepełnosprawną. Muszą być oparte na profesjonalizmie. Tu nie ma miejsca na zażyłość. Chodzi o dobrą usługę, kompetentną pomoc. Asystent to konkretny zawód poparty wiedzą - podkreśla Zarzycka.
Na razie nie wiadomo, czy miasta metropolii zdecydują się na stworzenie systemu asystentów. Zygmunt Frankiewicz, prezydent Gliwic, chce jednak, by zarząd GZM zajął się tą sprawą jak najszybciej. - Projekt jest ciekawy i wart uwagi. Trzeba go jednak zderzyć z możliwościami finansowymi naszych miast - zastrzega Krzysztof Krzemiński, rzecznik GZM.
Tymczasem dobrych przykładów nie brakuje. Asystenci od 2006 r. pracują w Warszawie. Utrzymuje ich samorząd. Niepełnosprawni za trzy i pół godziny ich pracy płacą symboliczne 4 zł. - Mamy 39 asystentów. Z ich usług korzysta w sumie 900 osób - mówi Magdalena Olędzka, koordynator programu w Warszawie. Podkreśla, że asystenci powinni być wszędzie tam, gdzie mogą być potrzebni. - Oni wychodzą z ludźmi z domu, a to jest nieocenione. Nasi klienci chodzą dzięki temu na zakupy, do kina czy do solarium. Uprawiają też sport. Żyją tak jak osoby pełnosprawne i to jest najważniejsze - mówi Olędzka.