Kogo brakuje, a kto ma braki

Katarzyna Pawłowska-Salińska
2011-11-21, ostatnia aktualizacja 2011-11-21 16:11

Cztery na dziesięć polskich firm z Polski ma trudności ze znalezieniem odpowiednich kandydatów na kluczowe dla ich działalności stanowiska. Najbardziej dotkliwy jest brak pracowników fizycznych, inżynierów oraz operatorów produkcji.

Marek z Warszawy jest inżynierem, skończył politechnikę. Od początku kariery zajmuje się informatyką bankową. Z zatrudnieniem nigdy nie miał kłopotów - headhunterzy przechwytywali go z jednej pracy do drugiej, zawsze na dużo lepszych warunkach. Teraz też rozważa nową ofertę i bardzo możliwe, że się na nią zdecyduje - jego wynagrodzenie ma być wyższe o 10 proc.

Jeśli ktokolwiek w dzisiejszych czasach może spać spokojnie, to specjaliści, jak Marek. Dla nich nawet w kryzysie pracy nie zabraknie. Jak wynika z najnowszej edycji badania międzynarodowej firmy doradztwa personalnego ManpowerGroup "Niedobór talentów 2011", aż cztery na dziesięć firm z Polski ma trudności ze znalezieniem odpowiednich kandydatów na kluczowe dla ich działalności stanowiska.

To nadal bardzo dużo - średnia europejska wynosi 34 proc. Ale i tak firm z kłopotami jest w naszym kraju mniej niż np. rok temu, kiedy to specjalistów bezskutecznie poszukiwała aż ponad połowa polskich firm. Czy to znaczy, że na rynku wykwalifikowanych pracowników coś drgnęło? - Na to bym nie liczyła - mówi Iwona Janas, dyrektor generalna ManpowerGroup w Polsce. - Po prostu przez ostatni rok firmy znacznie mniej zatrudniają. Dlatego procentowo zapotrzebowanie na wykwalifikowanych pracowników jest mniejsze. Problem jednak nadal jest ogromny.

Ślusarz i inżynier w cenie

Pierwsze miejscu na liście najbardziej poszukiwanych zawodów zajmują wykwalifikowani pracownicy fizyczni: ślusarze, elektrycy, cieśle, stolarze, murarze, hydraulicy i spawacze. Po nich są operatorzy produkcji i inżynierowie.



- Polskie firmy wciąż bardzo dużo inwestują w produkcję przemysłową - tłumaczy Janas. - Specjaliści są u nas na wagę złota. Ich brak to efekt marginalizacji kształcenia zawodowego. Zlikwidowano szkoły techniczne i zawodowe, więc młodych w profesjach technicznych nie przybywa.

To się jednak powoli zmienia. Coraz więcej osób wybiera studia politechniczne, a zawodówki prowadzone przez cechy i izby rzemieślnicze cieszą się coraz większą popularnością. Jak napisał ostatnio "Dziennik Gazeta Prawna", w ciągu ostatnich trzech lat powstało aż 45 tego typu szkół. Konkurencją dla nich są niepubliczne placówki. Uczniowie przychodzą tu po gimnazjum albo liceum, a ostatnio przybywa absolwentów szkół wyższych, najczęściej humanistycznych. Rośnie też popularność prywatnych zaocznych szkół zawodowych, które w ciągu dwóch lat są w stanie podnieść kwalifikacje lub nauczyć nowego zawodu. Jak podaje GUS, jest już ok. 700 takich placówek, w których kształci się 47 tys. uczniów.

Bez kwalifikacji? Chętnie przyjmę

Oprócz techników w pierwszej dziesiątce poszukiwanych są też niewykwalifikowani pracownicy fizyczni. Przy tak wysokim bezrobociu trudno znaleźć osoby chętne do pracy?

- W sektorze produkcji przemysłowej zatrudnia się najbardziej dynamicznie - tłumaczy Janas. - Osób bez kwalifikacji potrzeba naprawdę dużo i dlatego firmy mają z tym kłopoty. Tyle że nie dotyczą one fizycznego znalezienia, ale wynagrodzenia. Bo najczęściej firmy chcą zatrudniać dużo osób, ale za małe pieniądze.

Po raz pierwszy wśród najbardziej poszukiwanych pracowników znaleźli się członkowie zarządu i kadra najwyższego szczebla. - To znów wynik kryzysu - mówi Janas. - Strategie rozwoju firm w trudnych czasach zmieniły się, są bardziej nastawione na poszukiwanie efektywności. Dlatego do zarządu poszukuje się osób z konkretnym doświadczeniem. I konkretną wiedzą, które muszą umieć się odnaleźć w konkretnej sytuacji.

Szef nie chce kształcić

Dlaczego pracodawcy odrzucają kandydatów? Prawie trzy czwarte (73 proc.) z nich jako główne powody podaje: brak doświadczenia, umiejętności lub wiedzy u kandydatów.

Ale jak oceniło ponad 57 proc. pracodawców, trudności z obsadzeniem stanowisk mają poważny wpływ na relacje biznesowe z klientami czy inwestorami. Próbują więc jakoś sobie z tym poradzić. Nie chcą jednak inwestować zbyt wiele. Tylko jedna na pięć (21 proc.) firm decyduje się na szkolenia i dopłacenie do rozwoju pracowników, które mogłyby wypełnić te braki. Zaledwie 6 proc. firm podejmuje współpracę z instytucjami edukacyjnymi, aby wspólnie tworzyć programy nauczania, które odpowiadałyby na potrzeby rynku.

Czy to wystarczy? - Ważna jest polityka motywacyjna, która zatrzyma w firmie osoby o kluczowych kompetencjach - mówi Janas. - Bez niej pracownicy, którzy przeprowadzili firmę przez kryzys, poszukają lepszego zajęcia, kiedy tylko sytuacja się poprawi.

I przestrzega: - Brak specjalistów to trend, którego nie zmienimy z roku na rok. Potrzebne są długofalowe działania, zaangażowanie pracodawców i systemu edukacji. Rynek pracy naprawdę szybko się zmienia i rząd powinien mieć wizję dostosowania systemu kształcenia do jego potrzeb. Trzeba też uświadomić ludziom, żeby bardziej świadomie dokonywali wyborów dotyczących kariery zawodowej.

To recepta dla młodych. A jak starsi mogą dopasować się do zmian? - Trudno zmienić kogoś z dziennikarza w operatora maszyn - mówi Janas. - Ale warto rozwijać kompetencje pod kątem przyszłości swojej branży i starać się wyspecjalizować w jakiejś działce. Pamiętajmy też o zmianach, które dotyczą sposobu pracy. Coraz większy nacisk będzie kładziony na pracę wirtualną, system zadaniowy i elastyczność pracowników.

Jak jest na świecie?

Możemy tylko się pocieszać, że gdzie indziej jest jeszcze gorzej. Według badań ManpowerGroup niedobór talentów znacznie bardziej niż Polska odczuwają pracodawcy z Japonii (80 proc.), Indii (67 proc.) i Brazylii (57 proc.).



W Europie brak specjalistów najbardziej dotyka Rumunię (53 proc.). A najmniej problemów mają firmy w Norwegii (9 proc.) i Irlandii (5 proc.).

W jakich zawodach jest praca na świecie? Pracodawcy na wszystkich kontynentach podobnie jak Polacy największe problemy mają z obsadzeniem stanowisk techników i wykwalifikowanych pracowników fizycznych. Brakuje im też przedstawicieli handlowych.

Nadal bardzo potrzebni są inżynierowie (czwarta pozycja) i niewykwalifikowani pracownicy fizyczni, którzy znaleźli się na piątym miejscu. Z pierwszej dziesiątki zniknęli kierowcy, których zastąpili pracownicy działów IT. W porównaniu z rokiem 2010 trudniej jest teraz, podobnie jak w Polsce, znaleźć niewykwalifikowanych pracowników fizycznych, łatwiej natomiast o księgowych, finansistów, operatorów produkcji i pracowników administracyjnych.

W tegorocznym, szóstym globalnym badaniu ManpowerGroup "Niedobór talentów 2011" odpowiedzi udzieliło prawie 40 tys. pracodawców w 39 krajach. W Polsce wzięło w nim udział 750 firm.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 116 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów