Sezonowe podkładanie świni

Katarzyna Pawłowska, Marta Piątkowska
18.07.2012 , aktualizacja: 18.07.2012 10:08
A A A
Ogródki na Nowym Świecie

Ogródki na Nowym Świecie (Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta)

Pracownik na wakacje jest na krótko i ma zwykle do wykonania prostą pracę. Ale czy to wystarczający powód, żeby go prześladować i robić mu świństwa? Oto ciemne strony pracy sezonowej.
Katarzyna i Ewelina pracują w recepcji siedziby firmy spożywczej w Warszawie, ale gdy Ewelina idzie na urlop albo zachoruje, Katarzyna się denerwuje. Bo wtedy przysyłają jej dziewczynę zatrudnioną przez agencję pośrednictwa pracy. - Proszę, żeby dobierali starannie. Zależy mi, żeby była inteligentna i obrotna - mówi. - Ale jeszcze takiej nie było.

Dlaczego się Katarzynie nie podobają? Opowiada o Agnieszce, z którą teraz pracuje: - Do białej gorączki doprowadza mnie siadanie na stole. Wyobraź sobie, wchodzisz do poważnej firmy i pierwsze, co widzisz, to panienka, która przysiadła sobie na recepcyjnym blacie. Co wtedy myślisz?

Grzech numer dwa sezonowej recepcjonistki to prywatne rozmowy przez telefon. - Po to mamy dwa aparaty w recepcji, żeby klient jak najrzadziej słyszał sygnał zajęty. Wiele razy ludzie się skarżyli, że nie można się do nas dodzwonić. Ostatnio usłyszałam od szefowej ze Stanów, że gdy zadzwoniła wieczorem, a zmianę miała wtedy Agnieszka, i poprosiła o połączenie z ważnym dyrektorem, to recepcjonistka ją zbyła. Powiedziała, że nikogo już nie ma, a numerów komórek to ona nie zna. Mnie się za to dostało!

Nie ma co wspominać o brudnych kubkach i jedzeniu zostawianym na blacie. Jedyne rozsądne wyjście - zwrócenie uwagi - zwykle kończy się niemiło. Kasia woli więc przeczekać. - Pocieszam się, że to tylko dwa tygodnie. Ale za rok przyjdzie ktoś inny i znów będzie to samo.

Kawa tylko dla "prawdziwych" pracowników

Jak to wygląda z perspektywy sezonowego pracownika? Aleksandra, studentka z Warszawy, która zastępuje w wakacje asystentkę w firmie komputerowej: - Znam się na pracy biurowej i staram się robić wszystko jak najlepiej, według spisu obowiązków, który mi zostawiono. Ale koleżanka z działu, recepcjonistka, nie cierpi mnie. Ostatnio doniosła do szefa, że źle się ubieram i przychodzę w klapkach. A przecież tak chodzi pół biura! W dodatku to klapki skórzane, nie plażowe.

Koleżanka zrobiła Aleksandrze jeszcze inną przykrość. - W firmie każdy dostaje bony na jedzenie. Ale Marta stwierdziła, że ja tak naprawdę nie jestem pracownikiem, i przestała mi je wydawać. Poszłam do działu kadr, a tam powiedzieli mi, że szefowa jest na urlopie, i to Marta podejmuje teraz decyzje w tej sprawie.

Na tym nie koniec. Pewnego ranka Marta stwierdziła, że nie może już dawać Aleksandrze kluczyka do szafki z darmową kawą i herbatą dla pracowników. - Dużo pijesz, nie zostanie dla prawdziwych pracowników - usłyszała.

Marta każe jej też zostawać po godzinach i kserować tony akt. Albo wysyłać setki listów, choć to należy do obowiązków Marty. - Myślę, że to nikomu nie jest potrzebne - mówi Aleksandra. - Coraz lepiej rozumiem, jak się czują "koty" w wojsku.

Dlaczego nie powie tego wszystkiego szefowi? - Nie chcę, żeby pomyślał, że sobie nie radzę - odpowiada.

Gdy zapytała inną koleżankę, dlaczego Marta jej nie lubi, dowiedziała się, że zdolna, pracowita, bystra studentka jest zapewne dla Marty zagrożeniem. - Jeśli się sprawdzisz, może będą cię chcieli zatrudnić. Wtedy byłabyś jej szefową. A Marta pracuje w recepcji już od sześciu lat i bezskutecznie usiłuje zostać asystentką.

Nakrzyczeć na wakacyjnego instruktora

Z czymś w rodzaju "fali" do czynienia miał też Radosław, student AWF z Warszawy. Ma uprawnienia do uczenia dzieci. Umawia się więc na zajęcia jako wolny strzelec na różnych stołecznych basenach. I zawsze jest to samo. - Podchodzi do mnie instruktor etatowy, zatrudniony w danej placówce - opowiada Radosław. - Przy dziecku krzyczy, że mu przeszkadzam, że wszedłem na jego tor, bo on tu ma zajęcia z grupą i sobie tę część zarezerwował. Staram się być grzeczny i jakoś z tego wybrnąć, ale dzieci się często denerwują, rodzice zresztą też.

Często pracujący na stałe instruktorzy każą Radosławowi przychodzić pięć minut po określonej godzinie, bo robi tłok w szatni. - Utrudniają mi też korzystanie ze sprzętu dostępnego dla wszystkich na basenie, np. desek - opowiada instruktor.

Zdarzyło mu się kilka razy, że do matki siedzącej na ławce przy basenie podszedł etatowy instruktor i powiedział, że Radek źle uczy. - Zobaczy pani, dziecko nabierze złych nawyków i to już będzie nie do odkręcenia - straszył mamę sześciolatka. - Może się to nawet skończyć chorobą!

Sezonowa kelnerka ma oddać napiwki

W restauracjach nie jest lepiej. W zeszłym roku przekonała się o tym Agnieszka. - W żadnej pracy nie spotkało mnie tyle niechęci ze strony współpracowników, co w czasie kiedy byłam kelnerką - opowiada. - Zatrudniłam się na początku lipca, czyli w szczycie sezonu ogródkowego. Już podczas dnia próbnego dowiedziałam się, że jestem dla reszty załogi konkurencją, bo kiedy znikną zewnętrzne stoliki, trzeba będzie kogoś zwolnić. A nigdy nie wiadomo, na kogo padnie. Pewnie bali się, że do tego czasu zdążę się wykazać i ktoś z całorocznych kelnerów straci pracę.

W efekcie barmani "zapominali" przygotowywać dla niej drinki, a kucharzom regularnie ginęły zamówienia. - To skuteczny system pozbywania się nowych. Przecież niezadowolony klient nie pójdzie do kuchni, tylko wyładuje emocje na kelnerce albo poskarży się menedżerowi - tłumaczy Agnieszka.

Lista sposobów na utrudnienie jej życia w pracy była długa. Dostawała do obsłużenia stoliki w ciemnej części sali, jak najdalej od okien i źródła powietrza z wentylatora, na które goście decydowali się w ostateczności. W grafiku wpisano ją we wszystkie weekendy, kiedy restauracja była otwarta do ostatniego gościa - często do 2, czy 3 nad ranem. Zdarzało się, że wychodziła z pracy dopiero wtedy, gdy zrobiło się widno. Do ostateczności doprowadziło ją jednak inne polecenie - po zakończeniu każdej zmiany ma oddawać 50 zł z napiwków, mieli je dostać do podziału barmani. - Kiedy po tygodniu zaprotestowałam, że oddaję w ten sposób praktycznie całą dniówkę, menedżerka mi odpuściła. Jak się później okazało, żadnej składki nie było. Okradali mnie.

Agnieszka w pracy wytrzymała miesiąc, chociaż zarobki, gdy przychodziło sporo gości, były bardzo dobre. - Trzeba być naprawdę zdesperowanym, żeby brać udział w wyścigu szczurów na stanowisku kelnera - podsumowuje swoje doświadczenia.

W branży "ulotkowej" nie rywalizują

Najmniej ze wszystkich przedstawicieli prac uznawanych za typowo wakacyjne skarżą się osoby rozdające ulotki. 17-letnią Ewelinę spotkaliśmy przed warszawską Rotundą. - Nie znam nawet osób, które zatrudniła ta sama agencja pracy co mnie, mimo że stoją kilkadziesiąt metrów dalej. Nie wchodzimy sobie w drogę. Nie mam pojęcia, o co mogłabym się z nimi pokłócić. Zakładam słuchawki i muszę odstać swoje. Najbardziej przeszkadza mi upał i zaczepki mężczyzn - podsumowuje.

Potwierdza to Karol Gryglaszewski, właściciel firmy Karland, która zajmuje się rozdawaniem i kolportażem ulotek. - W tej branży nie ma rywalizacji między pracownikami stałymi czy sezonowymi, bo to nie jest praca, o którą specjalnie się walczy. Bądźmy szczerzy, to zajęcie wiele osób wybiera z konieczności, bo jest ogólnodostępne, nie wymaga doświadczenia ani przygotowania, a żeby je wykonywać, wystarczą jedynie chęci - tłumaczy.

Jego zdaniem największym problemem w wakacje nie jest to, czy nowa osoba rozdaje ulotki efektywniej niż pracownik z doświadczeniem, tylko obawa, czy w ogóle będą zlecenia. Bo branża ulotkowa, która jest szansą dla wielu uczniów na zarobienie pierwszych pieniędzy, akurat w wakacje przeżywa spowolnienie. - Klienci dochodzą do wniosku, że wszyscy są na urlopach, a wręczanie ulotek oferujących lokalne usługi turystom z zagranicy mija się z celem. Czasem mam zajęcie dla czterech osób, a dostaję ponad sto zgłoszeń od chętnych do pracy. Wtedy muszę wybierać - mówi.

Podkreśla, że przez siedem lat prowadzenia firmy nie zdarzyło mu się, żeby ktoś przyszedł poskarżyć się na współpracownika albo na to, że ktoś dostaje więcej zleceń niż inny. - W tym fachu liczy się inicjatywa. Ci, którzy chcą zarobić pieniądze, po prostu częściej upominają się o swoje.

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX