Ile zarabiają w szkole a ile na korepetycjach?

Aleksandra Pezda
09.07.2012 , aktualizacja: 09.07.2012 12:47
A A A
Celem sprawdzianu jest weryfikacja umiejętności uczniów zdobytych na początkowym etapie edukacji.

Celem sprawdzianu jest weryfikacja umiejętności uczniów zdobytych na początkowym etapie edukacji. (Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta)

Od 1 tys. złotych do ponad 8 tys. - tyle dostają nauczyciele. Sprawdziliśmy ich pensje i godziny pracy. Okazuje się, że rzadko kiedy biorą "gołe etaty", dorabiają głównie nadgodzinami. A ich zarobki zależą nie tylko od doświadczenia, lecz także od miasta, w którym pracują
Zobacz pełną listę płac nauczycieli

Za 1600 zł miesięcznie musi się utrzymać w drogim Poznaniu bibliotekarka szkolna z 6-letnim stażem. Jej koleżanka z Bydgoszczy za tę samą pracę dostaje tysiąc złotych więcej, ale to m.in. dlatego, że ma za sobą 25 lat w zawodzie. Obie przychodzą do szkoły na sześć godzin dziennie. Mało? Tak może się wydawać pracownikom dużych korporacji, którzy pracują więcej, ale też więcej zarabiają. A szkolne bibliotekarki są i tak w stosunku do innych nauczycielskich grup nieco poszkodowane - mają wyższe pensum, czyli zapisany w etacie czas na aktywny kontakt z uczniami. Pozostali mają obowiązek wypracować w ramach etatu nie 30 godz. w tygodniu jak bibliotekarki, lecz jedynie 18 godz. (plus 2 godz. w podstawówkach i gimnazjach oraz 1 w liceach na zajęcia wyrównawcze).

Sprawdziliśmy pensje i godziny pracy polskich nauczycieli (jutro napiszemy w "Gazecie Wyborczej" o nauczycielskich emeryturach). Takich zestawień nie robi nawet Ministerstwo Edukacji. MEN bazuje na określonych odgórnie tzw. pensjach minimalnych oraz średnich zarobkach, które dają obraz raczej wydatków budżetowych państwa niż prawdziwych zarobków nauczycielskich.

Dzięki liście "Gazety" można się przekonać, że w nauczycielskich zarobkach wcale nie panują ład ani logika. Bo kiedy np. wuefista na wsi pod Rzeszowem zarabia ponad 3 tys. zł, co zapewni mu tam dość wygodne życie, jego koleżanka z Warszawy dostaje 500 zł mniej i niewątpliwie ma problem z utrzymaniem się za te pieniądze w stolicy. No, chyba żeby pokombinowała. Bo rekordzista na naszej liście - nauczyciel matematyki, fizyki i chemii z Warszawy - dostaje miesięcznie ponad 8 tys. zł na rękę. Jak to możliwe? Pracuje w dwóch szkołach: w publicznej i w lepiej płacącej prywatnej. Do tego dużą część swoich dochodów uzyskuje dzięki korepetycjom.

Jak dużo pracują

Nauczycielski system pracy jest ostatnio przedmiotem kontrowersji i bojów między samorządami, rządem i oświatowymi związkami zawodowymi. Samorządy, jako pracodawcy nauczycieli, narzekają, że pieniędzy, które dostają z budżetu centralnego, nie wystarcza im nawet na pensje. Z czego opłacić dodatkowe zajęcia z uczniami, sprzątanie i księgowość, wymianę okien, utrzymanie boiska itp.? Samorządy mają dość. Próbują na nauczycielskich pensjach oszczędzić. Zwłaszcza że uczniów w ciągu ostatnich pięciu lat ubyło prawie o milion, a nauczycieli na razie nie (choć właśnie w tym roku zaczęły się duże zwolnienia). Samorządy chętnie dołożyłyby pedagogom pracy i zmniejszyły ich pensje. Ale blokuje je Karta nauczyciela i słynne pensum, określające, że do zajęć przy tablicy wolno ich zatrudnić jedynie przez 18 godz. Resztę z 40-godzinnego tygodnia pracy nauczyciel może poświęcić na przygotowanie lekcji czy dokształcanie. I nikt go przy tym nie powinien kontrolować.

Samorządowcy szukają więc pomysłu - jak nie łamiąc prawa, oszczędzić na nauczycielach i dorzucić im pracy? Częstym sposobem jest przekazywanie szkół stowarzyszeniom - tych przy zatrudnianiu nie obowiązuje Karta nauczyciela.

W naszym raporcie widoczne są tego efekty: stowarzyszeniowe szkoły płacą nauczycielom mniej niż publiczne, a wymagają od nich więcej. Zdarza się nawet, że zatrudniają na umowie rocznej, a po jej wygaśnięciu w lipcu nauczyciel ma wolne, ale już bezpłatne - np. matematyczka w Radomiu po 20 latach pracy zarabia w szkole społecznej 1700 zł, a w wakacje pozostaje dochodów.

Według raportów OECD polscy nauczyciele pracują w szkole najkrócej - 3,5 godz. dziennie. To prawie dwa razy mniej niż średnia dla krajów UE. Rząd dorzucił dwie godziny w tygodniu na dodatkowe zajęcia z uczniami. A każda następna dyskusja o zmianach warunków pracy kończy się ze strony związków groźbą strajku.

Nasz raport pokazuje również jedną z przyczyn, dla których dla związkowców ważne może być zachowanie nauczycielskiego pensum: do skromnych pensji nauczyciele dorabiają bowiem najczęściej nadgodzinami albo pracą w innych szkołach (nie wszyscy przyznają się do korepetycji). Większość z nich nie ma "gołego etatu", prowadzą nawet po 30 lekcji w tygodniu. Choć każdy też podkreśla, że i w domu pracują dużo, m.in. nad sprawdzianami i przygotowaniem się do lekcji.

Od czego zależy pensja

Nauczycielska płaca składa się z części zasadniczej, tzw. pensji minimalnej, której wysokość określa w rozporządzeniu minister edukacji. Jest też kilkanaście dodatków, niektóre obliczane procentowo, inne w kwotach stałych. Wysokość niektórych określa ustawa Karta nauczyciela, inne ustalają samorządy (jako gospodarze szkół), na własną rękę. W sumie mogą one stanowić nawet jedną trzecią miesięcznych zarobków.

Zasadniczo nauczyciele powinni zarabiać tym więcej, im większe mają doświadczenie. Takie było założenie reformatorów, którzy zasady awansu zawodowego wprowadzali pod koniec lat 90. Pedagog ma zdobywać kolejno cztery stopnie awansu zawodowego (stażysta, kontraktowy, mianowany i dyplomowany), wykazując się postępami w pracy. Dziś krytykują ten system wszyscy, nawet chroniące Kartę nauczyciela związki zawodowe. Przyczyn jest kilka. Chodzi m.in. o to, że już po 10 latach pracy nauczyciel osiąga wszystko, co w tej kwestii może, i dalej nic go już do wzmożonej pracy nie motywuje.

Po osiągnięciu tytułu nauczyciela dyplomowanego pensja jeszcze rośnie, chociaż nie ma już dalszych stopni awansu. To dzięki drugiej złotej zasadzie wynagradzania - dodatkowi "za wysługę lat": 1 proc. za każdy przepracowany rok. Dostaje się go już po czterech latach w zawodzie, ale nie może on przekroczyć 20 proc. pensji zasadniczej.

Inne dodatki to m.in. wiejski: do 10 proc. za pracę tam, gdzie jest mniej niż 5 tys. mieszkańców. To on sprawia, że nauczycielom na wsi lepiej się powodzi finansowo niż tym w miastach, gdzie dziś trudniej się utrzymać (o ile oczywiście ci na wsi mają pracę, z czym tam z kolei coraz trudniej). Jest również dodatek za wychowawstwo, mieszkaniowy, "wczasy pod gruszą".

Nauczycielskie pensje poważnie różnicuje również dodatek motywacyjny. To właśnie miejsce popisu dla samorządów: bogatsze oferują aktywnym nawet po kilkaset złotych miesięcznie, uboższe dają symboliczne 30 zł.

A we wrześniu podwyżki

Ostatnia transza obiecanych przez rząd PO-PSL podwyżek czeka nauczycieli we wrześniu; wprawdzie będzie to tylko 3,8 proc. do pensji zasadniczej (w praktyce zależy to oczywiście od stażu i stopnia awansu). Dziś można już podać minimalne stawki wynagrodzenia zasadniczego od 1 września 2012 r. - te MEN opracowało. Wynoszą brutto: dla stażysty - 2 265 zł (83 zł więcej od stawki aktualnie obowiązującej), dla kontraktowego - 2 331 zł (85 zł więcej), dla mianowanego - 2 647 zł (97 zł więcej), a dla dyplomowanego - 3 109 zł (114 zł więcej od stawki aktualnie obowiązującej). Do tego dolicza się dodatki.

Wystarczy to jednak, żeby pensje w stosunku do 2007 r. wzrosły średnio o 50 proc. (ale uwaga! - nie każdy nauczyciel otrzymał podwyżkę w takiej wysokości, zależy to głównie od stopnia awansu). A taka była obietnica premiera Donalda Tuska już w pierwszej kadencji rządu.

Najwięcej zyskali nauczyciele stażyści - rządowi PO-PSL chodziło o to, żeby zatamować odpływ młodych ludzi z zawodu i przyciągnąć do niego dobrze wykształconych kandydatów. A w 2007 r. początkujący nauczyciel dostawał na rękę niespełna 900 zł. Teraz - ok. 1830 zł.

Zobacz także
Komentarze (1)
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Ewa Skuza

    0

    Weź ty się Pezda nie kompromituj, czy ja cię pytam ile ty po pracy dorabiasz, ty podaj ile się zarabia na etacie, ile masz niepłatnych okienek mądralo, bo ja mam po 10 latach pracy pół etatu za 837 zł netto, to jast obciach na tle Europy.Podaj kochaniutka ile wynosi średnia krajowa i porównaj nas do niej.Potem podaj czemu ja w szkole nie mogę pracować po 18 g pensum, no czemu ....ano bo komputer jest 1 w pokoju nauczycielskim, wymogi są do pracy nad dziennikiem elektronicznym, prace przygotowuje się komputerowo, a widziałaś gdzieś tam w pokojach nauczycielskich skanery? nawet na ksero liczyć nie możesz bo uczniowie nie dali na toner albo, nie złożyli się na ryzę papieru, więc z pensji samemu trzeba skaner drukarkę tusz i papier kupić.Masz tak w pracy? Czemu musimy dorabiać? bo się nudzimy czy z głodu padamy ty bezmózga istoto!!!!!!!!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX