Rządowe pomysły na pracę

Katarzyna Pawłowska-Salińska
2009-03-23, ostatnia aktualizacja 2009-03-30 13:18

Fot. Andrzej Monczak / AG

W lutym stopa bezrobocia wyniosła prawie 11 proc. Eksperci szacują, że do końca roku może osiągnąć nawet 14 proc. Żeby zahamować ten wzrost i ochronić miejsca pracy, pracodawcy i związkowcy wspólnie przygotowali pakiet antykryzysowy.

ZOBACZ TAKŻE
Rozwiązania mają pomóc firmom, by nie musiały zwalniać. Teraz rząd musi zaakceptować te propozycje i przygotować odpowiednie ustawy. Gdy to zrobi, partnerzy społeczni i strona rządowa będą po kolei negocjować szczegółowe rozwiązania w nim zawarte. Jak zapowiedział minister Michał Boni, projekty konkretnych ustaw najpóźniej na początku kwietnia trafią do Sejmu. Co zaproponowali związkowcy i pracodawcy, żeby ochronić miejsca pracy?

Rządowe dopłaty dla pracowników firm, które mają problemy

Gdy zamówienia firmy spadną przynajmniej o jedną trzecią, właściciel nie będzie musiał posyłać pracowników na zasiłek dla bezrobotnych. Jeśli pracownik nie będzie potrzebny przez całe osiem godzin dziennie, szef będzie mógł poprosić go o pracę tylko przez cztery godziny. Oczywiście będzie to pociągało za sobą obniżkę pensji. Tę właśnie różnicę, przynajmniej częściowo, będą pokrywały rządowe dopłaty. Jak to się odbędzie? Pracodawca w kłopotach pójdzie do urzędu pracy i podpisze tam umowę. Nie będzie zwalniać grupowo, tylko przeniesie pracowników na pół etatu. Dostaną połowę pensji od firmy i dopłatę z pośredniaka. Ile? Dopłata z urzędu pracy nie będzie równa sumie, o jaką pracodawca obniżył nam wynagrodzenie, ale najprawdopodobniej wyniesie 70 proc. zasiłku dla bezrobotnych - 400 zł. To jednak nie jest jeszcze do końca pewne - pracodawcy, związkowcy i rząd nie są zgodni co do wysokości dopłat. Pracodawcy chcą, aby wysokość rekompensaty była uzależniona od stałego wskaźnika, a nie płacy poszczególnych pracowników, a związki - by rekompensata umożliwiała w miarę godne życie pracownikom, którzy pracują w zmniejszonym wymiarze czasu pracy. Jak długo? Dopłaty mają być gwarancją, że pracodawca nie będzie w czasie otrzymywania pomocy nikogo zwalniał. Pomoc będzie wypłacana maksymalnie przez sześć miesięcy, chyba że ktoś znajdzie się w wyjątkowej sytuacji. Być może warunkiem otrzymania pomocy będzie zobowiązanie się ze strony pracodawcy, że nie będzie nikogo zwalniał po zakończeniu pobierania dopłat, przez czas odpowiadający okresowi, gdy pracownicy firmy je otrzymywali (pod groźbą zwrotu pomocy). Kto dostanie? Pracownicy otrzymają rządowe dopłaty tylko wtedy, jeśli firma udowodni, że poniosła straty z powodu kryzysu i że planowana redukcja zatrudnienia jest tego kryzysu skutkiem. Dlatego prawo do rekompensaty będą miały firmy, które będą mogły to udowodnić i w których spadek sprzedaży od czerwca 2008 wyniósł nie mniej niż o 30 proc.

Dodatek dla pracowników za udział w szkoleniach

Gdy firma straci część zamówień i pracy wystarczy tylko na połowę załogi albo na połowę czasu pracy, pracodawca będzie mógł wszystkich przenieść na pół etatu. W takiej sytuacji pracownicy większą część dnia będą spędzać w domu. Żeby do tego nie dopuścić, pracodawcy i związkowcy zaproponowali uruchomienie zakładowego funduszu szkoleniowego. Dzięki temu przez drugą połowę dnia pracownicy będę mogli zostać w pracy i się szkolić. Za to dostaną dodatek do pensji, a dodatkowo podniosą swoją wartość jako pracownika. Ile wyniesie dopłata? Co do tego partnerzy społeczni muszą się dogadać z rządem. Pierwsi proponują jedną czwartą pensji, drudzy - kilkanaście proc. Szkolenia byłyby finansowane z Funduszu Pracy.

Elastyczny czas pracy

Te zmiany pozwolą firmom dostosować czas pracy pracowników do aktualnych potrzeb przedsiębiorstwa. A co to oznacza dla pracowników? To rozwiązanie ma ułatwić pracownikom godzenie obowiązków rodzinnych i zawodowych, a pracodawców zwolnić z obowiązku opłacania nadgodzin w sytuacji indywidualnego harmonogramu pracy. Na czym to ma polegać? Gdy jednego dnia chcę iść po pracy z dzieckiem do lekarza, już dziś mogę się umówić z szefem, że przyjdę godzinę wcześniej i wcześniej wyjdę po południu. Jednak w świetle dzisiejszych przepisów za tę poranną godzinę szef powinien mi zapłacić dodatkowo, jak za nadgodzinę. Dlatego pracodawcy na takie rozwiązania się nie godzą. Teraz to ma się zmienić. Wprowadzenie do kodeksu pracy ruchomego czasu pracy oznacza, że pracodawca nie będzie wyznaczał konkretnych godzin początku i zakończenia pracy podwładnego, lecz jedynie okres, w którym pracownik powinien ją rozpocząć i zakończyć. Pracodawca i pracownicy mogliby ustalić, że rozpoczną pracę między np. godz. 7 a 9 i zakończą ją między 15 a 17. Rozpoczęcie pracy o godzinę wcześniej niż poprzedniego dnia w takim przypadku nie oznaczałoby, że pracownik ten przepracowałby nadgodziny.

Dłuższy okres rozliczeniowy

Okres rozliczeniowy obecnie wynosi cztery miesiące, a miałby być wydłużony do roku. To oznacza, że 48-tygodniowy tydzień pracy nie byłby rozliczany w czasie czterech miesięcy, tylko 12. Ta zmiana ma dotyczyć tylko pracowników zatrudnionych na czas nieokreślony. Co to oznacza dla pracowników? Wydłużenie okresów rozliczeniowych oznacza, że pracodawcy później wypłacą pracownikowi dodatek z tytułu przekroczenia tygodniowej normy czasu pracy. Świadczenie to pracodawca przekazuje pracownikowi wraz z pensją za ostatni miesiąc okresu rozliczeniowego. Zawsze wynosi ono 100 proc. wynagrodzenia. W tej chwili w większości firm maksymalny okres rozliczeniowy może trwać zaledwie cztery miesiące. Aby złagodzić konsekwencje takich zmian dla pracowników, związki chcą zaostrzyć sankcje wobec firm, które np. nieprawidłowo naliczą wysokość wynagrodzeń i dodatków lub będą zwlekać z ich wypłatą.

Indywidualne konta czasu pracy

Ta zmiana nie ma dużych szans na akceptację wszystkich partnerów społecznych. Ale pracodawcom bardzo na niej zależy. Polegałoby to na tym, że pracownik w określonym czasie, np. 12 miesięcy, musiałby wypracować swój limit godzin, ale w niektórych miesiącach mógłby pracować krócej, np. cztery godz., a w innych dłużej, np. 12 godz. Zależałoby to od potrzeb pracodawcy, liczby zamówień, jakie w danym czasie otrzymuje. A wynagrodzenie pracownika byłoby przez cały czas takie samo, bez dopłat za nadgodziny. Tak pracuje się np. w fabrykach Volkswagena w Niemczech. Ale w Polsce nie. Dlatego firmy produkcyjne raz muszą pracownikom płacić przestojowe, a innym razem, kiedy jest więcej pracy - nadgodziny. To ogromne koszty dla pracodawców. Indywidualne konta czasu pracy mogą te sumy znacząco zmniejszyć i, co za tym idzie, ograniczyć liczbę zwolnień. Dla pracownika, niestety, może to oznaczać dezorganizację życia rodzinnego i osobistego. Ale być może lepsze to niż utrata pracy.

Ograniczenia w zatrudnianiu na czas określony

Jeśli zmieni się rozliczanie czasu pracy, umowy na czas określony będą mogły trwać najdłużej dwa-trzy lata. Po tym czasie z mocy prawa przekształcałyby się w umowy na czas nieokreślony. To rozwiązanie ma zapewnić pracownikom poczucie bezpieczeństwa. Przepisy kodeksu pracy w tej chwili zniechęcają przedsiębiorców do zatrudniania na czas nieokreślony, bo w przypadku zwolnienia takiemu pracownikowi należą się odprawy, a w wymówieniu trzeba podać przyczynę zwolnienia, która jest doskonałym pretekstem do wystąpienia o przywrócenie zatrudnienia.

Podniesienie płacy minimalnej

W planach jest podniesienie płacy minimalnej do 50 proc. średniego wynagrodzenia (w tej chwili wynosi 1256 zł, co stanowi 40 proc. przeciętnej pensji). Jak twierdzą partnerzy społeczni, ten wzrost będzie jednak możliwy, dopiero gdy kryzys minie. Pakiet kryzysowy zawiera też m.in. postulat zwolnienia z podatków zapomóg wypłacanych przez związki zawodowe oraz świadczeń wypłacanych z zakładowego funduszu świadczeń socjalnych oraz bonów towarowych wręczanych w ramach pomocy socjalnej. Dzięki temu więcej pieniędzy ma szansę trafienia do najbiedniejszych i naprawdę potrzebujących pracowników.

Utrata pracy? Załóż biznes, dostaniesz kilkadziesiąt tysięcy



Co na to eksperci?

Lepiej pomagać firmom: Zbigniew Żurek, wiceprezes BCC, wiceprzewodniczący Trójstronnej Komisji ds. społeczno-gospodarczych, przewodniczący zespołu ds. rozwoju dialogu społecznego

Ten pakiet to nie jest porozumienie merytoryczne, to porozumienie co do tematów, na jakie będziemy rozmawiać ze stroną rządową. Pracodawcy, związkowcy i rząd muszą się teraz skupić na tym, żeby zainwestować pieniądze w taki sposób, który ochroni miejsca pracy. Rząd powinien pomóc przetrwać dobrym zakładom, które będą miały kilka trudnych miesięcy. Lepiej wydać pieniądze na pomoc dla firm niż na zasiłki dla bezrobotnych. Przecież teraz jest tak, że firmy zwolnią ludzi, zapłacą za odprawy, a za kilka miesięcy znów poniosą koszty rekrutacji. A ludzie psychicznie się załamią, trafią do urzędu dla bezrobotnych. Dzięki dopłatom z funduszy celowych pracodawca będzie w stanie ich przetrzymać przez ten trudny okres.

Zapomniano o indywidualnych kontach pracy: dr Anna Kwiatkiewicz, dyrektor praktyki zatrudnienia i spraw społecznych w BPI Polska, adiunkt w Katedrze Gospodarowania Zasobami Pracy SGH

To duży sukces, że pracodawcy dogadali się ze związkowcami. To bardzo dobrze, że właściciele firm nie chcą zwolnień grupowych, tylko chcą utrzymać ludzi na rynku pracy, a nie pozwolić im pójść na bezrobocie albo wejść do szarej strefy, z której bardzo trudno wyjść. Długoterminowo zatrzymanie pracowników na rynku ma bardzo duże znaczenie. Szkoda tylko, że rozwiązania długofalowe wrzuca się tu do jednego worka z doraźnymi. I nie rozumiem jednego: skoro już wydłużamy okres rozliczeniowy, dlaczego nie możemy wprowadzić indywidualnych kont pracy? To byłoby w interesie obu stron - pracownikom zapewniałoby to poczucie bezpieczeństwa, bo wiedzieliby, że za jakiś czas mają te godziny do odpracowania. Rezygnując z indywidualnych kont, rozbito kompleksowe rozwiązanie.

Współpraca związków i pracodawców przynosi efekty: dr Wiktor Wojciechowski, starszy ekonomista fundacji FOR założonej przez prof. Leszka Balcerowicza

To porozumienie jest bardzo obiecujące, zwłaszcza jeśli chodzi o zgodę związków na zmniejszony czas pracy i płacy oraz o wydłużony okres rozliczeniowy. To kroki w dobrym kierunku, bo wpływają na uelastycznienie rynku pracy. Oczywiście nie ma uniwersalnej recepty na kryzys. To, że u nas jest źle, to wynika ze spadku popytu za granicą. Ale sam fakt, że doszło do porozumienia partnerów społecznych, to już duży sukces. Historia pokazuje, że odpowiedzialna współpraca związków i pracodawców może w krótkim czasie przynieść bardzo dobre efekty. Np. w czasie kryzysu w Holandii w 1982 roku takie porozumienie uelastyczniło rynek pracy i szybko pomogło wyjść z kłopotów.

Tajne zapiski pokładowe : Kruger dał mi cynk (tylko nie mówcie nikomu ) że chiński masowiec "Crush the Tibet" płynie do Hard Core City to jest do tego samego portu co my. Z tym samym towarem co my. Tyle, że ich towar jest połowę tańszy. I że według jego danych będą w porcie trzy dni przed nami.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 24 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • chłopaki,wypier..y do Irlandii lub na Madagaskar p.o.premier 30.03.09, 10:08

    teraz nam dobiorą się do d..»

  • Rządowe pomysły na pracę informer75 30.03.09, 13:40

    Niech rząd lepiej sam nic nie wymyśla. bo te kilka pomysłów można do kosza wzrzucić. Tylko jeden mi się podoba: Elastyczny czas pracy. To ma sens. Do tego powinno się obniżyć koszty »

  • Rządowe pomysły na pracę wz43 30.03.09, 14:49

    Pomysły na zachowanie pracy Tuska i Boniego - prawicowych reakcjonistów wyhodowanych na piersi zwiazku zawodowego solidarność są co najmniej spóźnione i nie mają zadnego odniesienia do »