Jak zapewniła Joanna Mucha podczas posiedzenia sejmowej komisji sportu, które odbyło się 15 lutego (wczoraj) kontrakty menedżerskie kierownictw spółek Narodowego Centrum Sportu i PL.2012 są w tej chwili dokładnie sprawdzane przez prawników.
Ale jeszcze dzień wcześniej ministerstwo mówiło, że prezes NCS - spółki nadzorującej budowę Stadionu Narodowego i będącej jego operatorem, który podał się do dymisji 13 lutego, mimo wszelkich kontrowersji otrzyma pierwszą z dwóch części premii. Wg umów dotyczących menagerów i wykonawstwa stadionu powinna ona zostać wypłacona za odbiór obiektu. Zdaniem minister Muchy, premia w wysokości 342 tys. zł miała być proporcjonalna do czasu
pracy, jaki Kapler spędził przy budowie obiektu i nie ma związku z terminowością wykonania prac. Druga część premii, przewidziana za rozegranie na stadionie meczów
Euro 2012, to 228 tys. zł.
142 średnie pensje i 12 lat pracy Według GUS, średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w grudniu 2011 r. wynosiło nieco ponad 4 tys. zł brutto. A więc premia Kaplera to aż 142 pensje statystycznego Kowalskiego. Oznacza to, że aby zarobić podobną kwotę statystyczny Polak musiałby pracować prawie 12 lat. Osoba zarabiająca pensję minimalną, czyli 1500 zł brutto, niemal 32 lata.
Jednak zdaniem jednego z ekspertów, z którymi rozmawialiśmy o tej sprawie - doświadczonego specjalisty ds. rekrutacji odpowiedzialnego za selekcję menadżerów i
dyrektorów m.in. dla branży finansowej - premia Kaplera nie powinna bulwersować. - To jeden z największych projektów infrastrukturalnych ostatnich dwóch dekad. I tak było przy nim mało kontrowersji. Wysokość premii za nadzorowanie tak trudnego zadania wcale nie jest oszałamiająca - przekonuje. Podobnego zdania jest Rafał Wojda z TVN CNBC. - W świecie wielkiej finansjery to są tak naprawdę żadne pieniądze. Zwłaszcza, jeśli popatrzymy, że to jest premia w złotych - powiedział portalowi TVN24.pl.
Jak wynika z badania "Wynagrodzenia zarządów największych spółek giełdowych w 2010 r.", przeprowadzonego przez firmę doradczą PwC, spółki z polskiego indeksu giełdowego WIG20 płaciły swoim prezesom średnio 1,4 mln rocznie. 30 proc. tej kwoty, czyli 420 tys. stanowiły premie. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że nagroda dla prezesa Narodowego Centrum Sportu dotyczy przynajmniej trzech lat pracy, to w porównaniu z prezesami spółek giełdowych nie jest wysoka.
Za czas, nie za efekty Mimo to, Premier Donald Tusk obiecał przeanalizować kwestię premii dla członków zarządu Narodowego Centrum Sportu. - Nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy premiować osoby, które nie wszystko zrobiły tak, jak się umawialiśmy - podkreślił. Chyba że - zaznaczył - umowa jest jednoznacznie sformułowana i wtedy poszukiwani będą "odpowiedzialni za złe sformułowanie umowy" - powiedział szef rządu.
O to, jaka jest zasadność przyznawania premii nie za efekty pracy, a za czas jej wykonywania zapytaliśmy Zbigniewa Żurka, specjalistę prawa pracy z organizacji indywidualnych pracodawców Business Centre Club . Przypomina on, że z definicji premia jest dodatkowym wynagrodzeniem za nadzwyczajne efekty pracy. Do tego ma charakter uznaniowy. - Oczywiście menadżerowie mogą mieć różne zapisy w kontraktach, ale w przypadku Stadionu Narodowego ciężko mówić o nadzwyczajnych efektach, bo data jego otwarcia była przesuwana przez wiele miesięcy - tłumaczy ekspert.
Pierwotnie Stadion Narodowy z trybunami na 58 tysięcy miejsc miał być gotowy w lipcu 2011 r., ale m.in. z powodu konieczności naprawy schodów kaskadowych nastąpiło opóźnienie. Budowę zakończono 30 listopada ubiegłego roku, a 16 grudnia obiekt otrzymał pozwolenie na użytkowanie. Oficjalne otwarcie odbyło się 29 stycznia, ciągle jednak nie jest jasne, czy stadion został formalnie "odebrany". Donald Tusk twierdzi, że "i tak, i nie, bo to zależy, jak się definiuje odbiór budowy". Pytany, czy to oznacza, że Kaplerowi nie powinna być wypłacona premia wiążąca się ze spełnieniem warunku odbioru stadionu, odpowiedział: "Tak uważam". Jak zaznaczył, z jego punktu widzenia "stadion nie jest jeszcze odebrany" choćby dlatego, że stwierdzone są usterki i kładziona jest murawa.
"Kominówka" czy nie? Nie jest też pewne, czy Rafał Kapler podlega zapisom ustawy kominowej. Wg niej
pensja prezesów firm, w których państwo ma ponad 50 proc. udziałów ograniczona jest do sześciokrotnej średniej pensji w sektorze przedsiębiorstw. Zapytaliśmy o to Ministerstwo Sportu i Turystyki, odpowiedź była jednak zaskakująca: - Nie wiemy. Jak tylko się dowiemy, poinformujemy o tym.
Pewne jest natomiast, że Kapler nie jest funkcjonariuszem publicznym, mimo że jego pensja wypłacana jest z pieniędzy podatników. - To osoba fizyczna, która podpisała umowę ze spółką Skarbu Państwa - powiedziano nam w resorcie. - Istnieje możliwość podpisania przez spółkę Skarbu Państwa kontraktu menedżerskiego z osobą fizyczną - przyznaje Zbigniew Żurek. To jednak ciągle nie wyjaśnia, czy Kaplera dotyczyły zapisy ustawy kominowej. Ireneusz Raś, szef sejmowej komisji sportu w rozmowie z radiem RMF FM twierdził, że " menedżerowie zatrudnieni do tego projektu, zarówno w spółce NCS, jak i w spółce PL.2012 mieli być zatrudnieni z pominięciem ustawy kominowej".
Ta druga, to spółka powołana do życia na potrzeby Euro 2012. Jej zadaniem jest koordynowanie przygotowań do imprezy. Spółka zapewnia, że jej zarząd od roku 2009 nie otrzymywał żadnych premii uznaniowych, rocznych czy dodatków za staż i tzw. trzynastek. Dodatkowe pieniądze "za postęp i sukces" mogą zostać wypłacone dopiero po mistrzostwach (do końca lutego 2013). Nie ma informacji, o jakich kwotach może być wtedy mowa.
Warto jednak przypomnieć, że zarząd spółki dostał premie za rok 2008 i to niemałe. Trzy osoby otrzymały po niemal 111 tys. zł netto, ale po apelach ówczesnego ministra sportu Mirosława Drzewieckiego postanowiły zwrócić pieniądze. - Zgodzili się, co było ich dobrą wolą, na podpisanie aneksu do kontraktu. Na jego podstawie będą otrzymywać każdego miesiąca mniejsze wynagrodzenie do grudnia 2012 roku. W sumie da to kwotę brutto premii, jaką otrzymali - wyjaśniała PAP rzecznika PL.2012. Obniżka ta oznacza pensję mniejszą o około 3,5 tys. zł miesięcznie.