Z danych Eurostatu wynika, że
Niemcy zajmują czwarte miejsce pośród państw z najniższym
bezrobociem. W zestawieniu ustępują Austrii, Luksemburgowi i Holandii. Co więcej, Niemcy od lat cierpią na notoryczny brak inżynierów i fachowej siły technicznej. Nad Renem brakuje też personelu z branży hotelarskiej i gastronomicznej oraz pielęgniarek i lekarzy. Zapotrzebowanie niemieckiego
rynku pracy dostrzegli obywatele państw Unii najbardziej pogrążonych w kryzysie - Grecy i Hiszpanie. - Największe zainteresowanie pracą w Niemczech można zauważyć obecnie właśnie w tych krajach, choć ostatnio wzrosło ono też w Portugali - mówi Monika Varnhagen, dyrektor Centralnego Urzędu Pośrednictwa Pracy (ZAV) w Bonn.
Niemieccy pracodawcy sami zresztą chętnie sięgają po pracowników z tych krajów. Jak wyjaśnia Beate Raabe, rzecznik ZAV, przedstawiciele tego "pośredniaka" agitują na rzecz
pracy w Niemczech w Hiszpanii i Grecji, a także pomagają niemieckim przedsiębiorstwom w prowadzeniu bezpośrednich rozmów z osobami ubiegającymi się o pracę nad Renem organizując tzw. dni rekrutacyjne.
Nowa fala emigracji? Co ciekawe, szczególnego zainteresowania niemieckim rynkiem nie wykazywali dotychczas Polacy. Jak podaje "Rzeczpospolita" opierając się na grudniowym raporcie Federalnego Instytutu Pracy, od maja 2011 r., kiedy dla Polaków w pełni otwarto niemiecki
rynek pracy, do końca września wyjechało ich zaledwie 26 tysięcy.
Co prawda dane niemieckiego urzędu statystycznego (odpowiednik naszego GUS) wskazują, że liczba Polaków, którzy zdecydowali się "wyjechać za chlebem" do Niemiec jest trzykrotnie wyższa. To jednak i tak niewiele wobec zapowiadanej jeszcze w marcu przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej fali nowej emigracji. Resort estymował, że pracy nad Renem szukać może nawet 400 tys. ludzi.
Prognozy te mają jednak szansę spełnić się w 2012 roku. Nienajlepsza sytuacja na rynku krajowym może skłonić pracowników do ponownego rozważenia decyzji o emigracji zarobkowej. Jak wynika z badania "Perspektywa zatrudnienia w I kwartale 2012" przeprowadzonego przez firmę doradztwa personalnego ManpowerGroup, maleje liczba pracodawców planujących zatrudniać. Drobnym pocieszeniem jest fakt, że równocześnie nie przybywa firm przewidujących redukcje stanowisk, jednak zastój na rynku pracy w pierwszym kwartale jest nieunikniony.
Pracownik pilnie poszukiwany Tymczasem niemiecka gospodarka bardzo potrzebuje dodatkowych rąk do pracy. Liczba ofert dla wykwalifikowanych pracowników: informatyków, mechaników, elektryków, ale też budowlańców wzrosła w Niemczech o jedną trzecią w porównaniu z rokiem minionym. Dotychczas jednym z najważniejszych kryteriów zatrudnienia u naszych zachodnich sąsiadów była znajomość języka. Teraz jednak, jak przekonuje "Rzeczpospolita", w przypadku specjalistów IT, inżynierów czy mechaników wystarczająca okazuje się znajomość angielskiego. To nie koniec udogodnień: - Niemcy mają tak duży deficyt fachowców (...), że podwyższają im stawki - mówił "Rz" Artur Ragan z agencji zatrudnienia Work Express.