Pracownicy przyszłości: skoczek i bumerang

Katarzyna Pawłowska-Salińska
02.07.2012 , aktualizacja: 17.08.2014 17:41
A A A
Iza Szewc z Warszawy zmieniała pracę sześć razy. W końcu założyła własną firmę projektowania wnętrz - Fabrykę Nastroju

Iza Szewc z Warszawy zmieniała pracę sześć razy. W końcu założyła własną firmę projektowania wnętrz - Fabrykę Nastroju (Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja)

Czasy lojalnych pracowników to już przeszłość. Młody Polak zostaje w jednej firmie nie dłużej niż półtora roku. Ale coraz częściej po kilku latach do niej wraca.


Bartek z Poznania zmienia pracę jak rękawiczki. - Jestem uzależniony - śmieje się. W jednym miejscu wytrzymuje średnio osiem miesięcy. A potem - zmiana. Zmienia miasta, firmy, czasem branże. Jest bardzo dobrym specjalistą IT, więc na razie wszędzie go chcą.

Z każdym rokiem na rynku pracy pojawia się coraz więcej osób, które - jak Bartek - stale szukają nowej pracy. Nazywa się ich jumperami (od angielskiego jump - skakać) lub skoczkami. Zjawisko to dotyczy zwłaszcza ludzi młodych. Jak wynika z badań Eurobarometru, Polak zmienia pracę średnio co 12 lat. Jesteśmy mniej więcej w połowie unijnej stawki (dla porównania: Włosi zmieniają pracodawcę co 18 lat, a Łotysze - co 9).

Ale w przypadku młodych, statystyki wyglądają już inaczej. Badania firmy doradztwa personalnego IPK pokazują, że osoby poniżej 25. roku życia zmieniają pracodawcę co 14 miesięcy, a zakres obowiązków - co niespełna rok. Większą stabilność charakteryzuje trzydziestolatki. Odchodzą z firmy średnio po czterech latach, awans otrzymując po dwóch.

Typowy skoczek to Y

- Z roku na rok obserwujemy coraz większą mobilność młodych ludzi na rynku pracy - komentuje Agnieszka Orłowska, prezes Globalnego Centrum Biznesowego HP we Wrocławiu. Jej zdaniem przyczyn jest kilka. - Pierwsza to zmiana generacyjna, z jaką mamy obecnie do czynienia. Przedstawiciele pokolenia Y cenią sobie niezależność i przywiązują większą wagę do życia prywatnego niż zawodowego. Innym powodem jest niedostosowanie do rzeczywistości wyobrażeń o pracy, jakie mają absolwenci wychodzący z systemu edukacji, stawiającego im coraz mniejsze wymagania. Wreszcie duże znaczenie ma rosnące tempo życia i mniejsza stabilizacja, zwłaszcza w gronie młodych osób - częściej zmieniamy mieszkania, samochody, a nawet krąg znajomych, dlaczego zatem nie miałoby to dotyczyć pracodawców?

Poza tym, niezależnie od sytuacji gospodarczej, rosną oczekiwania finansowe. Firma AG "TEST" Human Resources, na podstawie analizy aplikacji 4 tys. kandydatów, ustaliła, że dotyczy to zwłaszcza najmłodszych, niedoświadczonych pracowników.

- Kończąc studia, mają oni często bardzo wygórowane wymagania w stosunku do pracodawców - wyjaśnia Agnieszka Jackowska, dyrektor zarządzająca Infosys BPO Poland. - Tymczasem ich umiejętności nie zawsze odpowiadają potrzebom firm. Zazwyczaj trzeba jeszcze sporo zainwestować, by przygotować ich do pracy w nowoczesnej organizacji.

Potwierdzają to wyniki sondażu CBOS, z którego wynika, że pracownicy mają zbyt wygórowane wymagania w stosunku do zdobytego doświadczenia czy ukończonych studiów.

Humanista skacze częściej niż inżynier

Częsta zmiana pracy wśród młodych ludzi zależy od wykształcenia. Z badań przeprowadzonych przez uczestników Studiów Podyplomowych "Zarządzanie Personelem" przy SWPS wynika, że absolwenci kierunków ścisłych w pierwszym miejscu zatrudnienia pracują dłużej niż humaniści. Rzadziej też zmieniają pracę i zawód.

Tymczasem prawie dwie trzecie absolwentów studiów humanistycznych zmienia pracodawcę jeszcze przed upływem roku od chwili zatrudnienia. Powyżej trzech lat w swojej pierwszej pracy pozostaje zaledwie 2 proc. z nich.

Szef już skoczka nie odrzuci

Do tej pory większość firm unikała angażowania osób, które pracowały w zbyt wielu miejscach. Dziś nie jest to tak oczywiste.

- W czasach, w których wielu młodych kandydatów przedstawia życiorysy pełne różnych miejsc pracy, nie możemy traktować tego czynnika jako decydującego - zaznacza Agnieszka Jackowska. - Życiowa i zawodowa mobilność często idzie w parze z umiejętnością swobodnego poruszania się w świecie nowych technologii, kreatywnością i otwartością na zmiany. A to bardzo pożądane w nowoczesnych firmach.

- CV z dużą liczbą pozycji w "historia zatrudnienia" wciąż wzbudza wzmożoną czujność, ale z pewnością minęły czasy, gdy jest automatycznie odrzucane - zauważa Lucyna Pleśniar, prezes firmy rekrutacyjnej People.- Jeśli częste zmiany są dobrze uzasadnione, nie muszą dyskwalifikować pracownika. Czasem nawet, zwłaszcza tam, gdzie oczekuje się elastyczności i działania projektowego, mogą być atutem.

Jej zdaniem coraz częściej wymusza to sam rynek. - Organizacje muszą się zmieniać - mówi. - Niekiedy eksperymentują z nowymi trendami w sposobie zarządzania, co sprawia, że pracownicy nagle znajdują się w nowej rzeczywistości i najrozsądniejszym rozwiązaniem dla obu stron jest zmiana firmy.

Chociaż daleko nam do USA, gdzie ludzie zmieniają strefy klimatyczne z powodu dobrej oferty pracy, to na zmianę firmy istnieje już powszechne przyzwolenie.

Podejście do skoczków różni się także w zależności od branży. Przedsiębiorstwo produkcyjne będzie przykładało mniejszą wagę do częstych zmian w CV kandydata niż np. firma z sektora nowoczesnych usług biznesowych. Dlaczego? - Lojalność jest bardzo ważną wartością dla firm, które dużo inwestują w pracowników od samego początku zatrudnienia, np. szkoląc ich - tłumaczy Agnieszka Orłowska. - W takiej sytuacji firmie zależy, by pracownicy pozostali w niej jak najdłużej.

Bumerangi też mają swoje zalety

Coraz częściej na naszym rynku pracy pojawiają się też bumerangi. To pracownicy, którzy kiedyś odeszli z firmy, a teraz chcą do niej wrócić. W USA i Europie Zachodniej dla takich osób wdrażane są specjalne programy HR (polskie przedsiębiorstwa wciąż rzadko się na nie decydują). Taki bumerang ma bowiem jedną zasadniczą zaletę: doświadczenie pracy w firmie, czyli nie wymaga wiele czasu na wdrożenie do obowiązków. Ale czy pracodawcy nie jest trudniej zaufać komuś, kto kiedyś od niego odszedł?

- Rozsądny szef nie oczekuje wierności do emerytury, ale realizacji postawionego celu, odpowiedzialności za powierzone zadania - uważa Lucyna Pleśniar. - Nie tylko staż, ale przede wszystkim jakość pracy jest tym, co pozwala zbudować zaufanie.

Lojalność do lamusa

Czy rosnąca liczba skoczków i bumerangów dowodzi, że czasy lojalnych i oddanych pracowników już się bezpowrotnie skończyły? - Długie lata z jednym pracodawcą powoli przestają być miarą lojalności - ocenia Pleśniar. - Oczywiście tacy pracownicy są nadal bardzo cenieni, ale sam fakt przywiązania do pracodawcy przestał być najwyżej cenionym atutem. Firmy w warunkach rosnącej konkurencji oraz wymagań klientów i konsumentów muszą działać coraz bardziej efektywnie, dlatego najbardziej będą cenić osoby, które wniosą wkład w budowanie sukcesu firmy. To pracownicy, którzy nie tylko oczekują realizowania swoich aspiracji zawodowych, ale sami poszukają lepszych sposobów działania, są skoncentrowani na zadaniach, jakie się im powierza, gotowi wziąć za nie osobistą odpowiedzialność.

Jej zdaniem "mobilni" pracownicy mają więcej zalet niż wad. - To większa świadomość oczekiwań, tego, na co mogą liczyć ze strony pracodawcy. Poza tym nie mają nieuzasadnionych roszczeń, lepiej rozumieją, że istota stosunku pracy polega na wymianie korzyści, czyli że otrzymując wynagrodzenie i możliwości rozwoju, są w firmie po to, aby realizować cel pracodawcy - wylicza. - Oczywiście nie dotyczy to osób, które działają impulsywnie i szukają zmian dla nich samych.

Skoczek na swoim

Jest jeszcze inne wyjście. Iza Szewc z Warszawy przez osiem lat pracy na etacie firmę zmieniała sześć razy. - Byłam typowym "skoczkiem" - śmieje się. - Najdłużej w jednej firmie przepracowałam trzy lata, najkrócej - trzy miesiące. Zajmowałam się marketingiem w różnych branżach: FMCG, wydawnictwa, a także NGO. Wiedziałam, że to będzie źle wyglądało w CV, ale wychodziłam z założenia, że skoro kolejny pracodawca chce mnie zatrudnić, to czemu nie?

Jeśli coś w danej firmie ją uwierało, po prostu odchodziła, cały czas szukając swojego miejsca. - Może nie nadawałam się na etat? - zastanawia się. W końcu znalazła sposób: założyła własną firmę - pracownię projektowania wnętrz. Skończyła kurs i dodatkowe studia. - Nie wyobrażam sobie już pracy u kogoś - mówi. - Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że częste zmiany pracy, różne branże, różne doświadczenia teraz tylko mi pomagają w prowadzeniu własnego biznesu.




Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX