Raport ministra Michała Boniego "Młodzi 2011" przywrócił dyskusję o trudnej sytuacji osób wchodzących na rynek pracy. Z przedstawionych w nim danych wynika, że 60 proc. nowo zatrudnionych pracuje na umowach tymczasowych. Oznacza to, że nie mają poczucia stabilizacji i w krótkim czasie mogą zostać bezrobotni. Nie są to nowe wnioski. "Gazeta" wielokrotnie poruszała ten problem w cyklu "Stracone pokolenie".
Niestety, raport szefa doradców premiera Donalda Tuska nie odpowiada na pytanie, ile osób wśród zatrudnionych na umowach czasowych pracuje na podstawie umów cywilnoprawnych, czyli o dzieło i na zlecenie, którymi pracodawcy coraz chętniej zastępują etaty. W przeciwieństwie do zatrudnionych na umowach o pracę na czas określony tak pracujący nie są chronieni przez
kodeks pracy. Żyją m.in. bez prawa do urlopu, zwolnienia lekarskiego, płatnych nadgodzin, ochrony w czasie ciąży i ubezpieczeń społecznych (umowa o dzieło). Można ich zwolnić z dnia na dzień bez podania przyczyny. To problem, która dotyka wszystkich obecnych na rynku pracy, bez względu na wiek.
Niepoliczalni cywilnoprawni W Polsce nie ma dokładnych danych, ile osób może pracować w ten sposób. Nie liczy ich GUS, ZUS, Urząd Skarbowy ani Ministerstwo Pracy, które do dziś nie odpowiedziało na pytanie "Gazety", czy zamierza się sprawą zająć. W 2010 roku Mateusz Walewski z rządowego zespołu ekspertów oszacował ich liczbę na ok. 1,5 mln osób.
Istnienie problemu potwierdzają za to kontrole Państwowej Inspekcji Pracy. W ubiegłym roku wykazały, że w 25 tys. sprawdzanych firmach co piąty pracownik był zatrudniony na ich podstawie. Dwa lata wcześniej było to 15,5 proc. zatrudnionych. Jednocześnie o 13 proc. wzrosła liczba firm, gdzie wykazano zawieranie umów cywilnoprawnych, w tym również pozornych umów o dzieło, wtedy gdy powinna zostać zawarta umowa o pracę. Skończyło się na skierowaniu do sądów 100 spraw o ustalenie stosunku pracy dla 253 osób. W tym samym okresie PIP na podstawie zgłoszeń potwierdził stosunek pracy u 4,5 tys. pracowników. Niewiele, bo tylko tyle osób odważyło się domagać swoich praw.
Eksperci tłumaczą wzrost umów cywilnoprawnych względami ekonomicznymi i wygodą pracodawców.
- W mniejszych firmach, w których jest mniej wyspecjalizowany system zarządzania ludźmi, podejście jest inne - wyjaśnia Izabela Przybysz z Instytutu Spraw Publicznych. - Pracodawcy uważają, że tak jest prościej i uwzględniają tylko rachunek ekonomiczny. Jeśli weźmiemy pod uwagę, gdzie umowy elastyczne są stosowane, to jest to przede wszystkim budownictwo i usługi. To sektory, które w ostatnich latach bardzo się rozwinęły, ale niestety, wykonuje się tam proste czynności, które nie wymagają dużych kwalifikacji. Wykwalifikowani pracownicy, specjaliści zazwyczaj pracują na etat, ponieważ pracodawcy zależy, żeby pracownik nie odszedł z dnia na dzień z pracy - dodaje.
Jak wypadamy pod tym względem na tle Europy? W 2010 r. w Polsce odsetek osób pracujących na czas określony (w tym na umowach cywilnoprawnych) wynosił 27,3 proc. i był najwyższy w UE. - Przeciętny udział pracowników czasowych w Unii wynosi 14 proc., a zatem jest dwukrotnie niższy niż u nas - wylicza Wiktor Wojciechowski z Forum Obywatelskiego Rozwoju. Zaraz po nas są Hiszpanie (25 proc.) i Portugalczycy (23 proc.).
Sytuacja ulega pogorszeniu nawet w agencjach pracy tymczasowej. - Porównując rok do roku, liczba wszystkich przepracowanych godzin wzrosła o 59 proc., w tym liczba godzin przepracowanych w oparciu na umowie o pracę o 45 proc., natomiast liczba godzin przepracowanych w oparciu na umowach cywilnoprawnych aż o 85 proc.
To bardzo niekorzystny trend, dlatego kładziemy szczególny nacisk na wewnętrzną kontrolę agencji pod względem prawidłowości formy prawnej zawieranych umów - mówi Alicja Szepietowska z Polskiego Forum HR zrzeszającego agencje.
Izabela Przybysz tak tłumaczy sytuację: - W ostatnich latach rośnie zapotrzebowanie na zlecanie pewnych prac poza firmę.
I przedsiębiorców nie interesuje, na jakich zasadach zatrudnia się tam pracowników. Często ze względu na sezonowość zleceń są to umowy cywilnoprawne.
Pracodawca zyskuje? Ekonomiści zaś tłumaczą, że pozapłacowe koszty związane z pracownikami zatrudnionymi na stałe obniżają konkurencyjność firm i zniechęcają do zawierania tego typu umów. Za to kontrakty cywilnoprawne to szansa na oszczędności. Nie trzeba płacić chociażby składek na ubezpieczenie społeczne czy wysyłać pracownika na urlop. W razie zwolnienia nie może on podważyć decyzji pracodawcy w sądzie pracy (najpierw musi skierować sprawę o ustalenie stosunku pracy) i nie przysługuje mu odprawa. Dodatkowo, jeżeli zatrudnienie w firmie przekroczy 25 osób, a udział pracowników niepełnosprawnych będzie niższy niż 6 proc., to dochodzi składka na PFRON.
Wiktor Wojciechowski dodaje: - Główną przyczyną stosowania umów czasowych jest zapewne wysoka zmienność zapotrzebowania na wielkości zatrudnienia. Oznacza to zwolnienia w okresie pogorszenia koniunktury i liczne przyjęcia do pracy w czasie ożywienia gospodarczego.
Piotr Rogowiecki, ekspert organizacji Pracodawcy RP, uważa, że sami pracownicy trochę na to pozwalają. - Spowolnienie gospodarcze i wysokie
bezrobocie sprawiło, że osoby poszukujące pracy były w stanie zaakceptować nawet mniej korzystne warunki zatrudnienia - tłumaczy.
A co jeśli pracownicy nie mają wyboru? Tak jak Ewa, 28-letnia graficzka z Warszawy: - Pracuję od siedmiu lat, ale jeszcze nigdy nie byłam na etacie. Na każdym kroku słyszę, że w moim zawodzie taka forma zatrudnienia to przeżytek. Jak mam to rozumieć? Że
grafik komputerowy nie potrzebuje stabilizacji zawodowej, prawa do urlopu i raz na jakiś czas zwolnienia chorobowego? - pyta z rezygnacją w głosie.
W pierwszych trzech latach pracy Ewa nie przywiązywała uwagi do rodzaju umowy, interesowało ją tylko wynagrodzenie. - Byłam studentką i nie musiałam się przejmować ubezpieczeniem, bo gwarantowała mi je uczelnia. Co miesiąc podpisywałam umowę o dzieło. Zarabiałam trochę lepiej niż reszta zespołu, ale też kosztowałam szefa dużo mniej. Potem były już tylko umowy-zlecenia. Ostatnio chciałam wziąć niewielki kredyt na remont
mieszkania, które odziedziczyłam po babci. W banku dowiedziałam się, że owszem, honorują umowy cywilnoprawne, ale muszę mieć udokumentowane ostatnie sześć miesięcy regularnej współpracy z jedną firmą. Nie spełniam wymogu. Akurat trzy miesiące temu zmieniłam pracę. Gdybym miała etat, wystarczyłby miesiąc.
Eksperci: zmienić kodeks pracy Minister Boni w swoim raporcie przedstawił propozycje polepszenia sytuacji młodych. Zaproponował m.in. wprowadzenie odnawialnych umów sezonowych, które miały pokazać, że pracodawca i pracownik chcą współpracować, ale z przerwami. Poruszył też kwestie obowiązkowego zatrudniania po stażach, które były finansowane przez urzędy pracy. Eksperci skrytykowali większość rządowych pomysłów i przedstawili własne.
Duży nacisk położono na konieczność wprowadzenia zmian w kodeksie pracy. Miałyby dotyczyć głównie kwestii rozwiązywania stałych umów o pracę. Forum Obywatelskiego Rozwoju przekonuje, że należy wprowadzić identyczny okres wypowiedzenia niezależnie od rodzaju umowy o pracę. - Proponujemy, aby w przypadku zatrudnienia u danego pracodawcy trwającego nie dłuższej niż rok, ustawowy okres wypowiedzenia wynosił dwa tygodnie, czyli tyle, ile dziś w przypadku umów na czas określony. W przypadku dłuższego stażu pracy okres wypowiedzenia powinien wynosić miesiąc - mówi Wojciechowski. - Prawo pracy powinno być na tyle elastyczne, aby sprzyjało bezpieczeństwu szybkiego podjęcia pracy, a nie długotrwałego zatrudnienia w jednym miejscu. W krajach rozwiniętych, które cechują się dużą elastycznością w zwalnianiu pracowników, jak np. w
USA, Irlandii i Wielkiej Brytanii, odnotowuje się przeciętnie wyższe tempo wzrostu liczby pracujących niż w gospodarkach, które nadmiernie chronią pracowników przed zwolnieniem - tłumaczy ekspert. Piotr Rogowiecki dodaje: - System organizacji czasu pracy jest niespójny i wadliwy. Należy umożliwić pracodawcom wprowadzanie różnych wymiarów pracy zamiast sztywnego 8-godzinnego, a także wydłużenie okresów rozliczeniowych. Dobrym rozwiązaniem byłyby też indywidualne konta czasu pracy. A co mogą zrobić sami pracownicy, nie czekając na zmiany prawne? - Powinni stale podnosić kwalifikacje, jeżeli nie mogą liczyć na nic więcej - radzi Izabela Przybysz.
