Wędrówka po górach na dobry start. Pomoże więźniom?

Piotr Kozłowski, Lublin
2012-01-31, ostatnia aktualizacja 2012-01-31 16:52

Lubelscy osadzeni będą mieli szansę na pracę. Na zdjęciu przedstawienie dla więźniów w Lublinie w ramach Konfrontacji Teatralnych w 2008 r.
Lubelscy osadzeni będą mieli szansę na pracę. Na zdjęciu przedstawienie dla więźniów w Lublinie w ramach Konfrontacji Teatralnych w 2008 r.
IWONA BURDZANOWSKA

Kilkumiesięczne przygotowanie do opuszczenia aresztu i miesięczna wędrówka po górach. Potem półroczne praktyki i na koniec praca. W Lublinie mają pomysł, jak znaleźć zajęcie więźniom.

Osoby opuszczające więzienia pozostawione są samym sobie. Z badań Equal sprzed pięciu lat wynika, że prawie wszyscy mają kłopoty ze znalezieniem pracy i udaje się to tylko co dziesiątemu. Wszystkich urzędy pracy traktują jak zwykłych bezrobotnych, tyle że potencjalni pracodawcy wolą osoby niekarane.

Z tego powodu Barbara Bojko-Kulpa, szefowa stowarzyszenia Postis, postanowiła opracować nowatorski, jak na polskie warunki, model pomocy więźniom, którzy opuszczają zakłady karne. Wcześniej pracowała w Ministerstwie Sprawiedliwości, na co dzień zajmuje się także resocjalizacją. I zafascynował ją francuski program Próg.

- Może z niego skorzystać osoba, która popełniła przestępstwo i jest zagrożona karą kilku lat więzienia. Zamiast odsiadki przez trzy miesiące maszeruje jednak po górach z opiekunem. W tym czasie musi pokonać 1800 km, wychodzi więc około 25 km dziennie. Podczas wyprawy trzeba się mierzyć z samym sobą i swoimi problemami, przemyśleć, co źle się zrobiło i wyciągnąć z tego wnioski - wyjaśnia Bojko-Kulpa.

Swój program lubelskie stowarzyszenie chce wdrożyć wraz z aresztem śledczym przy ul. Południowej, urzędem pracy i lubelskimi pracodawcami. Będzie się opierał na francuskim modelu, ale ma rozwiązać też problemy wejścia na rynek pracy. Skorzystają z niego głównie osoby młode, skazane np. za kradzieże, rozboje czy jazdę po pijanemu bez uprawnień.

Na początku areszt wytypuje więźniów, którzy dobrowolnie wezmą udział w dwuletnim projekcie. Skazani podpiszą kontrakt, a jeśli go złamią, z powrotem wrócą do więzienia.

Na początek osadzeni będą przez pięć miesięcy pracowali w areszcie z psychologiem, który przygotuje ich do programu. Kolejny miesiąc będzie wędrówką z opiekunem po górach. Nad całością będą czuwali m.in. psycholog, grupa wsparcia oraz sądowy kurator. To nieco łagodniejsza wersja francuskiego rozwiązania.

Po tej części projektu więzień spędzi sześć miesięcy w Centrum Integracji Społecznej. Tam przez miesiąc będzie uczestniczył w kursie zawodowym i przygotowywał się do odbycia bezpłatnej pięciomiesięcznej praktyki. Żeby mógł się utrzymać, będzie otrzymywał 600 zł, ciepły posiłek i ewentualnie zwrot kosztów dojazdu do miejsca praktyk.

Jeśli wszystko przebiegnie bez zakłóceń, były więzień dostanie roczną umowę u jednego z przedsiębiorców, którzy będą uczestniczyli w projekcie. Pracodawca będzie miało do tego zachęcić wsparcie finansowe z urzędu pracy.

Już kilka firm zdecydowało się na udział w programie, m.in. PTE Zakład Doskonalenia i Doradztwa Ekonomicznego. - Najważniejsze to zmiana podejścia i nastawienia psychicznego zarówno byłych więźniów, jak i pracodawców. My też musimy pokazać, że się ich nie boimy - mówi Małgorzata Orzeł, prezes firmy. Udział w projekcie chce wziąć też m.in. MPWiK.

Pozytywnie o "Nowej drodze" wypowiada się Ministerstwo Sprawiedliwości, więc Postis czeka teraz na dofinansowanie inicjatywy z unijnych funduszy. Jeśli się nie uda, poszuka innych źródeł.

- Naprawdę sporo się napracowaliśmy przy tym projekcie. Jest to rzecz, jakiej dotąd w Polsce nie było. Mam nadzieję, że dzięki niemu choć część osób uda się uratować przed ponownym trafieniem do kryminogennego środowiska - podsumowuje Jan Szymanek, dyrektor Aresztu Śledczego w Lublinie.

Paweł Moczydłowski, kryminolog z Uniwersytetu Warszawskiego, były szef Służby Więziennej, również chwali projekt. - Największym bodźcem dla byłych więźniów, czymś, co powstrzymuje ich od ponownego popełniania przestępstw, jest praca. A wiadomo, jak trudno jest ją teraz znaleźć - mówi Moczydłowski. - Powinno nam zależeć, żeby takich projektów było jak najwięcej, zagrożenie w przypadku osób skazanych na dwu- lub trzyletnie wyroki zazwyczaj nie jest duże. Zresztą, nie każdy osadzony zakwalifikuje się do wzięcia udziału w programie. Skazanych wskażą przecież władze aresztu, będą z nimi pracować psychologowie. To minimalizuje zagrożenie ze strony byłych więźniów - dodaje.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 24 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

  • Wędrówka po górach na dobry start. Pomoże więźn... 3ras 01.02.12, 19:37

    Oczywiście bardzo łatwo wydaje się pieniądze podatnika.Niech ten eksperyment opłaci pan Moczydłowski,który nie sprawdził się jako dyrektor generalny służby więziennej.Ludzie nie mają na »

  • dobra robota q-ku 01.02.12, 20:11

    to się nazywa cywilizacja. Z czasem powinno być coraz więcej sposobów powrotu na uczciwą drogę.»

  • To się nie może udać (w Polsce) cotokoniaobchodzi 02.02.12, 10:06

    Resocjalizacja... Mądre pojęcie, niestety zapomniane i niezrozumiane...Krzykacze inspirowani przez większość polityków uznają fakt popełnienia przestępstwa za wykreślenie człowieka ze »