Mistrzowie czekają na uczniów

Marta Piątkowska
2010-07-22, ostatnia aktualizacja 2010-07-22 10:55

Na rynku brakuje wykwalifikowanych murarzy, stolarzy, glazurników i posadzkarzy. Coraz trudniej znaleźć też zakład krawiecki lub dobrego szewca, który od ręki wymieni fleki. Fachowców nie ma, bo szkoły zawodowe nadal cieszą się w Polsce złą sławą i brakuje chętnych do przedłużania tradycji zawodowych. A praca czeka.

- Trzy razy poprawiali mi kafelki w łazience i nadal jest źle. Już nie mam siły. Najchętniej w ogóle bym im nie zapłaciła. To jest jakiś absurd, podobno nic już się nie da z tym zrobić - skarży się Ewa. Na pytanie, czy poprosiła fachowców o pokazanie uprawnień reaguje uśmiechem - Oczywiście, że nie. Nie przyszło mi to nawet do głowy. To jest ekipa, na którą dostałam namiar z tzw. "polecenia". Może do tej pory robili tylko duże łazienki? Moja jest mała, dużo przycinania, dopasowywania. Nie poradzili sobie.

Po bumie mieszkaniowym rynek pracy zalała fala samozwańczych "fachowców", bo tych prawdziwych zabrakło. Był to min. efekt spadku zainteresowania szkolnictwem zawodowym, które zaczęto odnotowywać na początku lat 90-tych. Jak podaje "Dziennik Gazeta Prawna", w roku szkolnym 1990/1991 w tego typu szkołach kształciło się łącznie 818,4 tysiąca osób, w ostatnim roku było ich niecałe 220 tysięcy. Wzrosła za to liczba chętnych do terminowania u mistrzów. - Od 4 lat systematycznie przybywa młodych ludzi pragnących zdobyć w ten sposób uprawnienia zawodowe. W 2007 roku mieliśmy 87 tys. uczniów, w 2008 roku 92,5 tys., a w 2009 roku 95 tys. - mówi Maciej Prószyński, dyrektor Oświaty i Problematyki Społecznej Związku Rzemiosła Polskiego. - Większość decyduje się na jeden z pięciu najpopularniejszych kierunków, a do wyboru mamy 100. Najpopularniejsze zawody to fryzjer, mechanik, stolarz, piekarz i cukiernik - dodaje.

Lista zawodów, w których można terminować: cukiernik, karmelarz, lakiernik...



Mistrz i jego uczeń

Terminowanie u mistrza rzemieślnika to sposób na odejście od tradycyjnej formy nauki i postawienie na wiedzę praktyczną. Uczniowie od samego początku przyzwyczajają się do warunków panujących w warsztatach lub docelowych miejscach pracy. Poznają specyfikę zawodu, realia rynkowe i zapotrzebowanie klientów. Takie doświadczenie pozwala płynnie wejście na rynek pracy. Nauka składa się z dwóch równolegle realizowanych części: praktycznej - odbywającej się w zakładzie rzemieślniczym i teoretycznej - zorganizowanej w szkole zawodowej lub na kursach dokształcających.

- Preferujemy drogę szkolną, bo otwiera więcej drzwi. Po jej zakończeniu młody człowiek może kształcić się dalej, podnosząc swoje kwalifikacje. Pozostałe opcje tych możliwości nie dają. - zaznacza Maciej Prószyński - Połączenie nauki w szkole zawodowej z równoległym stażem u mistrza wymaga dobrej organizacji czasu. Wiadomo, że to godziny lekcyjne narzucają rytm zajęć. Obecnie najczęściej spotyka się formułę trzech dni nauki ogólnej i dwóch dni przewidzianych na zdobywanie doświadczenia.

Jedną z największych zalet podwójnego trybu edukacji jest duży wybór kierunków - Ten system szkolnictwa umożliwia podjęcie nauki osobom, które marzą o bardzo hermetycznym lub niemal wymarłym zawodzie, do którego nie przygotuje ich żadna szkoła, bo po prostu jej nie ma. Doskonale widać to na przykładzie bieliźniarki. W tym roku tylko jedna osoba zdobywa doświadczenie w tym fachu. Mamy też siedmiu zdunów, dwudziestu dwóch kowali i jednego tokarza w drewnie. Co ciekawe, zawody, które jeszcze nie tak dawno cieszyły się

dużą popularnością dzisiaj wydają się być wymarłe. Nie ma chętnych do kształcenia na modystkę (szycie kapeluszy), kuśnierza czy garbarza. Nawet z szewcami jest problem. - martwi się Prószyński.

Najpopularniejszy jest zawód fryzjera. Wybrało go niemal 60% z 95 tys. uczniów. Wzrasta też zainteresowanie rzemiosłem murarza, montera urządzeń sanitarnych, elektryka i malarza-tapeciarza. - W województwie mazowieckim największym zainteresowaniem cieszy się Cech Rzemiosł Spożywczych i Motoryzacyjnych. - mówi Bożena Radzio z Mazowieckiej Izby Rzemiosła i Przedsiębiorczości.

Uczniowie coraz częściej zdają sobie sprawę z zapotrzebowania rynku i stawiają na konkretne zawody, które z powodzeniem mogą wykonywać również poza granicami kraju. Niemcy już wyrazili zainteresowanie naszymi kucharzami, mechanikami, elektrykami i hotelarzami. Od przyszłego roku tamtejszy rynek pracy ma zostać otwarty dla Polaków i Czechów.

Niemcy kuszą polską młodzież - płacą 700 euro miesięcznie



Jak znaleźć swojego mistrza

Osoby chętne do podjęcia nauki u rzemieślników powinny zacząć od zgłoszenia się do miejscowego Cechu, który zrzesza mistrzów z danej branży. W ich bazie znajduje się lista osób, które mają wymagane uprawnienia do przeprowadzenia zajęć i nauczania. Oprócz zawodowego tytułu Mistrza muszą mieć ukończony kurs pedagogiczny. Z uczniami podpisywana jest umowa o pracę i otrzymują z tego tytułu pensję. Wynosi ona od 4% do 6% średniego wynagrodzenia miesięcznie. W zależności od kierunku nauka trwa dwa lub trzy lata.

W jednej z warszawskich stacji obsługi pojazdów uczniowie pojawiają się od początku istnienia firmy, czyli ponad 20-stu lat - Potrzebne nam są nowe kadry, dlatego chętnie przekazujemy swoją wiedzę i doświadczenie. Akurat w zawodzie mechanika nie wszystko da się wyczytać z książek. Trzeba poznać dokładnie mechanizm, żeby zacząć działać intuicyjnie, a o to znacznie łatwiej, jeżeli ktoś na początku pokaże o co chodzi.- mówi jeden z pracowników zakładu. Jego kolega po fachu ze stacji ASO dodaje - Do każdego praktykanta trzeba mieć indywidualne podejście, wiadomo, ludzie są różni. My chęci mamy, czasami tylko brakuje zaangażowania z tej drugiej strony. To trudny zawód i młodzi ludzie powinni być tego świadomi. Nauka ich nie ominie.



  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów