Po pierwsze - neutralizuje rosnącą stopę bezrobocia, a po drugie - stymuluje popyt, ograniczony przez zwiększoną ostrożność przedsiębiorców.
Od Roosevelta do Obamy Popularność robót publicznych jako narzędzia polityki zatrudnienia wzrosła dzięki F.D. Rooseveltowi. W latach trzydziestych XX wieku stały się one filarem realizowanej przez niego polityki Nowego Ładu - recepty na Wielki Kryzys. Powołany w 1933 roku Zarząd Robót Publicznych dysponował budżetem przekraczającym 3 mld USD. Fundusze te wspierały rządy stanowe oraz władze lokalne przy realizacji inwestycji infrastrukturalnych, takich jak budowy dróg i lotnisk, melioracje kanałów czy regulacje rzek. Roboty publiczne przyniosły zatrudnienie dla 4 milionów bezrobotnych Amerykanów, a jakość sieci transportowo-komunikacyjnej kraju uległa znacznej poprawie.
Przykład z poprzednika wziął najnowszy prezydent USA - Barack Obama. W przygotowanym przez jego administrację gospodarczym planie ratunkowym, na inwestycje w drogi, mosty i budynki użyteczności publicznej przewidziano 136 mld USD. Pieniądze przeznaczone na roboty publiczne mają wygenerować 2,5 mln nowych miejsc pracy, odświeżyć system komunikacyjny kraju oraz zredukować energochłonność budynków użytku publicznego. Ponadto Obama adaptuje ideę robót publicznych do wyzwań XXI wieku. Na liście prac finansowanych przez państwo znalazły się tzw. green jobs, skupione wokół rozwoju alternatywnych źródeł energii. W perspektywie czasu działania te mają zwiększyć przewagę konkurencyjną kraju i przynieść budżetowi USA ogromne oszczędności.
Roboty publiczne nie są wyłącznie amerykańską domeną. O skuteczności takiego działania przekonany jest również Nicolas Sarkozy. Najnowszy pakiet stymulacyjny kraju - zaakceptowany przez francuski rząd w grudniu 2008 roku - będzie kosztował 26 mld EUR, z czego 870 mln EUR przeznaczono na około 150 projektów w dziedzinie transportu publicznego i drogownictwa - reparacje i bieżące utrzymanie krajowej sieci kolejowej i drogowej.
Najprawdopodobniej rozprzestrzeniający się kryzys finansowy spowoduje, że do prac publicznych jako sposobu na ożywienie gospodarki będą się uciekać kolejne kraje świata. Według prognoz opracowanych przez CIBC World Markets, w ciągu najbliższych 20 lat globalne nakłady finansowe na ten rodzaj prac mogą wynieść nawet 30 bilionów USD. Analitycy przewidują, że 37,5% globalnego dofinansowania przeznaczone będzie na rozwój transportu, 30% na udoskonalenia energetyczne, 22,5% na siatkę telekomunikacyjną, a 10% stanowić będą inwestycje w sieć wód i kanałów.

Największy udział w łącznej kwocie przypadnie na kraje azjatyckie. W samych Chinach roczna wartość inwestycji infrastrukturalnych będzie oscylować wokół 200 mld USD na rok. To o ponad 10% więcej niż w całej Ameryce Północnej.
Warto wspomnieć, że roboty publiczne nie są jedynie receptą na skutki dekoniunktury. Wiele państw - w tym Polska - traktuje tę formę zatrudnienia jako metodę na złagodzenie bezrobocia strukturalnego bądź aktywizację zawodową społeczeństwa. Jeszcze inny cel przyświecał amerykańskiemu rządowi w początkowej fazie wdrażania Nowego Ładu. W tamtym okresie priorytetem była walka z biedą. W myśl zasady "cash for work" (gotówka za pracę) zatrudnienie przy pracach publicznych gwarantowało robotnikom regularne dochody i zapobiegało marginalizacji społecznej.
Polskie realia W odpowiedzi na pierwsze symptomy spowolnienia gospodarczego, pod koniec listopada 2008 roku własny program antykryzysowy opracował także polski rząd. Według wstępnych szacunków, pełna realizacja Planu Stabilności i Rozwoju zamknie się w kwocie 91 mld PLN. Istotną część projektu stanowią inwestycje publiczne. Aby zwiększyć popyt w gospodarce, rząd przewiduje przeprowadzenie szeregu inwestycji o różnym charakterze. Będą to inwestycje:
infrastrukturalne (drogi, koleje, stadiony, teleinformatyka),
telekomunikacyjne (Internet szerokopasmowy),
innowacyjne (rozszerzenie współpracy między światem biznesu, a światem nauki),
budowlane (remonty domów, nowe zasady budownictwa na wynajem),
środowiskowe,
energetyczne (elektrownie, gazoport, przemysł energetyczny, energia nuklearna, odnawialne źródła energii). Szczególnie ważne będą nakłady na rozwój infrastruktury teleinformatycznej. Rangę tego obszaru podkreśla utworzenie przy MSWiA odrębnego projektu "Polska Cyfrowa", a także plan uznania wydatków na ten rodzaj infrastruktury za inwestycje dobra publicznego. Dużą wagę przypisuje się również wspieraniu inwestycji w odnawialne źródła energii. W latach 2009-2012 wydatki na budowę lub modernizację dużych przedsięwzięć ekologicznych mają wynieść co najmniej 1,5 mld PLN.
Roboty publiczne były jednak wykorzystywane w naszym kraju jeszcze przed pojawieniem się symptomów obecnego kryzysu finansowego. W ramach ustawy z dnia 20 kwietnia 2004 roku o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, zostały one przyporządkowane do szerszej kategorii pracy subsydiowanych i uznane za jedną z aktywnych form walki z bezrobociem.
Od początku dekady do robót publicznych uciekano się w Polsce z różną intensywnością. Największa liczba bezrobotnych była nimi objęta w 2003 roku, kiedy to stopa bezrobocia w naszym kraju osiągała rekordowe, dwucyfrowe wartości. Do robót publicznych zaangażowano wtedy ponad 100 tys. bezrobotnych. Kolejne lata charakteryzowało stopniowe zmniejszanie się liczby uczestników. Ponowny wzrost nastąpił dopiero w roku 2007, a trend wzrostowy utrzymał się również w roku następnym. W pracach publicznych uczestniczyło wówczas ponad 44,5 tys. osób pozostających bez pracy, czyli 3,6% wszystkich bezrobotnych. Zaangażowanie do robót publicznych większej ilości beneficjentów było możliwe dzięki wyższym środkom finansowym przeznaczonym na ten cel z Funduszu Pracy.