Panika na rynku pracy

Dariusz Brzostek
2008-12-23, ostatnia aktualizacja 2008-12-23 09:14
Fot. Agnieszka Sadowska / AG

Firmy boją się zatrudniać pracowników. Eksperci twierdzą, że wielu pracodawców uległo psychozie strachu przed następstwami kryzysu. Rekruterzy biją na alarm. Jeżeli nic się nie zmieni rynek pracy zacznie ostro hamować. Już dziś wstrzymuje się co trzecią ofertę pracy.

Weź udział w Internetowym Badaniu Wynagrodzeń 2008



Od czasu pojawienia się kryzysu finansowego drastycznie spadło zapotrzebowanie na nowych pracowników - to wyniki najnowszego raportu firmy IPK zajmującej się doradztwem personalnym.

Trendy spadkowe pojawiły się we wszystkich szesnastu województwach zarówno tych, w których zamieszczanych jest najwięcej internetowych ofert pracy - mazowieckie, dolnośląskie, śląskie i wielkopolskie, jak i w tych gdzie liczba ofert pracy jest najmniejsza - podlaskie, świętokrzyskie, warmińsko-mazurskie. Spośród czterech miesięcy (sierpień - listopad) objętych pomiarem najwyższa średnia liczba ogłoszeń została opublikowana we wrześniu (73 216). W listopadzie zanotowaliśmy 20 proc. spadek liczby publikowanych ogłoszeń (59 114) w stosunku do września.











Zmniejszyła się także liczba ofert pracy we wszystkich niemal kategoriach stanowiskowych. Najbardziej jest to widoczne w kategoriach: księgowość i finanse (29 proc.), IT (25 proc.), inżynieria, technika, konstrukcja (24 proc.) , logistyka i transport (19 proc.). O 17 proc. spadła liczba ogłoszeń na stanowiska w kategorii, w której ofert pracy jest zawsze najwięcej - sprzedaż, obsługa klienta, call center. Z kolei w kategoriach kadra zarządzająca i budownictwo mamy w ostatnim czasie do czynienia z 15-16 proc. spadkiem. Stosunkowo stabilne, choć też zniżkowo - w liczbach bezwzględnych - wyglądają oferty pracy dla kategorii - HR/Kadry (351 ofert pracy we wrześniu, 318 ofert w listopadzie - spadek o 9 proc.). Niejasna jest sytuacja w kategorii bankowość: tutaj najwięcej ofert było w sierpniu - 309, we wrześniu - 267 a w listopadzie nastąpił wzrost do 292 ofert.

















- Z monitoringu liczby ofert pracy zamieszczonych na największych polskich portalach rekrutacyjnych wynika, że liczba ogłoszeń rekrutacyjnych drastycznie zaczęła spadać - mówi dr Marek Suchar z firmy IPK. - W październiku i w listopadzie spadek ten miał charakter tendencji, która doprowadziła do zmniejszenia liczby ofert o 20 proc. w stosunku do września. Porównanie poszczególnych tygodni ukazuje to zjawisko jeszcze wyraźniej. 18 listopada było ich aż o 30 proc. mniej niż np. 9 września - wylicza dr Suchar. Jego zdaniem sytuacja jest o tyle niezrozumiała, że stopa bezrobocia w Polsce spadła do rekordowo niskiej od początku lat dziewięćdziesiątych wysokości.

Wszystkiemu winna panika

Z dokładnej analizy IPK wynika, że spadek liczby ofert rekrutacyjnych można skojarzyć w czasie z publikacją w mediach pierwszych niepokojących informacji o kryzysie gospodarczym na świecie, a następnie także o tym, że w najbliższym czasie kryzys ten może ogarnąć także i nasz kraj. - Pracodawcy zareagowali natychmiast. Czysto psychologicznie. Przecież jeszcze nic "złego" w sferze faktów gospodarczych się nie zdarzyło - mówi dr Marek Suchar. - Nie mogły zadziałać żadne obiektywne czynniki. Nawet, jeśli kryzys dotknie polską gospodarkę, efekty tego odczuwać będziemy najprędzej za kilka czy kilkanaście miesięcy i na pewno nie będą one miały tak skokowego charakteru jak omawiany przez nas spadek liczby planowanych rekrutacji. Na razie mamy do czynienia z czystą psychologią. Komentowane przez nas zjawiska pokazują jak olbrzymią rolę w gospodarce odgrywają nastroje i emocje - przekonuje. W podobnym tonie wypowiada się prof. Kazimierz Krzysztofek, socjolog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. - Mamy tu do czynienia z takim uogólnionym lękiem. Tu zadziałała panika moralna. Skoro inni nie zatrdniaja to ja również wstrzymam przyjęcia pracowników. Złe wiadomości rozniosły się w tzw. sieci społecznej. Zadziałał mechanizm złej plotki - mówi prof. Krzysztofek.

- Gdyby w naszym kraju był jakiś autorytet moralny, który powiedziałby do pracodawców: nie pękajcie, zróbcie to i to bo wkrótce sytuacja się poprawi, nie mielibyśmy do czynienia z tak wielką paniką na rynku pracy. A ponieważ dziś nie ma mądrych osób, które są w stanie przewidzieć jak będzie wyglądało wyjście z kryzysu to wszyscy wolą przeczekać ten okres. Dyrektorzy odpowiedzialni za rekrutację boją się, że ich firma może mieć jakiekolwiek kłopoty za kilka miesięcy i będzie musiała zwalniać dopiero co zatrudnioną osobę. Strach przed ryzykiem jest lepszy niż jakiekolwiek działanie. Dotyczy to każdej decyzji dotyczącej zatrudnienia, zwlaniania a nawet obrotów ekonomicznych. To działa jak infekcja. Jeśli więc pojawią się objawy wychodzenia z kryzysu tzn. że wirusy, które nas zaatakaowały ustępują to dopiero wtedy, podniesie sie u nas poziom optymizmu - opowiada. - My cierpimy na brak liderów, ktorzy w trudnych sytuacjach biorą na siebie odpowiedzialność, roztaczają jakąś konkretną wizję i pociągają za sobą innych animując pozytywne działanie społeczne - dodaje prof. Krzysztofek.

  • 20 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Re: Panika na rynku HR mijo81 28.12.08, 16:57

    HR biją na alarm bo jak nie będą mieli kogo rekrutować to sami zostaną zwolnieni :)»

  • Re: Panika na rynku HR annataylor 03.01.09, 17:36

    nie wiem, czy to wina kryzysu, ale pracy nie moge znalezc od 3 miesiecy. chybawybralam sobie zly okres na szukanie pracy»