Badania przeprowadzono w okresie od września do grudnia na grupie blisko 500 firm w całym kraju. Pod koniec marca je opublikowano. Wynika z nich, że szefowie 90 proc. potwierdzają co najmniej jeden przypadek nadużyć. W przypadku 31 proc. takie sytuacje były jedna-dwie, natomiast w już 43 proc. przedsiębiorstw do nadużyć mogło dojść nawet pięć razy. A jeszcze rok wcześniej tylko połowa firm doświadczała tego rodzaju zachowań. Według autorów raportu na większą "aktywność" pracowników mogła wpłynąć obecna sytuacja gospodarcza, której efektem są obniżki płac, dodatkowych świadczeń oraz zwolnienia.
Jednak według Edmunda Borawskiego, prezesa SM Mlekpol z Grajewa, właściciela popularnej marki Łaciate, ten problem istnieje tak długo jak świat. - Nawet najlepsze zabezpieczenia nie są w stanie uchronić firmy przed tego typu zagrożeniem - twierdzi Borawski. Oficjalnie o próbach kradzieży majątku firmy pracodawcy nie chcą rozmawiać. Obawiają się, że firma straci renomę, a przez to - i klientów. Nieoficjalnie - potwierdzają, że takie zjawiska mają miejsce, i to wcale nie tak rzadko. Chyba najczęściej w branży budowlanej. - Przed kilkoma tygodniami nakryłem dwóch pracowników, gdy próbowali w bagażniku służbowego poloneza wywieźć z placu budowy cement, kleje, farby, a nawet kostkę brukową. Jak się później okazało, to nie był ich pierwszy raz. Policja w garażu jednego z nich znalazła magazyn materiałów, za które to ja zapłaciłem - opowiada nam jeden z podlaskich deweloperów.
Według autorów raportu ponad 45 proc. ankietowanych stwierdziło, że najpowszechniejsze w ich firmach są kradzieże, na kolejnym miejscu - przywłaszczenia (21 proc.) i oszustwa (18 proc.). A w 19 proc. przypadków o wykryciu nadużyć decyduje przypadek. Ważne źródło informacji stanowią anonimowe informacje od innych pracowników (17 proc.) oraz audyt wewnętrzny (8 proc.). Dariusz Ciszewski, prezes Komunalnego Przedsiębiorstwa Komunikacji Miejskiej w Białymstoku potwierdza, że był powiadamiany o próbach kradzieży. Natychmiast interweniował. - Na samym początku pracy w spółce uprzedzono mnie, że może dochodzić do kradzieży paliwa z autobusów. Nigdy nie stosowałem inwigilacji i ścigania kierowców. Zainstalowałem system informatyczny, aby mieć szczegółową analizę tego, który pracownik, do którego pojazdu, ile litrów paliwa tankuje. Później system sprawdza, ile na tym paliwie dany autobus wykonał kilometrów - opowiada Ciszewski. - Na 240 kierowców, których zatrudniam, podejrzenia miałem jedynie co do dziesięć osób, ale już to przeanalizowaliśmy i wyjaśniliśmy. Okazało się, że ci kierowcy po prostu nieekonomicznie jeżdżą. Często hamują i przyśpieszają, stąd te różnice. Zakład chronią także zainstalowane w różnych miejscach kamery. - Mój system się sprawdza. Prezesem jestem od trzech lat. W tym czasie nie było ani jednej próby kradzieży czy wandalizmu ze strony pracowników - zapewnia Ciszewski.
Henryk Wnorowski, prezes Polmosu Białystok, również jest przekonany, że w jego zakładzie do tego typu incydentów nie dochodzi, bo pracownicy szanują pracę i mienie zakładu. - Chyba żeby do tych nadużyć zaliczyć tzw. koleżeńskie zwolnienia lekarskie. Wówczas owszem, jestem gotowy przyznać, że należymy do tych 90 proc. firm, bo faktycznie trudno jest udowodnić pracownikowi, czy zwolnienie zostało mu wystawione słusznie, czy też nie. Jednak co do całej reszty, to głęboko wierzę w wysokie morale mojej załogi - mówi Wnorowski. Po chwili jednak dodaje, że nawet gdyby znalazł się w Polmosie nieuczciwy pracownik, to i tak nie miałby szansy sprzeniewierzenia majątku firmy, bo w zakładzie jest system kontroli. - Głęboko wierzę, że na żadnym etapie produkcji, magazynowania czy transportu w Polmosie nie dochodzi do nadużyć. Powód? Działa bardzo sprawny system monitoringu i kontroli.