Rośnie liczba długotrwale bezrobotnych. Osób, które pracy szukają dłużej niż dwanaście miesięcy jest już ponad 623 tys. Z danych GUS za trzeci kwartał 2011 roku wynika, że do tej kategorii należy co trzeci bezrobotny.
To efekt spowolnienia gospodarczego. Jeszcze dwa lata temu, w 2009 roku, szukających pracy przez co najmniej rok było o 130 tys. mniej. Nie jest jednak aż tak źle, jak w pierwszej połowie ubiegłej dekady. W 2004 roku co drugi bezrobotny szukał zajęcia dłużej niż 12 miesięcy, a jeden na trzech - ponad 24 miesiące.
O tym, że kryzys bezpośrednio przekłada się na czas potrzebny na znalezienie pracy świadczą dane Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Według nich w Hiszpanii jeszcze w 2008 r. przeciętnie trzeba było na to dziesięciu miesięcy. W 2010 r. już piętnastu. Podobnie jest np. na Węgrzech, gdzie bezrobotny szuka zajęcia średnio o dwa miesiące dłużej niż przed kryzysem.
Nie inaczej jest w Stanach Zjednoczonych. Tam przeciętny bezrobotny potrzebuje prawie czterdziestu tygodni, żeby znaleźć nowe zajęcie. To najwięcej od 1948 roku, kiedy amerykańskie ministerstwo pracy zaczęło zbierać dane na ten temat.
W Polsce, według danych OECD, przeciętny czas potrzebny na znalezienie nowej pracy to 11 miesięcy.
Młody i magister znajduje szybciej To, że rośnie liczba długotrwale bezrobotnych nie znaczy jednak, że wszyscy, wszędzie i zawsze mają problemy ze znalezieniem pracy. We wrześniu 2011 r. firma Work Service przeprowadziła badanie, z którego wynika, że jeden na trzech pytanych znalazł pracę w miesiąc lub krócej. W badaniu wzięło udział 1041 osób.
Z drugiej jednak strony te same badania pokazują, że znalezienie nowej pracy jest tym trudniejsze, im starszy jest poszukujący. Co piąty pytany w wieku 55-64 lata potrzebował na to więcej niż rok. Wynika to z faktu, że z wiekiem rosną oczekiwania wobec pracodawcy, co niekoniecznie wiąże się ze wzrostem kwalifikacji.
Dane GUS potwierdzają wnioski Work Service. Wśród osób młodych najwięcej jest tych, którzy na bezrobociu są trzy miesiące bądź krócej. W przedziale wiekowym od 18 do 24 lat zaliczyć można do tej grupy co czwartego bezrobotnego. Nieco starsi muszą liczyć się z tym, że pracy poszukają dłużej. Osoby w wieku 25-34 lata - najczęściej od sześciu do dwunastu miesięcy.
Do tego czas, jaki trzeba spędzić na bezrobociu jest tym dłuższy, im niższe wykształcenie. Osoba z magistrem, znajdzie nowe zajęcie najprawdopodobniej w pół roku lub szybciej. Kto skończył jedynie zawodówkę (albo
gimnazjum), ten powinien zarezerwować sobie na to co najmniej sześć miesięcy, a czasem nawet ponad rok.
Przeszkody: wysokie wymagania i niedopasowane kwalifikacje Wbrew stereotypom w szybkim znalezieniu zatrudnienia nie zawsze pomaga długi staż pracy. Najmniej bezrobotnych, którzy potrzebują na to dwunastu lub więcej miesięcy znajduje się wśród osób pracujących od roku do pięciu lat. Wraz z doświadczeniem rosną wymagania samych pracowników. Co gorsza, dezaktualizują się też ich kwalifikacje. Stąd w przypadku osób z ponad dziesięcioletnim stażem zawodowym jedna na cztery potrzebuje roku na znalezienie nowego zajęcia.
Z czego to wynika? Przede wszystkim ze strukturalnych problemów rynku pracy i niedopasowania umiejętności pracowników do oczekiwań pracodawców. Jak twierdzi Narayana Kocherlakota, szef rezerwy federalnej w Minneapolis i renomowany amerykański ekonomista, niedopasowanie to sprawia, że niektórym trudno znaleźć pracę nawet, jeśli firmy aktualnie poszukują pracowników. Jest wiele przyczyn takiej sytuacji - czasem znaczenie ma demografia, czasem umiejętności, a innym razem
geografia..
O tym, że ta ostatnia ma znaczenie można przekonać się analizując czas, jaki spędzają na bezrobociu osoby w różnych częściach kraju. W Przemyślu, gdzie jest aktualnie najwięcej długotrwale bezrobotnych, ponad rok szuka pracy 56 proc. osób. Podobnie jest w innych powiatach województwa podkarpackiego. W powiecie poznańskim w takiej sytuacji jest zaledwie 13 proc. bezrobotnych, a w świebodzińskim - 6 proc.
W przekroju województw największe szanse na stosunkowo szybkie znalezienie pracy mają bezrobotni z lubuskiego, śląskiego i wielkopolskiego. Inaczej jest w przypadku udziału w ogólnej liczbie bezrobotnych osób, które są bez pracy krócej niż miesiąc. Najwięcej, bo 15 proc. jest ich w pomorskim, mazowieckim i świętokrzyskim, choć nie to równoznaczne z tym, że można tam szybko znaleźć pracę. Sytuacja ta może być jednak efektem wzrostu liczby bezrobotnych w tych regionach, a nie dynamiki rynku pracy.
Bezrobotny, bo... bezrobotny Czynniki, które sprawiają, że mieszkańcy niektórych regionów mogą mieć problemy z szybkim znalezieniem pracy są związane nie tylko z dojazdami, komunikacją i logistyką. Po zamieszkach, jakie miały miejsce w 2005 roku w Paryżu, francuscy ekonomiści Laurent Gobillon, Thierry Magnac i Harris Selod przebadali wpływ miejsca zamieszkania na szanse znalezienia pracy. Okazuje się, że bezrobotni z gorszych dzielnic są postrzegani stereotypowo jako mniej atrakcyjni pracownicy.
Co więcej, sami poszukujący zatrudnienia często nie wiedzą, że mogliby je znaleźć w innym miejscu, a nawet jeśli wiedzą, to koszty dojazdów mogą się im wydać zbyt wysokie. Często też sami pracodawcy obawiają się zatrudniać osoby, które muszą do pracy długo dojeżdżać.
Badania prowadzone w
USA pokazują też, że problemem może być też samo
bezrobocie. Według prof. Roberta Shimera z Uniwersytetu w
Chicago, im dłużej dana osoba jest bez pracy, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że w ogóle ją znajdzie. Shimer wyliczył, że jeden na dwóch spośród tych, którzy byli bezrobotni przez tydzień powinien znaleźć pracę w ciągu miesiąca. Taka sztuka uda się jednemu na siedmiu spośród tych, którzy zajęcia nie mieli przez rok i dłużej.