Jak podał GUS w ubiegłym roku średnie wynagrodzenie Polaków po raz pierwszy przekroczyło kwotę 4 tys. zł brutto. To o 167 zł miesięcznie więcej niż dotychczas. Dane o płacach dotyczyły 5,5 mln osób pracujących w przemyśle, budownictwie i usługach. Statystyczny Kowalski nie odczuł jednak podwyżki, bo jak tłumaczą eksperci, zjadła ją
inflacja i rosnące koszty życia. - W efekcie niemal trzech na dziesięciu pracowników spodziewa się w 2012 roku wzrostu
wynagrodzenia. Dlatego w tym roku doświadczymy większej presji płacowej na pracodawców niż w poprzednich miesiącach - komentuje Tomasz Hanczarek, prezes zarządu agencji
pracy Work Service.
W kolejce po dodatkowe pieniądze nie staną jednak wszyscy. O podwyżkę powalczy dwóch na pięciu mężczyzn oraz jedna na pięć kobiet - wynika z badania Work Service*. Oczekiwania będą zależne również od wieku pracowników. Osoby młode (18-34 lat), często startujące od minimalnego wynagrodzenia, są bardziej zdeterminowane niż ich starsi koledzy w przedziale wiekowym 55-65 lat.
- Ponad połowa pracowników liczy na wzrost płac na poziomie 5-10 proc. - mówi Hanczarek. Wśród oczekujących zwiększania poziomu płac jedną piątą stanowią osoby, które chciałyby na koniec roku otrzymywać o 10-15 proc większą wypłatę. Niewiele mniej, bo 17 proc. pracowników ma znacznie niższe oczekiwania, związane z mniejszą niż 5 proc. podwyżką uposażenia. Tylko 4 proc. Polaków oczekuje wzrostu o jedną piątą swojego wynagrodzenia.
- W tym roku pójdę po podwyżkę, nie mam wyboru - opowiada Łukasz, 27 letni kierownik restauracji w
Warszawie. - Od trzech lat moja
pensja stoi na niezmienionym poziomie, a praktycznie wszystko podrożało. Jeszcze rok temu tankowałem do pełna za 180 zł, dzisiaj jest to niemożliwe. Papierosy rzuciłem, z bankiem negocjuję już drugi raz obniżenie raty kredytu, wakacji na razie nie planuję. Żeby było mnie stać na to, co kupowałem przed kryzysem, musiałbym zarabiać jedną piątą więcej niż teraz - wylicza.
Niestety, Łukasz tak samo jak połowa ankietowanych licząca na poprawę zarobków może się rozczarować. Z sondażu organizacji indywidualnych pracodawców Business Centre Club przeprowadzonego na początku 2012 roku wynika, że niemal siedmiu na dziesięciu polskich pracodawców wciąż odczuwa wpływ globalnego kryzysu. Połowa uważa, że w 2013 roku efektem spowolnienia gospodarczego będzie recesja.
Pozycji negocjacyjnej pracowników nie polepszają również komentarze ekonomistów. Marek Belka, prezes Narodowego Banku Polskiego w połowie kwietnia 2011 przekonywał, że wzrost płac na poziomie 8-10 proc. byłby niebezpieczny z punktu widzenia inflacji. - Jeżeli by się okazało, że wysokie ceny - w cudzysłowie - cukru i benzyny, powodują, że pracownicy skutecznie zażądają znaczących podwyżek płac, to wtedy mamy już tzw. efekty drugiej rundy. Pojawia się niebezpieczeństwo spirali płacowo-cenowej - mówił Belka. Jego zdaniem wyższe płace spowodują narastanie kosztów, a to doprowadzi to kolejnych podwyżek.
Jakie w takim razie są szanse na wzrost wynagrodzeń? - Jak pokazują najnowsze wyniki XX Ogólnobranżowego raportu płacowego firmy Sedlak & Sedlak, prawie jedna trzecia badanych przedsiębiorstw nie planuje przeprowadzać w kolejnych miesiącach jakichkolwiek podwyżek wynagrodzeń. Pozostałe 71 proc. firm zamierza podnieść poziom płac do końca 2012 roku średnio o 4 proc. Zdecydowanie większe podwyżki planowane są w organizacjach dużych, osiągających najwyższe obroty - tłumaczy Renata Kucharska-Kawalec, kierownik projektu w firmie Sedlak & Sedlak.
*Badanie zostało przeprowadzone w dniu 17 stycznia 2012 roku na grupie 1100 osób.