Weź udział w Internetowym Badaniu Wynagrodzeń 2008
Od czasu pojawienia się kryzysu finansowego drastycznie spadło zapotrzebowanie na nowych pracowników - to wyniki najnowszego raportu firmy IPK zajmującej się doradztwem personalnym.
Trendy spadkowe pojawiły się we wszystkich szesnastu województwach zarówno tych, w których zamieszczanych jest najwięcej internetowych ofert pracy - mazowieckie, dolnośląskie, śląskie i wielkopolskie, jak i w tych gdzie liczba ofert pracy jest najmniejsza - podlaskie, świętokrzyskie, warmińsko-mazurskie. Spośród czterech miesięcy (sierpień - listopad) objętych pomiarem najwyższa średnia liczba ogłoszeń została opublikowana we wrześniu (73 216). W listopadzie zanotowaliśmy 20 proc. spadek liczby publikowanych ogłoszeń (59 114) w stosunku do września.





Zmniejszyła się także liczba ofert pracy we wszystkich niemal kategoriach stanowiskowych. Najbardziej jest to widoczne w kategoriach: księgowość i finanse (29 proc.),
IT (25 proc.), inżynieria, technika, konstrukcja (24 proc.) , logistyka i transport (19 proc.). O 17 proc. spadła liczba ogłoszeń na stanowiska w kategorii, w której ofert pracy jest zawsze najwięcej - sprzedaż, obsługa klienta, call center. Z kolei w kategoriach kadra zarządzająca i budownictwo mamy w ostatnim czasie do czynienia z 15-16 proc. spadkiem. Stosunkowo stabilne, choć też zniżkowo - w liczbach bezwzględnych - wyglądają
oferty pracy dla kategorii - HR/Kadry (351 ofert pracy we wrześniu, 318 ofert w listopadzie - spadek o 9 proc.). Niejasna jest sytuacja w kategorii bankowość: tutaj najwięcej ofert było w sierpniu - 309, we wrześniu - 267 a w listopadzie nastąpił wzrost do 292 ofert.








- Z monitoringu liczby ofert pracy zamieszczonych na największych polskich portalach rekrutacyjnych wynika, że liczba ogłoszeń rekrutacyjnych drastycznie zaczęła spadać - mówi dr Marek Suchar z firmy IPK. - W październiku i w listopadzie spadek ten miał charakter tendencji, która doprowadziła do zmniejszenia liczby ofert o 20 proc. w stosunku do września. Porównanie poszczególnych tygodni ukazuje to zjawisko jeszcze wyraźniej. 18 listopada było ich aż o 30 proc. mniej niż np. 9 września - wylicza dr Suchar. Jego zdaniem sytuacja jest o tyle niezrozumiała, że stopa bezrobocia w Polsce spadła do rekordowo niskiej od początku lat dziewięćdziesiątych wysokości.
Wszystkiemu winna panikaZ dokładnej analizy IPK wynika, że spadek liczby ofert rekrutacyjnych można skojarzyć w czasie z publikacją w mediach pierwszych niepokojących informacji o kryzysie gospodarczym na świecie, a następnie także o tym, że w najbliższym czasie kryzys ten może ogarnąć także i nasz kraj. - Pracodawcy zareagowali natychmiast. Czysto psychologicznie. Przecież jeszcze nic "złego" w sferze faktów gospodarczych się nie zdarzyło - mówi dr Marek Suchar. - Nie mogły zadziałać żadne obiektywne czynniki. Nawet, jeśli kryzys dotknie polską gospodarkę, efekty tego odczuwać będziemy najprędzej za kilka czy kilkanaście miesięcy i na pewno nie będą one miały tak skokowego charakteru jak omawiany przez nas spadek liczby planowanych rekrutacji. Na razie mamy do czynienia z czystą psychologią. Komentowane przez nas zjawiska pokazują jak olbrzymią rolę w gospodarce odgrywają nastroje i emocje - przekonuje. W podobnym tonie wypowiada się prof. Kazimierz Krzysztofek, socjolog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. - Mamy tu do czynienia z takim uogólnionym lękiem. Tu zadziałała panika moralna. Skoro inni nie zatrdniaja to ja również wstrzymam przyjęcia pracowników. Złe wiadomości rozniosły się w tzw. sieci społecznej. Zadziałał mechanizm złej plotki - mówi prof. Krzysztofek.
- Gdyby w naszym kraju był jakiś autorytet moralny, który powiedziałby do pracodawców: nie pękajcie, zróbcie to i to bo wkrótce sytuacja się poprawi, nie mielibyśmy do czynienia z tak wielką paniką na rynku pracy. A ponieważ dziś nie ma mądrych osób, które są w stanie przewidzieć jak będzie wyglądało wyjście z kryzysu to wszyscy wolą przeczekać ten okres. Dyrektorzy odpowiedzialni za rekrutację boją się, że ich firma może mieć jakiekolwiek kłopoty za kilka miesięcy i będzie musiała zwalniać dopiero co zatrudnioną osobę. Strach przed ryzykiem jest lepszy niż jakiekolwiek działanie. Dotyczy to każdej decyzji dotyczącej zatrudnienia, zwlaniania a nawet obrotów ekonomicznych. To działa jak infekcja. Jeśli więc pojawią się objawy wychodzenia z kryzysu tzn. że wirusy, które nas zaatakaowały ustępują to dopiero wtedy, podniesie sie u nas poziom optymizmu - opowiada. - My cierpimy na brak liderów, ktorzy w trudnych sytuacjach biorą na siebie odpowiedzialność, roztaczają jakąś konkretną wizję i pociągają za sobą innych animując pozytywne działanie społeczne - dodaje prof. Krzysztofek.