Podatki po nowemu: kto zyska najwięcej?

Michał Świech
2008-11-03, ostatnia aktualizacja 2008-11-07 12:49
FOT. ADAM KOZAK / AG

Jak bardzo skorzystamy na obniżce podatków? Komu starczy na paczkę papierosów, a kto będzie mógł zainwestować poważną kwotę? Kto na tych zmianach zyska najwięcej?

Sprzątaczka i przedstawiciel handlowy, kadrowa i kierownik, a nawet premier. Na obniżce podatków skorzystamy wszyscy, zachwala rząd. Podobnie uważają eksperci - jak Przemysław Dzido z BCC. Dla niego jednak obniżka podatków to nie korzyść, a po prostu mniejsza strata. Czy rzeczywiście uda się sporo zaoszczędzić? Można to sprawdzić posługując się kalkulatorem wynagrodzeń dostępnym w serwisie GazetaPraca.pl

Jak jest dziś?

Dziś Polacy pracujący na umowę o pracę, płacą podatki według progresywnej skali z trzema stawkami i progami. Stawka pierwsza dotyczy osób z dochodem do opodatkowania niższym niż 44490 zł rocznie. Od tego fiskus zabiera im 19% pomniejszone o kwotę wolną od podatku, która daje 572 zł rocznie oszczędności. W tym przedziale znajduje się prawie 95% podatników rozliczających się w ramach systemu PIT. Pierwszy próg podatkowy obejmuje bardzo szeroką rzeszę pracujących. Są tam osoby zarabiające wyznaczone prawem minimum, ale są też ci zaliczający się do klasy średniej, z pensjami grubo przekraczającymi średnią krajową. Na obniżce podatków skorzystają wszyscy - rząd się nie myli. Jakie będą to jednak korzyści?

Kto skorzysta na obniżce podatków?

Osoba zarabiająca minimum krajowe, czyli od 1 stycznia 2009 roku 1276 zł miesięcznie, zaoszczędzi na podatkach ok. 90 zł rocznie. Ktoś, kto miesięcznie dostaje około dwóch tysięcy brutto będzie mógł zmniejszyć swoje obciążenia fiskalne o jakieś 120-150 zł rocznie, w zależności od tego, czy rozlicza się samodzielnie czy z małżonkiem. W przeliczeniu daje to około 0,8% dwunastomiesięcznych zarobków. W przypadku zarabiających najmniej korzyść wyniesie jakieś 0,7% rocznego dochodu.

A co z tymi, których dochody zbliżone są do statystycznej średniej krajowej? Dziś przeciętne miesięczne wynagrodzenie według GUS to 3171 zł. Po przeliczeniu według nowej skali podatkowej osoba o średnim wynagrodzeniu będzie miała do swojej dyspozycji o 1% czyli 300 zł rocznie więcej.

Jak widać w przypadku 95% podatników korzyści z planowanych zmian będą minimalne. 7 zł miesięcznie starczyć może na dodatkową paczkę papierosów, 450 zł rocznie na prenumeratę branżowego czasopisma.

W drugim progu coraz lepiej

Na dużo większe oszczędności mogą liczyć dopiero ci, których zarobek przekroczył granicę drugiego progu podatkowego. Dziś jest to przedział od 44490 do 85528 zł dochodu rocznego do opodatkowania. Od każdej złotówki zarobionej powyżej pierwszej kwoty trzeba oddać fiskusowi 30 gr podatku. Od 1 stycznia będzie zupełnie inaczej. Środkowy przedział zniknie, a 4,5% znajdujących się w nim podatników będzie płaciło PIT w wysokości 18%.

Przykładem osoby, która na zmianach skorzysta, może być informatyk mieszkający w dużym mieście, z dochodem miesięcznym około 6 tys. zł brutto. W jego przypadku zaliczka na podatek dochodowy w 2008 roku to 7,8 tys. zł. Jeśli nie dostanie podwyżki i utrzyma swoje miejsce pracy, to w przyszłym roku zapłaci fiskusowi jedynie 5,5 tys. zł. W jego przypadku można już więc mówić o sporych korzyściach. Za nieco ponad 2 tys. zł może kupić sobie wycieczkę zagraniczną lub sfinansować ciekawe szkolenie . W przypadku osoby o dochodach tej wysokości ilość pieniędzy do dyspozycji zwiększy się w skali roku o około 4,5%. Maksymalna oszczędność w przypadku osób znajdujących się dziś w drugim przedziale podatkowym to około 5200 zł.

A co z podatkami najbogatszych?

Jeśli znajdujący się w drugim przedziale podatkowym zyskają po kilka tysięcy złotych, warto sprawdzić, o ile mniej odprowadzą do budżetu ci z naprawdę wysokimi zarobkami. Do tej pory od dochodu do opodatkowania powyżej 86528 zł trzeba było zapłacić 40% podatku. Teraz najwyższa stawka zjeżdża do poziomu 32%. I już w przypadku kogoś, kto niewielką kwotą zahacza o najwyższy próg widać spore oszczędności. Do tej pory podatek dochodowy od zarobków w wysokości równej trzeciemu progowi wynosił 20177 zł. Teraz spadnie do 14839 zł. Korzyść - ponad 5000 złotych.

Do grupy najlepiej zarabiających zaliczają się nie tylko członkowie kadry zarządzającej przedsiębiorstwami, wysokiej klasy specjaliści czy bankowcy, ale też najwyżsi rangą urzędnicy państwowi. Żeby zobaczyć, jak duże korzyści na zmianach podatkowych odniosą najlepiej zarabiający, można posłużyć się przykładem tego, który za tymi zmianami stoi, czyli premiera.

Przykład na pensji premiera

Pensja prezesa rady ministrów to około 15200 zł miesięcznie. Rocznie daje to więc 182400 zł. Przy obliczeniach należy pamiętać, że premier Tusk ma żonę. Jeśli więc będzie rozliczał się ze swoją małżonką, zapłaci 25605 zaliczki na podatek dochodowy. Jeśli uda mu się utrzymać stanowisko przez cały rok 2009 i nie dostanie podwyżki, będzie musiał odprowadzić 15781 zaliczki. Okazuje się, że na zmianach podatkowych premier i osoby zarabiające około 15 tys. zł miesięcznie zyskają prawie tyle, ile pracujący za najniższą krajową zarabiają przez cały rok. Z ciekawości sprawdźmy, ile zarobiłby premier Kaczyński, kawaler, gdyby nadal był szefem rządu. Okazuje się, że jeszcze więcej, bo ponad 11,4 tys. zł. Kto zarabia tyle, ile premier, zapłaci o 30% mniej podatków w porównaniu do roku 2008. Do dyspozycji będą mieli około 9% więcej.

Im więcej zarabiasz, tym więcej skorzystasz

Jak widać, korzyści rosną proporcjonalnie w miarę powiększania grubości już posiadanego portfela. Kto zarabia dużo, będzie zarabiał jeszcze więcej. Nawet zdecydowani zwolennicy obniżania podatków, tacy jak Przemysław Dzido, dostrzegają tutaj pewne niebezpieczeństwo. W tej chwili 5% najlepiej zarabiających odprowadza do budżetu państwa około 60% wszystkich wpływów z podatku PIT. Po zmianach kwota ta może drastycznie spaść i - jak mówi Dzido - niekoniecznie uda się zrekompensować ją wyższymi wpływami wynikającymi z rozwoju gospodarki. Jeśli gospodarka zwolni, a wielu ekonomistów uważa, że tak właśnie będzie, zmiany w systemie podatkowym okażą się prawdziwym zagraniem va banque, tym bardziej, że mniejsze mogą być też wpływy od tych, którzy płacili do tej pory dziewiętnastoprocentowy podatek liniowy.

W tym przypadku nie ma żadnych zmian w wysokości stawek podatkowych. Korzystający z tej formy opodatkowania mają czas do 20 stycznia na podjęcie decyzji - czy przy niej zostają, czy przechodzą na progresywny PIT. Dla opodatkowanych w ten sposób istotne jest to, czy ich dochody do opodatkowania przekroczą w 2009 roku 85 tys. zł. Jeśli tak, to powinni zachować dotychczasowy sposób opodatkowania. Jeśli jednak nie spodziewają się zarobić więcej, mogą przejść na progresywny PIT. Zamiast 19% będą płacili o procent mniej, a dodatkowo zyskają do odliczenia kwotę wolną.

Szeroki kontekst

Jeśli chodzi o podatki dobrze jest pomyśleć o nich w szerszym kontekście. W końcu, jeśli w naszych portfelach będzie więcej, to w budżecie państwa - mniej. Według Przemysława Dzido obniżka podatków jest zawsze korzystna, jednak to, co proponuje rząd, to bardzo ryzykowne zagranie. Dzido porównuje Tuska do Reagana. O ile jednak amerykańskiemu prezydentowi udało się uzyskać spodziewane efekty, to w polskim przypadku niekoniecznie może się to powtórzyć. Samo obniżenie podatków, bez zmniejszenia wydatków, to zdaniem Dzidy błąd. Nie wiadomo bowiem, czy zmniejszenie szarej strefy pozwoli na uzyskanie wpływów wystarczających dla pokrycia zobowiązań budżetu. Jeśli nie, efekty odczujemy wszyscy i nie będzie to przyjemne doświadczenie. Innymi słowy - obniżki podatków są miłe i przyjemne dla obywateli, jednak jeśli nie są związane z redukcją wydatków, mogą się odbić czkawką w przyszłości.

  • 142 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Trzeba sobie odpowiedzieć na pytania myslacyszaryczlowiek1 07.11.08, 13:58

    w jakim kraju chcecie żyć. Czy w Ekwadorze lub Brazylii, Szwecji lub Dani, amoże w czymś pośrednim. A może jak tu niektórzy postulują może w systemie zpoczątku 19 wieku, szczególnie ten gość»