Zwierzaki dają pracę

Joanna Bosakowska
2010-07-26, ostatnia aktualizacja 2010-08-09 10:25

Rano spacer z petsitterem, w południe wizyta w salonie piękności, po obiedzie nauka tańca - tak może wyglądać dzień twojego psa.

Sonia Muzolf i jej mąż Filip zajmują się pielęgnacją psów. W roli modela wystąpił ich pudel Bafi
Fot. Łukasz Cynalewski
Sonia Muzolf i jej mąż Filip zajmują się pielęgnacją psów. W roli modela...

TEST - sprawdź, czy jesteś pracoholikiem



Z rubryki referencje: "Nawiązała dobry kontakt z Tajfunem", "Joasia ma bardzo dobrą rękę do zwierzaków - mój psiak zakochał się w niej po uszy - tym bardziej że dostał zgodę na spanie w łóżku", "Zawsze przy okazji wyjazdów pojawia się problem - z kim, pod czyją opieką zostawić zwierzęta? Teraz nie mam już w tej kwestii wątpliwości".

Joanna Szwed ma 19 lat i jest petsitterem, czyli po prostu opiekunką zwierząt. Mieszka w Krakowie, latem jeździ po całym mieście, bo ma sporo zleceń. - W tym roku akurat trafiły się same koty - opowiada. Pierwsze zlecenie otrzymała trzy lata temu - wyprowadzała psa. Po roku postanowiła rozkręcić biznes - założyła stronę internetową opiekunpupila.eu, to dzięki niej ma najwięcej podopiecznych. Niektórym kotom poświęca pół godziny dziennie. Wystarczy dać im jeść, pić, posprzątać kuwetę, pogłaskać. Ale już stały "klient", starszy kocur perski Puszkin, wymaga rozmów, zabaw i ciągłej obecności człowieka. Dlatego Joanna mieszka z nim, gdy właściciele wyjeżdżają na wakacje.

Petsitter: Liczy się doświadczenie

Profesjonalna opieka nad zwierzętami staje się w Polsce coraz popularniejsza. Tego typu usługa to alternatywa dla osób, które muszą wyjechać na jakiś czas, a nie chcą zostawiać psa czy kota u sąsiadów, rodziny czy w hotelu dla zwierząt. Opiekuna dla pupila można znaleźć m.in. na stronie internetowej www.petsitter.pl.

A jak nim zostać? Wydaje się, że to proste, kursy oferuje np. krakowska szkoła Amichien: trzymiesięczny, korespondencyjny kosztuje 390 zł; stacjonarny (trwa jeden weekend) - 470 zł. Joanna Szwed tego typu kursów nie kończyła: - Klienci nie pytają mnie o certyfikaty, ale o doświadczenie. Czy potrafię zająć się psem z padaczką, podawać mu leki. Przed wyjazdem właścicieli zwierzęcia spotykam się z nimi kilka razy, żeby mnie poznali, a zwierzaki się ze mną oswoiły. Wtedy sporo się o moich podopiecznych dowiaduję. Opiekuję się np. kotem, który pije wodę tylko z wanny, z miski nie chce.

Sama w domu ma sześć kotów. Jej mama prowadzi fundację, która pomaga zwierzętom. Joanna w zeszłym roku miała ponad 50 zleceń. Najwięcej w ferie, wakacje i w święta. Całodzienna opieka nad psem kosztuje u niej 20 zł, nad kotem 14 zł. O 4 zł więcej bierze, gdy klient życzy sobie, by została ze zwierzakiem na noc w mieszkaniu.

Jednak z tym zawodem nie wiąże przyszłości. - Opiekując się zwierzętami, zarabiam w dobrych miesiącach 700-800 zł. Nie muszę więc jeździć na truskawki do Niemiec, żeby sobie dorobić. Ale gdybym tylko tym się chciała zajmować, ceny musiałyby być wyższe i zleceń o wiele więcej - mówi. Dlatego od października zacznie studiować architekturę krajobrazu.

Groomer: Kursów zatrzęsienie

Nasz salon powstał z miłości do psów - mówią Sonia Muzolf (25 lat) i jej mąż Filip (lat 32) z Poznania. Oni jak najbardziej wiążą swoją przyszłość z pracą ze zwierzętami. Mimo że ich biznes (podkreślają, że to przede wszystkim pasja) jest stosunkowo młody, bo salon Psie Metamorfozy działa niecały rok. Na założenie firmy dostali 18,5 tys. zł bezzwrotnej pożyczki z urzędu pracy.

Sonia Muzolf jest groomerem, zajmuje się pielęgnacją psów. Z oceną bardzo dobrą ukończyła specjalistyczny kurs w Łodzi (koszt 2,5 tys. zł, czas trwania - tydzień). Podkreśla jednak, że kurs to początek, doświadczenie zdobyła, pielęgnując psy znajomych oraz własne. Zresztą groomerów na rynku jest zatrzęsienie, wiele zakładów w Polsce oferuje takie kursy. Jeden z salonów w Szczecinie wypuścił już 50 absolwentów, inny w Kielcach - ponad sto.

Pan Filip mówi, że tylko w ich okolicy ostatnio powstało pięć salonów fryzjerskich dla psów.

Jak radzą sobie z konkurencją? - Stawiamy na jakość, nie na ilość - podkreślają Muzolfowie. - Poświęcamy psu dwie, trzy, czasem cztery godziny. Robimy to po prostu bardzo dokładnie, utrzymując przy tym konkurencyjne ceny.

Przykładowo kąpiel i strzyżenie yorka w salonie kosztuje 60-70 zł. Na brak klientów nie narzekają, na wizytę trzeba się zapisywać nawet dwa tygodnie wcześniej. Niektórzy jadą specjalnie ponad 100 kilometrów do Poznania. Na pięć osób cztery to stali bywalcy salonu, wśród nich także znane osoby ze świata show-biznesu. Najmniej chętnych jest w styczniu i lutym, najwięcej przed świętami, komuniami ("będą goście, pies musi ładnie wyglądać") i w lecie. Największym powodzeniem cieszy się strzyżenie (i kąpiel). Bardziej skomplikowane fryzurki układa się pudlom, maltańczykom, shih tzu, yorkom. Muzolfowie jednak stale poszerzają ofertę. Na przykład o perfumowanie - możemy mieć psa o zapachu kwiatowym, morskim lub perfumować go wodami przypominającymi te, których używają ludzie.

W ofercie są też specjalistyczne zabiegi jak masaże relaksacyjne czy farbowanie psów, ale nie ma na nie jeszcze zbyt wielu chętnych. - Kiedyś pies u fryzjera też dziwił ludzi, a teraz nie jest to niczym nadzwyczajnym. Tak będzie też z masażami, farbowaniem, tipsami. Do nas zawsze moda z Zachodu przychodzi z opóźnieniem - zaznacza pan Filip.

Trener psów: Modny zawód

W Polsce co roku na zwierzęta wydaje się miliony złotych. Głównie na karmę, akcesoria i wizyty u weterynarza. Jednak coraz częściej pojawia się w domowym budżecie pozycja "opiekun dla psa", "hotel" czy "szkolenie". Właściciele szkół dla psów przekonują: - Psi biznes kwitnie!

Alicja Duda jest elektronikiem, jej mąż Marek elektrykiem, ale żadne z nich nie pracuje w zawodzie. Bo w 2005 r. założyli Ośrodek Szkolenia Psów "Pastel" (tak miał na imię ich pierwszy pies, który - jak mówią - był dla nich najlepszym nauczycielem). Uczą psy metodą pozytywną - stosują zasadę, że szkolenie ma być dla psa przyjemnością i zabawą, a nie karą. Szkolą też przyszłych trenerów, kursy ukończyło tu już ponad sto osób - potrafią nie tylko uczyć psy, ale i założyć własną firmę, rozmawiać z klientem, pisać prospekty. - Osiem osób ma szansę na pracę u nas, teraz odbywają praktyki - zaznacza Alicja Duda. Dobry trener może zarabiać 3-4 tys. zł miesięcznie, część z nich założyła własne firmy, część pracuje na umowy o dzieło. - Psi trener to dziś modny zawód. Gdy pięć lat temu zakładaliśmy szkołę na Śląsku, nie mieliśmy praktycznie konkurencji. Dziś takich szkół i szkółek jest mnóstwo, na samym Śląsku ponad 40. Dużo ich przybywa, ale równie dużo ubywa. O wiele trudniej jest wejść na rynek i stworzyć nową markę - podkreśla pani Alicja.

Dlatego Pastel poszerzył swoją ofertę o franczyzę - oddziały szkoły mają powstać w Krakowie, Warszawie i Opolu. Dla trenerów takie rozwiązanie to mniej biurokracji i mniej wydatków na promocję czy opracowanie programu szkoleniowego. Duda: - Od razu startują z silną marką i są prowadzeni przez kogoś, kto powie, jak prowadzić szkolenia, co się sprawdza, a co nie w psiej szkole.

Pierwsi franczyzobiorcy się właśnie szkolą. Koszt franczyzy to 12,5 tys. zł. - Ale to się powinno im zwrócić w pół roku - zaznacza Alicja Duda.

Behawiorysta: Na problemy

Liczba szkół to odpowiedź na zapotrzebowanie rynku. Coraz więcej właścicieli psów, zwłaszcza rasowych, szkoli swoje zwierzęta. Oferta jest szeroka, na zajęcia przychodzą już nawet szczeniaki. Starsze czworonogi mogą też brać udział w... nauce tańca (wykonują określone figury przy muzyce, np. chodzenie do tyłu i w bok, obroty, slalom między nogami właściciela), agility (tor przeszkód), frisbee (pies łapie latające dyski). Pojawiają się też kursy dla zwierząt otyłych oraz dla seniorów. Niektóre szkoły rozszerzają ofertę także o inną działalność. Aneta Awtoniuk, założycielka warszawskiej szkoły Azorres, prowadzi również gabinet terapii zachowań psów. Jest behawiorystką, czyli "psim psychologiem", ukończyła specjalny półroczny kurs. - Żeby lepiej rozumieć zachowanie zwierząt - wyjaśnia. - I wytłumaczyć właścicielowi, skąd biorą się problemy z psem i jak im zaradzić - dodaje.

Ma też - jak żartuje - "najdroższy hotel dla zwierząt w Polsce". Za dobę trzeba tu płacić 150 zł (kursanci szkoły 120 zł). - W zamian mają luksusowe wczasy. Psy nie są zamykane w kojcach, są cały dzień z nami. Po prostu ja i moja instruktorka Joanna zabieramy je do domu. Chodzą z nami na spacery i zajęcia, mają mnóstwo atrakcji, zabawy na torze przeszkód, staw do pływania, zajęcia z tropienia. Czasem właściciele mają do nas pretensje, oczywiście z przymrużeniem oka, że pies nie chce z takiego "hotelu" wracać do domu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos