Młodzi na rynku pracy: są jacyś inni?

Katarzyna Pawłowska-Salińska, Marta Piątkowska
2011-12-05, ostatnia aktualizacja 2011-12-05 14:41

W cyklu "Oburzeni do odzysku" - drugiej odsłonie "Straconego pokolenia" - szukaliśmy rozwiązań, które ułatwią młodym wejście na rynek pracy. Stawka jest wysoka. Już dziś ponad 400 tys. bezrobotnych nie ma 24 lat, a bezrobotnych w wieku 25-34 lata jest prawie 30 proc. - razem prawie milion osób. Dodatkowo w ciągu najbliższych czterech lat na rynek pracy wejdzie 2 mln absolwentów szkół wyższych.

.
.
.
Młodzi, o których piszemy, są gotowi do pracy, wykształceni, znają języki, ale jedyne, na co mogą liczyć w zamian, to bezrobocie, umowy śmieciowe lub bezpłatne staże. Nie są klientami dla banków, odwlekają wejście w dorosłość i plany założenia rodziny. Ta trudna sytuacja nie rozwiąże się sama. Głośny raport ministra Boniego "Młodzi 2011" dał nadzieję, że rząd również zdał sobie sprawę ze skali problemu i będzie szukał rozwiązań. Jednak podczas exposé Donald Tusk nie wspomniał o nich ani słowem.

Dlatego przez prawie dwa tygodnie "Gazeta" pytała ekspertów i specjalistów o propozycje zmian, które mogłyby poprawić sytuację młodych. Jako najważniejsze wymieniali: ¨ konieczność wprowadzenia doradztwa zawodowego już w podstawówkach; ¨ liberalizację kodeksu pracy poprzez skrócenie okresu wypowiedzenia umowy na czas nieokreślony z trzech miesięcy do jednego, co pozwoliłoby łatwiej zatrudniać, ale i zwalniać; ¨ obniżenie kosztów zatrudnienia młodych dzięki ulgom na ich ubezpieczenie; ¨ wprowadzenie zadaniowego czasu pracy i jej ruchome godziny; ¨ odmrożenie środków z Funduszu Pracy; ¨ wprowadzenie indywidualnych kont dla pracujących, na wzór emerytalnych; ¨ wprowadzenie ulg dla młodych zakładających firmy.

Prof. Mieczysław Kabaj podkreślał jednak, że administracyjne regulacje nie przyniosą efektów, jeżeli nie zacznie przybywać miejsc pracy. - Obecnie na jedną ofertę jest blisko trzydziestu chętnych. Jakie to daje pracownikom pole do negocjacji warunków zatrudnienia? Musimy starać się powrót statystyk z 2008 r., kiedy sytuacja była trzy razy lepsza - podsumował.

Co na to wszystko nowy minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz? W rozmowie z "Gazetą" przyznał, że jego zdaniem m.in. bardzo ważna jest współpraca między resortami, zwłaszcza jeśli chodzi o dostosowanie kompetencji młodych ludzi do potrzeb rynku. - Myślę szczególnie o ministerstwach Nauki i Edukacji, bo zmiany, które podejmie Ministerstwo Pracy, muszą iść w parze ze zmianami w systemie nauczania - tłumaczył. I dodał: - Problem zmniejszenia bezrobocia wśród młodych jest jednym z priorytetów tego rządu. Dla mnie ta odpowiedzialność jest jeszcze większa, bo dotyczy mojego pokolenia.

Trzymamy za słowo.

Młodzi są jacyś inni, Rozmowa z Michałem Wenzlem*

- Nowe pokolenie musi liczyć się z tym, że właśnie przez swoje podejście będzie mniej zarabiać, o kłopotach ze znalezieniem zatrudnienia nie wspominając. Nie reprezentują wartości cennych dla pracodawców - mówi socjolog

Katarzyna Pawłowska-Salińska, Marta Piątkowska: Dziś młodzi trafili na wyjątkowo kiepski moment, by wchodzić na rynek pracy?

Michał Wenzel: Łatwo nie mają, ale nie jest to najbardziej pokrzywdzone pokolenie, jakie znam. Wystarczy wspomnieć kryzys sprzed dziesięciu lat. Poczucie zagrożenia bezrobociem było wtedy znacznie większe, bo pracy nie miało dwa razy tyle osób co teraz. W badaniu CBOS dotyczącym nastrojów społecznych związanych z pracą prawie 80 proc. osób oceniało sytuację na rynku pracy jako bardzo złą. Teraz mówi tak 20 proc., połowa uważa ją za złą. To pokazuje, że społeczeństwo bardzo dobrze reaguje na to, co rzeczywiście dzieje się na rynku.

Poprzednie pokolenia młodych dodatkowo były pozbawione wentylu bezpieczeństwa, jakim są otwarte granice. Dzisiaj każdy, kto ma problem ze znalezieniem zatrudnienia, może szukać go chociażby w Niemczech czy Anglii. Tamci ludzie nie mieli jeszcze takich możliwości.

To gdzie tkwi problem młodych, skoro nawet rząd poświęca im swoją uwagę w raportach?

- Na pewno nie tylko w nich samych. Za trudną sytuację odpowiedzialna jest struktura gospodarcza i społeczeństwo. Po pierwsze, nie tworzy się stabilnych miejsc pracy. Takie kiedyś dawał przemysł, a ten się akurat nie rozwija. Tak jest na całym świecie, nie tylko w Polsce. Bezrobocie wśród młodych prawie wszędzie jest większe niż w pozostałych grupach wiekowych.

Jeżeli chodzi o społeczeństwo - dwa lata temu CBOS przeprowadził badanie na temat "Dlaczego młodzi ludzie w pana miejscowości nie mogą znaleźć pracy?". Aż 73 proc. jako przyczynę wymieniło brak wystarczających kontaktów i znajomości. Tak się szuka pracy zdaniem Polaków. Żyjemy w świecie nepotyzmu, a młodzi nie mają jeszcze wystarczająco rozwiniętej sieci kontaktów, która im się zawodowo opłaci. I na tym tracą najwięcej, skoro o zatrudnieniu decydują znajomości, a nie umiejętności.

Dobra wiadomość jest taka, że nepotyzm słabnie wraz ze wzrostem mobilności młodych. A ci, jak pokazują badania, wyjeżdżać się nie boją.

To po co się w ogóle kształcą, skoro są przekonani, że kontakty załatwiają wszystko?

- Bo wierzą również w to, że wiedza odgrywa jakąś rolę i jej zdobycie w przyszłości się opłaci. Robiłem ostatnio ze studentami socjologii badanie losów absolwentów tego kierunku. Większość z nich była zatrudniona w zawodzie, mimo iż tyle się mówi, że dla humanistów nie ma pracy. Ale Warszawa to duże miasto, gdzie siedziby ma wiele organizacji badawczych czy agencji reklamowych, i jest na nich zapotrzebowanie. Nie jestem przekonany, czy studenci np. z Uniwersytetu Zielonogórskiego mają tyle samo szczęścia.

Z sondażu przeprowadzonego przez "Gazetę" wynika, że Polacy nie chcą się zgodzić na liberalizację kodeksu pracy, np. skrócenie okresu wypowiedzenia i łatwiejszego rozwiązywania umów o pracę. Chociaż te zmiany miałaby ułatwić wejście młodym na rynek. Dlaczego nie chcemy poświęcać dla nich swoich przywilejów?

- Bo się boimy. Jesteśmy przekonani, że będzie nas to dużo kosztowało. I pewnie tak by było, gdyby zarówno pracodawcy, jak i pracownicy na co dzień przestrzegali prawa pracy. Tymczasem żyjemy w kulturze, w której istnieje rozdźwięk między tym, co powinno być, a tym, co jest. Być może gdyby postawiono nas przed faktem, jakoś byśmy te nowe zasady przyjęli. Zakaz palenia w restauracjach też rodził sprzeciw, a przyjął się szybko.

Motto pokolenia Y to "życie - praca - równowaga". Czy to dobry moment na takie postawy?

- Zmiana wartości jest faktem i nie ma sensu jej oceniać... Nie możemy oczekiwać od młodych postaw rodem z PRL-u, skoro zostali wychowani w kapitalizmie. Ale na pytanie, czy pracodawcy nie zatrudniają ich dlatego, że są w ich oczach nieodpowiedzialni, odpowiem, że tak, to się zdarza. Wszystko ma swoją cenę. Nowe pokolenie musi liczyć się z tym, że właśnie przez swoje podejście będzie mniej zarabiać, o kłopotach ze znalezieniem zatrudnienia nie wspominając. Nie reprezentują wartości cennych dla pracodawców.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 129 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów