Samotne wyspy pracy

Michał Świech
24.10.2011 , aktualizacja: 26.10.2011 10:02
A A A
W urzędzie pracy

W urzędzie pracy (Fot. Rafał Mielnik / AG)

Pod względem poziomu bezrobocia Polska nie jest zieloną wyspą, lecz raczej muchomorem - na czerwonym tle są odosobnione wysepki, na których pracę znaleźć można o wiele łatwiej. Oto mapa tego archipelagu.
Od 2004 roku obszary o najniższym wskaźniku bezrobocia to mniej więcej te same okolice. Zmieniła się jedynie wartość wskaźnika - dziś jest o cztery-pięć punktów procentowych niższy niż przed siedmiu laty. Struktura terytorialna pozostała jednak taka sama: wyspy "zatrudnienia" na morzu bezrobocia.

Sześć metropolii i dwa obwarzanki

Gdzie znajdują się te wyspy? Przeważają największe metropolie w kraju - Warszawa, Kraków, Poznań, Katowice, Trójmiasto i Wrocław. Brakuje Łodzi, gdzie poziom bezrobocia sięga ciągle 10 proc. W pozostałych miastach "wielkiej szóstki" jest nawet trzykrotnie niższy. W najgorszym wśród najlepszych Gdańsku wynosi 5 proc., we najlepszym Poznaniu - niecałe 4 proc.

Do metropolii dodać trzeba powiaty-obwarzanki, otaczające je i korzystające z dynamicznego rozwoju wielkich miast. W powiecie poznańskim bezrobocie nie przekracza 3,6 proc., a we wrocławskim 4,9 proc.

Zdaniem Krzysztofa Belczyka z serwisu rynekpracy.pl powody, dla których najłatwiej o pracę w metropolii i okolicach są jasne. - Niski poziom bezrobocia w wielkich miastach wynika z większej - niż w innych regionach kraju - liczby dostępnych miejsc pracy, dużych zakładów zlokalizowanych w miastach lub ich pobliżu - tłumaczy. Pracowników wchłania także dobrze rozwinięty sektor usługowy.

Z kolei zdaniem Bartosza Wieczorka z firmy AG Test HR inwestorzy wolą lokować swoje inwestycje w miejscach gdzie jest dostęp do pracowników. Liczy się też lepsza infrastruktura - przede wszystkim dobre drogi i połączenia z zachodnią Europą. - Stąd też bardziej pożądane są duże miasta - podsumowuje Wieczorek.

Gdzie urośnie, gdzie spadnie

Raport "Barometr zatrudnienia" publikowany cyklicznie przez firmę Manpower potwierdza "wyspowy" charakter polskiego rynku pracy. Są regiony gdzie zatrudnienie nie będzie rosło w ogóle, są takie, gdzie perspektywy są bardzo dobre. Na południu i zachodzie pracodawcy deklarują, że zwiększą zatrudnienie o 18 proc.

- W ostatnich miesiącach roku przewidujemy większą aktywność w branży RTV/AGD, szczególnie w regionie południowo-zachodnim, gdzie producenci odrabiają straty po wcześniejszym spowolnieniu produkcji, związanym z wydarzeniami w Japonii - tłumaczy Iwona Janas, dyrektor generalna Manpower Polska. - Natomiast mniej pozytywne sygnały odbieramy od firm produkcyjnych z województwa łódzkiego, gdzie wobec spadku zamówień planowane są ograniczenia zatrudnienia - informuje.

Szczególną wyspą wydaje się być "obwarzankowy" powiat wrocławski. Bezrobocie nie przekracza tam 4,9 proc. i jest niższe niż w samym Wrocławiu. Nic dziwnego: swoje fabryki mają tam firmy z branży elektronicznej, choćby produkujące telewizory - LG, Philips, czy TPV w Kobierzycach i Biskupicach.

Krakowsko-wrocławski bastion outsourcingu

- Regiony wyspecjalizowane w danej branży przyciągają kolejnych inwestorów, licząc na dobrze wykwalifikowane kadry - zwraca uwagę Bartosz Wieczorek. Przykładowo - miasta uniwersyteckie, takie jak np. Kraków (nazywany "stolicą centrów usług wspólnych"), czy Wrocław przyciągają przedsiębiorstwa budujące centra outsourcingu. Firmy wybierają te miasta ze względu na dobrze wykształconych pracowników, ale też dzięki staraniom władz.

Pod tym pojęciem mogą kryć się działania bardzo zróżnicowane. - Samorząd który promuje region w Polsce i zagranicą, stwarzający korzystne warunki do inwestycji (strefy ekonomiczne, infrastruktura, ułatwienia administracyjne), może odegrać kluczową rolę w tworzeniu nowych miejsc pracy - tłumaczy Wieczorek.

Efekt? Branża BPO (Business Process Outsourcing) zatrudniała w 2010 roku, w Krakowie, 16 tys. osób, a liczba ta ciągle rosła. We Wrocławiu było podobnie. W sumie przynajmniej co czwarty pracownik branży usług zewnętrznych jest zatrudniony w jednym z tych dwóch miast.

Wielkie miasta zgarniają co się da

Efekty widać w statystyce. W znacznie mniejszym Wrocławiu urzędy pracy mają dwa razy więcej ofert niż w Łodzi. Warszawa odpowiada za ponad 7 proc. wszystkich ogłoszeń, Wrocław 4,7, a Poznań 2,8. Co więcej, duże miasta dominują także na wojewódzkich rynkach pracy. W poznańskim prawie połowa ofert pracy pochodzi ze stolicy województwa. Podobnie jest w przypadku Warszawy i Mazowsza oraz Wrocławia i Dolnego Śląska.

Przykładem na dużą centralizację ofert pracy może być rynek pracy specjalistów IT w województwie mazowieckim. Według informacji firmy Hays Poland ok. 90 proc. ofert pracy generowanych jest tam przez Warszawę, pozostałe 10 proc. rozkłada się równomiernie pomiędzy inne miejscowości.

Magnetyzm lokalizacji

Dlaczego tak się dzieje? Warszawski rynek pracy, i to nie tylko w sektorze nowych technologii, jest bardzo specyficzny. - Z uwagi na prestiż lokalizacji, swe siedziby ulokowało tu wiele zagranicznych i krajowych firm informatycznych i telekomunikacyjnych, a stolica stała się swoistą mekką dla ludzi związanych z branżą - uważa Marcin Rulka, konsultant Hays.

Działa prosty mechanizm - wielkie firmy, otwierające swoje oddziały, centra outsourcingu, czy fabryki, zatrudniają ludzi, a ci, wydają zarobione pieniądze nakręcając koniunkturę. To sprawia, że popyt na pracę jest większy.

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX